Janina Paradowska rozmawia z Januszem Palikotem

Moje kreacje
Janusz Palikot, przewodniczący Ruchu Palikota, o swojej partii, o tym, że chce być premierem, ale wystartuje też w wyborach prezydenckich, o wybitnym Tusku, rywalu Millerze oraz o tym, że Kaczyński już nie wróci
„Cokolwiek zrobię, wyląduję z jakąś gębą. W polityce tak już jest, że człowiek nie może być autentyczny, nie może być sobą do końca. Pogodziłem się z tym”.
Marcin Onufryjuk/Agencja Gazeta

„Cokolwiek zrobię, wyląduję z jakąś gębą. W polityce tak już jest, że człowiek nie może być autentyczny, nie może być sobą do końca. Pogodziłem się z tym”.

„Tusk jest niewątpliwie najwybitniejszym politykiem 20-lecia. Oczywiście są zasługi Wałęsy, ale to inna kategoria, bardziej historyczna”.
Michał Smulczyński/SE/EAST NEWS

„Tusk jest niewątpliwie najwybitniejszym politykiem 20-lecia. Oczywiście są zasługi Wałęsy, ale to inna kategoria, bardziej historyczna”.

„Przebieraniem się wprowadziłem więcej dystansu do polskiej polityki. Jest w niej dzisiaj zdecydowanie mniej napuszenia”.
Rafał Michałowski/Agencja Gazeta

„Przebieraniem się wprowadziłem więcej dystansu do polskiej polityki. Jest w niej dzisiaj zdecydowanie mniej napuszenia”.

Janina Paradowska: – Jak duża jest pana kolekcja beretów?
Janusz Palikot: – Rozczaruję panią, tylko trzy sztuki.

Na wszystkie wydarzenia polityczne nie wystarczy. Na razie widziałam dwa, ale oba zwróciły uwagę. Na pogrzebie Wisławy Szymborskiej – biały, nieco rozłożysty, taki trochę w stylu cyganerii. Na manifestacji w sprawie legalizacji narkotyków czarny ze skórzanym wykończeniem. Coś w stylu Che Guevary, twardość, zdecydowanie, ale i nutka romantyzmu.
Ten czarny kupiłem kiedyś we Francji, w małym miasteczku, na lokalnym targu, gdzie byłem wraz z Ritą Gombrowicz, na której zaproszenie spędzałem czas z rodziną. To Rita powiedziała żartem – dobrze będziesz w nim wyglądał.

Miała oko. Nie pomyliła się.
Biały to produkt lubelski, dostałem go od żony, a został kupiony w starym sklepiku w okolicach Starego Miasta, pamiętającym chyba jeszcze lata 50. Tam były tylko białe berety. Jadąc z Lublina na pogrzeb Szymborskiej wziąłem go, bo wiedziałem, że w Krakowie pada śnieg.

A tu proszę – wiele mówiono, że to przemyślana akcja: Palikot w każdej sytuacji musi być widoczny.
Nie było żadnego scenariusza.

I pana problemem jest to, że prawie nikt nie uwierzy, że nie było scenariusza.
Taki to już paradoks publicznego życia. Trzeci beret jest tkany ręcznie.

Na jaką okoliczność posłuży?
Jeszcze nie wiem, ale pewnie coś wymyślę.

Nawet beret, jaki pan zakłada, staje się sprawą politycznych interpretacji?
To takie gombrowiczowskie, nie ma ucieczki od gęby, jaką się już ma. Jeśli zacznę chodzić w marynarce i krawacie...

...to już mówią, że upodabnia się pan do premiera Tuska. I widzi się w tym nawet jakiś pana kompleks, że chciałby pan być taki jak Tusk.
Cokolwiek więc zrobię, wyląduję z jakąś gębą. W polityce tak już jest, że człowiek nie może być autentyczny, nie może być sobą do końca. Pogodziłem się z tym.

Jakiś czas temu był autentyczny Palikot, te żółte marynarki, barwność. Chyba że to też nie było autentyczne?
Ja tymi konwencjami oczywiście gram. Najmocniejsza była moja przemiana po katastrofie smoleńskiej, polegająca na obcięciu włosów i włożeniu okularów. Jej celem było zdemaskowanie „przemiany” Kaczyńskiego, z tym jego orędziem „do przyjaciół Moskali”. W tym była też moja szansa powrotu do polityki. Konieczne było przebranie się, aby się uratować i nie zostać kozłem ofiarnym.

Myślałam, że pan chce zmieniać rzeczywistość, a nie tylko siebie.
Sądzę jednak, że właśnie przebieraniem się wprowadziłem więcej dystansu do polskiej polityki. Jest w niej dzisiaj zdecydowanie mniej napuszenia, choć gdy po raz kolejny słyszę w Sejmie modlitwę płynącą z ław PiS, a dzieje się to zwykle, gdy ktoś umiera, czyjąś pamięć trzeba uczcić, to mam wrażenie, że gdy się w jednym miejscu coś rozluźnia, to w drugim się zacieśnia.

Akcja – reakcja, pan chce zdejmować krzyż, to ma pan w odpowiedzi modlitwę na sali plenarnej.
Ale ta modlitwa wywołuje kolejną reakcję opinii publicznej. Ludzie coraz wyraźniej widzą, z jakimi wariatami mamy do czynienia. Ten klimat tolerancji dla obecności Kościoła w życiu publicznym budował fakt, że był polski papież, kilku wybitnych księży z ks. Tischnerem na czele, grupa intelektualistów. Kościół wykorzystał to sprytnie do powiększania swoich wpływów, ale mam nadzieję, że ludzie, widząc choćby Rydzyka, który mobilizuje wyznawców do przepchnięcia swoich spraw, zrozumieją, że jednak istnieje poważny problem niezależności państwa od Kościoła.

Niewiele pan w tej sprawie osiągnął walką z krzyżem, demonstrowaniem antyklerykalizmu.
Na razie jestem na etapie budzenia świadomości, która w Polsce była uśpiona. Gdy wygramy następne wybory, doprowadzimy do realnych zmian. Teraz możemy tylko pracować, by następowały zmiany w świadomości.

Legalizacja narkotyków miękkich, aborcja, nawet związki partnerskie – te tematy od dawna istniały w debacie publicznej.
Zgoda, ale od 2005 r. konserwatywna rewolucja zatrzymała wcześniejsze dyskusje i sprawy utknęły na mieliźnie. Wydaje się, że dziś jest większa szansa, aby przynajmniej niektóre zmiany weszły w życie. Rolą opozycji jest inicjowanie debaty, budzenie świadomości, stawianie sprawy na ostrzu i budowanie własnej tożsamości. Żeby się przygotowywać do działania wtedy, kiedy będziemy mieli możliwość. Tak jak w przypadku zmian w emeryturach, kiedy w zamian za poparcie rządu właśnie dostajemy możliwość realizacji własnych postulatów.

To znaczy, że poprzecie przesunięcie granicy wielu emerytalnego na 67 lat?
Poprzemy, jeśli uda się nam coś wywalczyć, a wierzę, że się uda. Chcielibyśmy coś uzyskać w dwóch obszarach. Jeden ma wymiar społeczny, czyli zwiększenie liczby żłobków, przedszkoli, waloryzacja kwot uprawniających do pomocy socjalnej. Tusk nie mówi „nie”, rzecz tylko w tym, co realnie w obecnych warunkach budżetowych uda się zrobić. Jeśli tu się nie uda, to jest druga ważna sprawa, czyli opodatkowanie Kościoła, co jest trudniejsze dla Tuska, ale też nie mówi „nie”, bo przecież w exposé zapowiedział zmiany w funduszu świadczeń kościelnych. Nam zależy teraz na ograniczeniu liczby kapelanów we wszystkich służbach mundurowych, nieopłacanie ich z budżetu państwa. Oczywiście kapelan może być z wojskiem w Afganistanie, ale po co w Polsce? Myślę, że coś tu wynegocjujemy.

Do koalicji pan nie chce?
Realnie oceniam, że do takiej współpracy sytuacja musi dojrzeć, my też nie jesteśmy gotowi, może w przyszłej kadencji. Ponadto moim zdaniem Pawlak nie odda tej koalicji tak łatwo, ma dużo interesów ulokowanych w samorządach, w centrali.

Koalicje samorządowe może chcieć odwrócić. W 12 województwach mogą rządzić z PiS i SLD.
Ale już na innych warunkach, jako partner zdecydowanie mniejszościowy. Platforma kiedyś bardzo sprytnie dała ludowcom więcej, niżby to z arytmetyki wyborczej wynikało. Właśnie dlatego, aby te inne koalicje nie mogły się tak łatwo tworzyć ani na szczeblu parlamentu, ani w województwach.

To co pana zdaniem PSL zrobi?
Zaakceptuje propozycję premiera i poprze emerytury od 67 roku życia. Tusk ma dość mocne karty, ponieważ od koalicjanta, który dostał tak duży udział we władzy, oczekuje się lojalności w ważnym momencie. PSL zawsze znane było z tego, że brało, ile się dało, a gdy trzeba było chociaż trochę zapłacić, popierając trudniejsze propozycje, zawsze stawało z boku. Moim zdaniem w sprawie emerytur Tusk postanowił powiedzieć: koniec takiej gry, nie chcecie ponosić żadnych kosztów, rzucacie mi kłody pod nogi, narażacie mój autorytet, uniemożliwiacie to, co niezbędne. Aby to powiedzieć, potrzebne mu jest poparcie Ruchu Palikota i dlatego ja się tak angażuję w sprawę emerytur.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną