Kraj

Boża korporacja

Opus Dei w Polsce

Numerariusze i numerarie żyją w celibacie, mieszkają w ośrodkach Dzieła i umartwiają się nosząc na udach cilice (drucianą kolczatkę) i samobiczując się. Numerariusze i numerarie żyją w celibacie, mieszkają w ośrodkach Dzieła i umartwiają się nosząc na udach cilice (drucianą kolczatkę) i samobiczując się. Orjan F. Ellingvag / Corbis
Jedna z najbardziej tajemniczych i kontrowersyjnych instytucji Kościoła katolickiego – Opus Dei – buduje swoją potęgę w Polsce. Oficjalnie jest organizacją ubogą. Za pośrednictwem rozmaitych stowarzyszeń, fundacji i spółek, hojnie obdarowywanych przez instytucje publiczne, kontroluje jednak majątek o wartości setek milionów złotych.
Figurka założyciela Opus Dei - hiszpańskiego księdza Josemarii Escrivy de Balaguera.BIANCHI/EPA/PAP Figurka założyciela Opus Dei - hiszpańskiego księdza Josemarii Escrivy de Balaguera.
Polskie Opus Dei w liczbach.Materiały prasowe, Polityka Polskie Opus Dei w liczbach.

Artykuł w wersji audio

Ulica Górnośląska w Warszawie, zaciszny zakątek na tyłach Sejmu. Tutaj, w przedwojennej willi pod numerem 43, swoją siedzibę ma wikariusz regionalny Prałatury Opus Dei – czyli najwyższy rangą przedstawiciel Dzieła Bożego w Polsce. Media często wyliczają nazwiska ludzi z pierwszych stron gazet: polityków, biznesmenów, dziennikarzy, którzy ponoć tu przychodzą na tzw. spotkania formacyjne. Najczęściej padają nazwiska byłego marszałka Sejmu Marka Jurka, posłów PiS: Kazimierza Ujazdowskiego, Jarosława Sellina i Jerzego Polaczka. Sami zainteresowani jednak, pytani o to, czy należą do Dzieła, prawie nigdy tego nie potwierdzają.

Atmosfera tajemniczości otacza Opus Dei na całym świecie. W krajach, gdzie działa ono od dawna, przypisuje mu się ogromne wpływy w kręgach polityczno-biznesowych, a nawet infiltrację najważniejszych publicznych instytucji. W Hiszpanii krytycy nazywają je Santa Mafia, a we Włoszech – Octopus Dei. U nas ostatnio Janusz Palikot stwierdził, że trzej ministrowie w rządzie Donalda Tuska: Jarosław Gowin, Tomasz Arabski i Radosław Sikorski, są „związani z wywiadem Kościoła katolickiego (...) który nazywa się Opus Dei”. Tu też brak potwierdzenia.

Największe kontrowersje budzi sprawa majątku Dzieła. Jego założyciel – hiszpański duchowny Josemaria Escriva de Balaguer (1902–75) – przedstawiał je jako biedną, wielodzietną rodzinę, która wymaga ciągłego wsparcia. Ta narracja obowiązuje w Prałaturze do dziś. W jej biurze informacyjnym w Polsce usłyszeliśmy, że nie posiada ona żadnych dóbr i w ogóle nie zajmuje się rzeczami materialnymi.

Formalnie nawet willa przy ul. Górnośląskiej nie należy do Opus Dei. Jej właścicielem jest jedno ze stowarzyszeń założonych przez zaufanych członków tej organizacji.

Amerykański dziennikarz watykanista John Allen w książce „Opus Dei” oceniał, że za pośrednictwem takich właśnie podmiotów w 2004 r. na całym świecie Dzieło rozporządzało majątkiem o wartości blisko 3 mld dol. Jak ustaliliśmy, w Polsce powiązane z Dziełem podmioty dysponują majątkiem o wartości setek milionów złotych. Należą do nich atrakcyjne nieruchomości w Warszawie, Szczecinie, Krakowie i Poznaniu, ale także np. odrestaurowany XIX-wieczny dwór szlachecki z kilkunastohektarowym parkiem na Mazowszu. Jednemu z takich podmiotów przedsiębiorca Polikarp Maciejczyk przekazał za darmo grunty pod Gdańskiem o wartości blisko 110 mln zł i dodatkowo zobowiązał się wesprzeć go kwotą 10 mln euro. Nieruchomości warte miliony za darmo lub na bardzo preferencyjnych warunkach przekazywały im także instytucje publiczne.

Apostolstwo korporacyjne

Opus Dei powstało w 1928 r. Ksiądz Josemaria Escriva de Balaguer głosił rewolucyjną na ówczesne czasy myśl, że każdy chrześcijanin może zostać świętym, sumiennie wykonując swoją pracę i zwykłe, codzienne czynności. W 1982 r. Jan Paweł II nadał Dziełu status prałatury personalnej, czyli swego rodzaju diecezji bez terytorialnych granic. Do dziś jest ono jedyną taką organizacją w Kościele katolickim.

Opus Dei tworzą: prałat, kler i osoby świeckie. Na świecie należy do niego około 80 tys. osób, w Polsce – 550 (patrz ramka). Najliczniejszą grupą wśród świeckich członków są supernumerariusze supernumerarie – mężczyźni i kobiety żyjący w małżeństwach, wspierający organizacyjnie i finansowo inicjatywy Dzieła.

Drugą grupą świeckich są numerariusze numerarie. Żyją w celibacie, mieszkają w ośrodkach Dzieła – oddzielnych dla kobiet i mężczyzn. W pisemnych umowach z prałaturą zobowiązują się do czystości, absolutnego posłuszeństwa przełożonym i ubóstwa. Umartwiają się, nosząc na udach cilice (drucianą kolczatkę) i samobiczując się. Zostając numerariuszami, oddają swój majątek któremuś z podmiotów powiązanych z Opus Dei, a potem przekazują mu również swoje zarobki. Większość z nich pracuje bowiem nadal w swoich wyuczonych zawodach – jako prawnicy, urzędnicy, biznesmeni.

Do życia w celibacie zobowiązują się również przyłączeni (od numerariuszy różni ich to, że nie mieszkają w ośrodkach Dzieła) i numerarie pomocnicze (zajmują się pracami domowymi w ośrodkach prałatury).

Księża Opus Dei wywodzą się spośród numerariuszy. Po kilku latach pracy w Dziele numerariusz może zostać zaproszony przez prałata do zostania kapłanem. Przed przyjęciem święceń musi ukończyć studia w Rzymie. W Polsce posługę świadczy zaledwie dziesięciu księży Dzieła, w większości obcokrajowców. Święcenia przyjęło dotąd tylko trzech Polaków. Pierwszym był Damian Pukacki, biolog, były prezes Młodzieży Wszechpolskiej.

Obowiązkiem wszystkich członków Opus Dei jest prowadzenie działalności apostolskiej. Tworzą oni dzieła apostolstwa korporacyjnego, czyli rozmaite podmioty, które mają krzewić wiarę i myśl Escrivy. Oficjalnie prałatura sprawuje nad nimi wyłącznie opiekę duchową, zaś pod względem prawnym, finansowym i organizacyjnym odpowiadają za nie ich założyciele. Faktycznie Opus Dei w pełni je kontroluje – współzałożycielami i członkami ich władz są numerariusze, którzy, jak już wspomnieliśmy, są zobowiązani do absolutnego posłuszeństwa prałaturze.

Rekrutacja i formacja

Pierwszymi dziełami apostolstwa korporacyjnego, które powstają, gdy Opus Dei zaczyna działalność w jakimś kraju, są ośrodki formacyjne. Ich zadaniem jest zgodne z duchem Dzieła kształtowanie wiernych. Władze placówek wyznaczane są przez prałaturę spośród numerariuszy.

Ośrodki łączą funkcje akademików, domów modlitewnych i świetlic młodzieżowych. Mieszka w nich do kilkunastu osób – księży Dzieła, numerariuszy (lub numerariuszek) i studentów (lub studentek). Obowiązuje pełna separacja płci. Nie wolno nawet przyjmować gości płci przeciwnej. W każdym ośrodku jest kaplica, odbywają się msze i rozmaite spotkania formacyjne – także dla wiernych spoza ośrodka.

Przy większości ośrodków prowadzone są kluby dla dzieci i nastolatków. Dla chłopców organizowane są gry i zajęcia sportowe. Dla dziewczynek – zajęcia przygotowujące do bycia matkami i prowadzenia domu (np. kursy gotowania i skromnego ubierania się). Uczniowie odrabiają tam również lekcje i modlą się. Bruno Devos, Francuz, który przez kilkanaście lat był numerariuszem, z czego większość spędził w Polsce, w książce „Byłem w Opus Dei” pisze, że każdy uczęszczający do klubu ma swojego tutora – opiekuna, który śledzi jego postępy w nauce i kształtowaniu charakteru. Gdy skończy 14 i pół roku i kierownictwo ośrodka uzna, że może być przydatny dla Dzieła, jeden z numerariuszy wywołuje u niego kryzys powołaniowy. Mówi nastolatkowi, że władze ośrodka obserwowały go i uznały, iż ma on powołanie, by zostać numerariuszem. Sugeruje, że odrzucenie powołania może zamknąć mu drogę do zbawienia. Odradza konsultowanie się z rodziną, jeżeli ta nie należy do Dzieła. Jeśli nastolatek zdecyduje się zostać numerariuszem – kieruje do wikariusza regionalnego wniosek o przyjęcie do Opus Dei.

Formalnie może zostać członkiem dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Do tego czasu kształci się pod okiem Dzieła jako aspirant. Ten mechanizm werbowania członków, regulowany wewnętrznymi dokumentami Opus Dei, był jedną z przesłanek, dla których finansowane przez belgijski rząd centrum do walki z działalnością sekciarską uznało Dzieło za katolicką sektę.

Doskonalenie umiejętności i rozwój

W Polsce Opus Dei zaczęło działalność krótko po wyborach w 1989 r. Pierwsze struktury budowali dwaj księża prałatury: Hiszpan Rafael Mora i Argentyńczyk polskiego pochodzenia – Stefan Moszoro-Dąbrowski, który z Dziełem związał się mając 12 lat. Wciągnął go starszy brat – Bartłomiej, dziś konsul honorowy RP w Argentynie. Dwaj bratankowie księdza – Marian i Bartłomiej Moszoro, są numerariuszami, obaj jego śladem przyjechali do Polski.

Wiosną 1990 r. z inicjatywy księży powstało Stowarzyszenie Doskonalenia Umiejętności. Prowadzeniem formalności związanych z jego działalnością zajął się po przyjeździe do Polski Marian Moszoro. W latach 2003–07 był członkiem zarządu SDU. W 2005 r. objął funkcję wiceministra finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza.

Jak ustaliliśmy, misją SDU było stworzenie materialnej bazy dla funkcjonowania Dzieła w Polsce. Jeszcze w 1990 r. kupiło ono zabytkową willę przy ul. Górnośląskiej 43 w Warszawie, która stała się siedzibą wikariusza regionalnego Dzieła w Polsce (w latach 1989–99 był nim ks. Moszoro-Dąbrowski).

Jesienią 1991 r. stowarzyszenie zostało właścicielem XIX-wiecznego neorenesansowego dworu szlacheckiego w Bożej Woli nieopodal Mińska Mazowieckiego. Budynek od połowy lat 70. należał do ks. Ryszarda Chwaluczyka, który odrestaurował go i wraz z otaczającym go kilkunastohektarowym parkiem odsprzedał za symboliczną kwotę SDU.

W niewielkich odstępach czasu stowarzyszenie kupiło także dwa budynki w Warszawie, na Starej Ochocie (przedwojenną willę przy ul. Filtrowej i kamienicę przy ul. Krzyckiego) oraz dwie wille w szczecińskiej dzielnicy Pogodno (przy ul. Waryńskiego i przy al. Wojska Polskiego).

Z akt rejestrowych stowarzyszenia wynika, że zakup nieruchomości sfinansowano z darowizn i pożyczek „udzielanych na bardzo dobrych warunkach przez instytucje zagraniczne, przede wszystkim ze Szwajcarii i Hiszpanii”. Jak czytamy w jednym ze sprawozdań SDU, część z tych zobowiązań mogło ono spłacić dzięki „nadzwyczajnej darowiźnie” w wysokości 800 tys. zł, którą przekazała mu cztery lata temu „jedna warszawska instytucja”.

Jeszcze w latach 90. SDU przekazało administrowanie nieruchomościami na warszawskiej Ochocie i szczecińskim Pogodnie stowarzyszeniom, których współzałożycielami byli numerariusze oddelegowani do Polski z różnych krajów. Część stowarzyszeń kupowała nieruchomości także na własny rachunek, m.in. w Krakowie i Poznaniu. Działają w nich placówki, które w samym Opus Dei nazywane są ośrodkami formacyjnymi, na zewnątrz jednak występują pod szyldami ośrodków akademickich lub kulturalnych.

Dwór w Bożej Woli SDU przekazało w darowiźnie związanemu z Opus Dei Podlaskiemu Towarzystwu Oświatowo-Kulturalnemu. W prowadzonym tam Centrum Konferencyjno-Formacyjnym odbywają się rekolekcje Opus Dei. Co roku bierze w nich udział około tysiąca osób z Polski i zagranicy.

Fundraising

Jednym z najprężniej działających ośrodków formacyjnych w Polsce jest Ośrodek Akademicki Rejs w Szczecinie prowadzony przez Pomorskie Stowarzyszenie Promocji Nauki. Dyrektorem Rejsu i prezesem PSPN jest Bartłomiej Moszoro – drugi z bratanków ks. Stefana Moszoro-Dąbrowskiego. Od kilkunastu lat z ośrodkiem związany jest również meksykański numerariusz Alberto Lozano Platonoff; gdy Marian Moszoro był wiceministrem finansów, pełnił funkcję doradcy w gabinecie politycznym minister finansów Teresy Lubińskiej. Do dziś ma mocną pozycję w szczecińskim środowisku polityczno-biznesowym, angażuje się w rozmaite inicjatywy związane z zacieśnianiem współpracy między przedsiębiorcami, organami władzy i środowiskiem naukowym.

Od 1991 r. OA Rejs ma swoją siedzibę w udostępnionej przez Stowarzyszenie Doskonalenia Umiejętności willi przy ul. Waryńskiego, w dzielnicy Pogodno. W 2008 r. PSPN wystąpiło do władz Szczecina z wnioskiem o nieodpłatne przekazanie mu w użytkowanie działki o powierzchni ponad 5 tys. m kw. przy ul. Mickiewicza, także na Pogodnie. Władze stowarzyszenia uzasadniały, że liczba uczestników zajęć w Rejsie systematycznie wzrasta i dotychczasowa siedziba nie odpowiada już jego potrzebom; konieczna jest więc budowa nowego ośrodka. Podkreślały, że działania Rejsu ukierunkowane są na „wszechstronny rozwój dzieci i młodzieży” – nie wspominając jednak o głównym celu, dla którego został on powołany, czyli formacji religijnej. Mimo że jedna z prywatnych szkół zgłosiła chęć kupna nieruchomości przy ul. Mickiewicza za rynkową cenę, szczecińscy radni przekazali ją w 30-letnie użytkowanie PSPN. Samorządowcy z lewicy wyliczyli, że miasto mogło stracić w ten sposób nawet 5 mln zł – cena metra ziemi na Pogodnie sięgała bowiem wówczas 1 tys. zł. „Nowy Rejs” rozpocznie swoją działalność w tym roku.

O wsparcie publiczne w różnych formach zabiegają także inne stowarzyszenia prowadzące ośrodki formacyjne Dzieła. Dofinansowywały je m.in. PFRON, Ministerstwo Edukacji, sejmik województwa mazowieckiego.

Stowarzyszenie Promocji Kultury i Nauki, które w udostępnionym przez SDU budynku prowadzi Ośrodek Akademicki Przy Filtrowej, kupiło także willę na warszawskim Mokotowie, pomiędzy domem gen. Wojciecha Jaruzelskiego a rezydencją ambasadora USA – z przeznaczeniem na działalność Klubu Potok. Na zakup nieruchomości zaciągnęło kredyt od związanej z Opus Dei hiszpańskiej fundacji Fomento De Fundaciones oraz w banku. W jego sprawozdaniu z działalności za lata 1998–2008 czytamy, że „aby sprostać kredytowi, wzmożono wysiłki patronatu – grupy osób zaangażowanych społecznie w fundraising”, a także że „zarząd stowarzyszenia mobilizuje członków i współpracowników do uzyskiwania wsparć ze środków publicznych”.

Część stowarzyszeń prowadzących ośrodki formacyjne ma status organizacji pożytku publicznego (OPP) – mogą więc ubiegać się o przekazanie na ich rzecz 1 proc. podatku. Członkowie Dzieła znaleźli sposób, by środki mogły trafiać także do stowarzyszeń, które takiego statusu nie mają. Kilka z nich na swoich stronach internetowych apeluje do swych sympatyków, by przekazywali 1 proc. podatku na związane z Dziełem Wielkopolskie Towarzystwo Edukacyjno-Kulturalne (które ma status OPP) z zaznaczeniem, że pieniądze są dla nich. Zgodnie z umową WTEK odda im pieniądze.

To omijanie prawa. Jednak jeśli do statutowych celów organizacji, która ma status OPP, należy wspomaganie innych podmiotów – nie możemy nic zrobić. Jest to sprzeczne z ideą 1 procenta, ale zgodne z prawem. Pracujemy nad przepisami, które ukrócą takie praktyki – mówi Jan Karpowicz, specjalista w Departamencie Pożytku Publicznego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Projekt Sternik

Kolejnym, po budowie ośrodków formacyjnych, etapem rozwoju działalności Opus Dei w poszczególnych krajach jest tworzenie placówek edukacyjnych, działających pod jego „opieką duchową”. W Polsce takie placówki działają od kilku lat – większość w ramach projektu Stowarzyszenia Wspierania Edukacji i Rodziny Sternik. Należy do niego pięć przedszkoli, osiem szkół podstawowych, dwa gimnazja oraz dwa licea. Działają one w kilku podwarszawskich miejscowościach, Szczecinie, Poznaniu i Krakowie. Łącznie uczy się w nich 1462 dzieci.

Model wychowawczy Sternika zapożyczony został od Institució Familiar d’Educació, prowadzącego szkoły pod patronatem Opus Dei w Hiszpanii. Dziewczynki i chłopcy uczą się w oddzielnych placówkach (z wyjątkiem przedszkoli). W szkołach nie ma lekcji wychowawczych ani wywiadówek. Podobnie jak w ośrodkach formacyjnych Dzieła, każde dziecko ma swojego tutora, czyli opiekuna, który czuwa nad jego rozwojem. Wspólnie z rodzicami układa dla niego plan wychowawczo-dydaktyczny. W każdej placówce Sternika jest kaplica, nauka rozpoczyna się codziennie modlitwą, a potem uczniowie biorą także udział w mszy.

Nauka w placówkach Sternika nie jest tania. W tym roku, w zależności od miasta, czesne w przedszkolach wynosi od 560 do 820 zł; w podstawówkach od 600 do 1100 zł, a w gimnazjach i liceach – 1,2 tys. zł. Rodzice wnoszą także jednorazową, indywidualnie negocjowaną opłatę – z reguły około 20 tys. zł, z której ćwierć zostaje w stowarzyszeniu Sternik, a reszta przeznaczana jest na zakup udziałów w spółce Rodzice dla Szkoły (o której za chwilę).

 

 

Prezes stowarzyszenia Janusz Siekański w wywiadzie dla portalu Opus Dei mówił: „Rodzice, którzy uważają rodzinę za najważniejszy interes swojego życia, chętnie inwestują w przedsięwzięcie, które daje skuteczną pomoc w wychowywaniu dzieci”. Odwoływał się do słów założyciela Dzieła, który mawiał, że najważniejszym interesem człowieka są dzieci. Sternik zrobił z tej maksymy swoją strategię marketingową. Z publikowanych w mediach wypowiedzi jego przedstawicieli płynie jasny przekaz: warto ponieść wyrzeczenia, by posłać dzieci do jego placówek, bo uczniowie, którzy je ukończą, będą elitą kraju, a przyjaźnie w nich zawarte pozostaną na całe życie.

Do szkół Sternika swoje dzieci posyłają m.in. minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, były wicepremier Roman Giertych (jego brat Robert jest wicedyrektorem i nauczycielem religii w szkole dla chłopców Żagle), poseł PiS Przemysław Wipler, senator PiS Jan Maria Jackowski, byli posłowie LPR Radosław Parda i Szymon Pawłowski, dziennikarz TVN24 Bogdan Rymanowski oraz prawicowy publicysta Robert Tekieli. W Sterniku uczą się także wnuki Ryszarda Legutki, Antoniego Macierewicza i Henryki Bochniarz.

Międzynarodówka

Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny Sternik założyło kilkanaście osób, z których blisko połowę stanowili numerariusze Dzieła, większość spośród pozostałych osób wcześniej angażowała się w różny sposób w działalność Opus Dei w Polsce.

Stowarzyszenie odpowiada za bieżącą działalność szkół i sprawy związane z edukacją. Inwestycje prowadzi spółka Rodzice dla Szkoły. Jak już wspomnieliśmy, zapisując dziecko do przedszkola lub szkoły, rodzice obejmują udziały w tej spółce. Jej większościowym udziałowcem jest warszawska Fundacja Współpracy Międzynarodowej, założona z kolei przez szwajcarską fundację FGM Stiftung für Internationale Zusammenarbeit. Według zachodnich mediów, FGM jest organizacją koordynującą i wspierającą przedsięwzięcia związane z Opus Dei na całym świecie.

Udziały Fundacji Współpracy Międzynarodowej w spółce RdS są uprzywilejowane – na każdy przypadają trzy głosy na walnym zgromadzeniu udziałowców.

W latach 2006–07 RdS za ponad 2,7 mln zł kupiła od kilkunastu osób działki w podwarszawskim Józefowie przy ul. Polnej. Ma na nich powstać zespół szkół dla chłopców. W przyszłości spółka zostanie również właścicielem innej nieruchomości w Józefowie – przy ul. 3 Maja. Władze RdS upatrzyły ją sobie już w 2004 r., ale, jak przyznaje dyrektor generalny Sternika Marcin Wyszomierski, zarząd województwa mazowieckiego, do którego należała wówczas działka, poinformował, że nie może sprzedać jej żadnej spółce. Użytkownikiem parceli o powierzchni blisko 34 tys. m kw., położonej w pięknym zielonym zakątku Józefowa, było wówczas Mazowieckie Centrum Neuropsychiatrii i Rehabilitacji Młodzieży. W 2005 r. zarząd województwa zobowiązał dyrektora MCNiRM do podpisania umowy użyczenia tej nieruchomości Stowarzyszeniu Sternik, a rok później – sprzedał ją Sternikowi za niespełna 4,2 mln zł (czyli po 124 zł za m kw.), rozkładając płatność na raty do 2016 r. Na wolnym rynku za metr działki w tej okolicy trzeba było zapłacić wówczas kilkaset złotych, dziś – nawet tysiąc złotych.

Z akt rejestrowych spółki Rodzice dla Szkoły wynika, że ma ona przejąć nieruchomość przy ul. 3 Maja w ramach rozliczenia pożyczek udzielonych stowarzyszeniu Sternik. Tymczasem nakładem kilkudziesięciu milionów złotych wybudowała już na tej działce przedszkole i szkołę dla dziewczynek.

Inwestycja w Józefowie wyczerpała możliwości kredytowe RdS na najbliższe lata. Powstały jednak kolejne spółki, które budują placówki Sternika: RdS Poznań, RdS Warszawa Zachód oraz Rodzice dla Szkół Szczecińskich.

Zwieńczenie Dzieła

Najważniejszymi dziełami apostolstwa korporacyjnego Opus Dei na świecie są uniwersytety. Jeśli w jakimś kraju powstaje uczelnia prowadzona przez Dzieło, oznacza to, że jego pozycja tam jest już naprawdę ugruntowana. 10 lat temu ks. Piotr Prieto, obecny wikariusz regionalny Opus Dei w Polsce, mówił, że jego marzeniem jest, by taka szkoła wyższa powstała w naszym kraju. Wszystko wskazuje na to, że marzenie to wkrótce się ziści.

W październiku 2006 r. powstała Fundacja Edukacji i Nauki im. Polikarpa Maciejczyka, która stawia sobie za cel budowę uniwersytetu Dzieła.

Fundatorem jest tajemniczy pomorski biznesmen, 76-letni dziś Polikarp Maciejczyk. Wiadomo o nim tyle, że pochodzi z Podlasia, w latach 50. pracował jako kotlarz w Stoczni Gdańskiej. W latach 70. zajął się hodowlą świń i zrobił na tym majątek. Jego wielkim marzeniem jest od lat stworzenie uniwersytetu – zainspirowała go uczelnia, którą widział niegdyś na pustkowiu pomiędzy Tunisem a Kartaginą. Pierwotnie na podarowanej przez niego działce uczelnię miało zbudować Zgromadzenie Legionistów Chrystusa. Nie podołali jednak projektowi.

Fundacji swojego imienia Maciejczyk przekazał nieruchomości w Straszynie (gmina Pruszcz Gdański) o powierzchni ponad 140 ha i wartości blisko 110 mln zł. Zobowiązał się także wesprzeć ją w kolejnych latach kwotą nie mniejszą niż 10 mln euro. W zamian zagwarantował sobie tylko prawo powoływania jednego z trzech członków rady fundacji. Pozostałych wskazują Fundacja Współpracy Międzynarodowej (ta sama, która kontroluje spółkę Rodzice dla Szkoły) oraz dyrektor generalny IESE Business School, która jest częścią Uniwersytetu Nawarry w Pampelunie – najważniejszej uczelni Dzieła na świecie.

Pierwszym prezesem Fundacji był numerariusz Marian Moszoro, który kilka miesięcy wcześniej pożegnał się z funkcją wiceministra finasów. Ze sprawozdań Fundacji składanych w kolejnych latach wynika, że podjęto już szereg działań zmierzających do budowy uczelni na przekazanych przez Maciejczyka gruntach.

Opus Dei jest dziś jedną z najprężniej rozwijających się w Polsce organizacji katolickich. Jeśli chodzi o stronę finansową – chyba najprężniejszą. Formuła jego działania jest bardzo wygodna. Dzieło wciąż może głosić, że jest organizacją ubogą, choć związane z nią podmioty dysponują coraz większym majątkiem. Odpowiedzialność za nie zawsze zgodne z etyką sposoby powiększania tego majątku spada na założycieli tych podmiotów, a nie na Prałaturę.

Na świecie dyskusja o ukrywaniu się Opus Dei za organizacjami kulturalnymi i oświatowymi trwa od dawna. Polskę też czeka taka debata. Działalność Dzieła w naszym kraju nadaje także nowy wymiar dyskusji o rozdziale państwa od Kościoła. Jak ustalać linię podziału, gdy funkcje publiczne pełni i pełnić będzie coraz więcej osób, wprawdzie świeckich, ale zobowiązanych do absolutnego posłuszeństwa Prałaturze i oddawania jej swoich zarobków?

Na razie polska debata o Opus Dei sprowadza się do tropienia jego „agentów” w rządzie i parlamencie. Źle byłoby, gdyby pozostała na tym poziomie.

 

 

 

 

Polityka 49.2011 (2836) z dnia 30.11.2011; Kraj; s. 34
Oryginalny tytuł tekstu: "Boża korporacja"
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną