Paradowska pyta Gowina o jego misję ministra

Optymista na polu minowym
Jarosław Gowin opowiada "Polityce" o swoich planach w resorcie, m.in. o ogłoszonym właśnie projekcie zmian w Kodeksie karnym.
Jarosław Gowin jest pierwszym ministrem sprawiedliwości w III RP, który nie ma prawniczego wykształcenia.
Kuba Kamiński/Fotorzepa

Jarosław Gowin jest pierwszym ministrem sprawiedliwości w III RP, który nie ma prawniczego wykształcenia.

Jarosław Gowin był do niedawna jednym z głównych antagonistów Donalda Tuska w PO.
Adam Chełstowski/Forum

Jarosław Gowin był do niedawna jednym z głównych antagonistów Donalda Tuska w PO.

Obecny minister sprawiedliwości w czasach przedpolitycznych - w 2003 roku jako redaktor naczelny krakowskiego miesięcznika Znak.
Grzegorz Kozakiewicz/Forum

Obecny minister sprawiedliwości w czasach przedpolitycznych - w 2003 roku jako redaktor naczelny krakowskiego miesięcznika Znak.

Janina Paradowska: – Jak pan zareagował na propozycję premiera objęcia funkcji ministra sprawiedliwości?
Jarosław Gowin: – Zaskoczeniem. Daliśmy więc sobie parę dni do namysłu, ale wykorzystałem tylko kilkanaście godzin, aby powiedzieć – tak.

Właściwie wszystko przemawiało przeciwko panu: brak wykształcenia prawniczego, nieznajomość środowisk prawniczych, specyfiki wymiaru sprawiedliwości.
Zdecydowała skala wyzwań. Premier powiedział mi, jak wielkie plany ma na tę kadencję. W poprzednich latach to ja nawoływałem do głębszych, dalej idących reform…

…ale gospodarczych.
Nie tylko. Skoro nadchodzi czas takich reform, nie mogę nie podnieść rękawicy. Premier powierzył mi zadania wykraczające poza dotychczas przyjęte kompetencje ministra sprawiedliwości. Spośród priorytetów tylko jeden – usprawnienie sądownictwa i procedur prawnych – w pełni należy do moich ustawowych kompetencji. Oprócz tego mam zadanie otwarcia zawodów regulowanych, których jest w Polsce ponad 300, i mam być jedną z osób w rządzie odpowiadających za deregulację, co uważam za jedną z najważniejszych kwestii.

To, że nie jestem prawnikiem, jest tyleż moją słabością, co siłą. To dziwne ograniczenie, że w Polsce uważa się, iż minister zdrowia musi być lekarzem, a nauki – profesorem. Moją koleżanką w Szwecji jest ekonomistka, w Danii – politolog. Nieprawnicy byli ministrami sprawiedliwości w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Austrii… Środowisko prawnicze powinno potraktować tę nową sytuację jako szansę. Autorytet wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza sądownictwa, rośnie, ale ciągle świat prawniczy postrzegany jest przez Polaków jako nieprzyjazny, zamknięty, i potrzebny jest dialog między nim a światem zwykłych obywateli. To ich punkt widzenia chcę w tym dialogu reprezentować.

Deregulacja kojarzyła się nam głównie z resortem gospodarki. Czy ma pan w rządzie jakiś status specjalny?
Nie, deregulacja to w istocie zadanie dla całego rządu. Ale jej kluczową częścią jest zmiana systemu stanowienia prawa. Jeśli chodzi o otwieranie zawodów regulowanych, liczę, że jeszcze przed świętami uzgodnimy w rządzie listę tych zawodów, których uregulowanie uważamy za niezbędne. Będzie radykalnie krótsza, bo nie widzę powodów, aby zawodem regulowanym był bibliotekarz, higienistka czy przewodnik turystów. Jeden z moich znajomych profesorów UJ dostał niedawno mandat od strażnika miejskiego, ponieważ oprowadzał po Krakowie grupę swoich zagranicznych przyjaciół. Czy to nie kpina ze zdrowego rozsądku?

Najwięcej emocji budzi jednak kwestia otwierania zawodów prawniczych. Pan zresztą akurat w tych kwestiach zabierał głos bardzo radykalnie. Tymczasem te zawody zostały praktycznie otwarte.
Rzeczywiście, na tle innych korporacji, prawnicze zostały w ostatnich latach otwarte w stopniu budzącym uznanie. Jeżeli dziś – a to jest doświadczenie ostatnich dwóch lat – ok. 70 proc. chętnych dostaje się na aplikacje, to znaczy, że nie ma problemu z dostępem. W tej chwili problemem jest – i to będzie jedno z moich głównych zadań – podnoszenie jakości szkolenia oraz zwiększania dostępności dobrze świadczonych usług, także dla osób niezamożnych.

Sytuację mamy taką: nie ma patronów, ale też dla kończących aplikację nie ma pracy. A postulaty idą jeszcze dalej, aby każdy po studiach mógł świadczyć usługi prawnicze, czyli z jakością może być jeszcze gorzej.
Będę podsuwał do dyskusji środowisku prawniczemu różne rozwiązania. Nie widzę np. powodu, aby różnicować uprawnienia adwokatów i radców prawnych. To jest podział sztuczny, nie istnieje w większości krajów europejskich, a zrównanie uprawnień oznacza zwiększenie podaży usług. Co nie znaczy, że nie należy zmierzać w takim kierunku, aby samo ukończenie studiów dawało możliwość świadczenia części usług prawnych. Tu jednak muszą zajść zmiany w samym szkolnictwie wyższym. Rozmawiałem już o tym z minister Kudrycką. Nasze myślenie jest identyczne: studia prawnicze powinny mieć wymiar bardziej praktyczny, a docelowo egzamin magisterski powinien być połączony z egzaminem państwowym. Nie możemy godzić się na sytuację, w której uczelnie uprawiają fikcję, wypuszczają absolwentów nieprzygotowanych do praktyki, a środowisko prawnicze ten stan toleruje. Trzeba też przyjrzeć się programowi Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury zwłaszcza pod kątem prawa gospodarczego. Dzisiaj mechanizmy gospodarcze są tak złożone, że brakuje prokuratorów i sędziów przygotowanych do zajmowania się skomplikowanymi sytuacjami. Efekt mamy taki, że niektórzy przedsiębiorcy padają ofiarą bezpodstawnych zarzutów prokuratorskich, a wielcy aferzyści często unikają kary.

Zmiana sposobu kształcenia to przyszłość. Ile lat trzeba, aby się zmienił?
Zmiana systemu kształcenia może nastąpić już od przyszłego roku, ale oczywiście na efekty trzeba poczekać przynajmniej sześć lat. Społeczeństwo tak długo czekać nie może, więc generalny kierunek zmian, który chcę zaproponować korporacjom prawniczym, jest następujący: maksymalnie szeroki dostęp, przy równoczesnym nacisku na zasadniczą zmianę modelu kształcenia na aplikacjach i systemie skutecznej odpowiedzialności dyscyplinarnej dla przedstawicieli zawodów prawniczych. Dotychczasowy nadzór zawodzi. To nie tylko moja opinia. W ubiegłym tygodniu spotkałem się z przedstawicielami Naczelnej Rady Adwokackiej i wzmocnienie nadzoru dyscyplinarnego należało do ich najważniejszych postulatów.

Trzeba wzmocnić samorządy zawodowe w uprawnieniach dyscyplinarnych?
Mieliśmy wiele decyzji bulwersujących, bywa, że część środowiska prawniczego kieruje się zasadą źle pojętej solidarności. Dlatego uważam, że potrzebne jest otwarcie dyskusji nad wzmocnieniem sądowej kontroli dyscyplinarnej. W przypadku adwokatów dziś instancją odwoławczą wobec sądów korporacyjnych jest Sąd Najwyższy, ale to kontrola iluzoryczna, sięga się po nią rzadko, trwa długo. Takie uprawnienie, moim zdaniem, powinny mieć sądy okręgowe i apelacyjne. Zauważam zresztą z uznaniem, że środowisko adwokatów i radców kładzie ostatnio duży nacisk na podnoszenie standardów profesjonalnych i etycznych.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną