Policja nie reagowała, związkowcy bili i obrażali

Posłowie bici pokojowo
Podczas piątkowej manifestacji NSZZ Solidarność przed Sejmem popełniono, jak uważa prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, szereg przestępstw opisanych w Kodeksie karnym.

Przestępstwo zmuszenia do określonego zachowania, przestępstwo przeciwko wolności, naruszenie nietykalności funkcjonariusza publicznego, znieważenie funkcjonariusza publicznego – wylicza czyny. Powagi całej sytuacji dodaje fakt, że wśród pozbawionych wolności (czytaj: możliwości swobodnego opuszczenia Sejmu) byli premier, wicepremier i ministrowie rządu. Gdyby w tym czasie doszło do aktu terrorystycznego lub innego wydarzenia wymagającego podjęcia natychmiastowych działań, Polska byłaby pozbawiona możliwości obrony.

Poseł PO Paweł Suski został uderzony drzewcem od transparentu, kiedy próbował przejść przez metalowe barierki ustawione przed gmachem Sejmu przez policję, a zaanektowane przez manifestantów. – Za mną stał szereg policjantów, poprosiłem ich o pomoc. Nie pomogli, milczeli i dalej stali jak tłum statystów – opowiada Suski. Kiedy związkowcy zakończyli blokadę, szedł ulicą Wiejską razem z b. wicemarszałkiem Stefanem Niesiołowskim. Działacze związkowi podążali wraz z nimi, cały czas lżąc posłów i plując na nich. – Marszałek Niesiołowski miał od ich śliny koszulę mokrą jak po deszczu – mówi poseł Suski. Czuł się wtedy całkowicie bezbronny, pozbawiony pomocy ze strony służb publicznych.

Poseł Ruchu Palikota Wojciech Penkalski został uderzony w twarz. Kilku innych parlamentarzystów było szturchanych i obrażanych. Posłanka Agnieszka Pomaska tłumaczyła manifestantom, że śpieszy się do dziecka, jest matką karmiącą, ale nie została przepuszczona.

Policja nie reagowała, bo zgodnie z procedurą to Straż Marszałkowska powinna wnioskować o podjęcie interwencji, ale Straż milczała. Manifestację zarejestrowano (wydano zgodę) w Urzędzie Miasta Warszawa. Biuro Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego UM monitorowało przebieg zgromadzenia. – Orzeczono, że nie straciło pokojowego charakteru – informuje Agnieszka Kłąb, rzeczniczka UM. Policja też tak orzekła, bo nie wnioskowała o decyzję o rozwiązaniu zgromadzenia. – Jakakolwiek interwencja mogła spowodować zamieszki – tłumaczy Maciej Karczyński, rzecznik warszawskiej policji. – Wytrzymaliśmy ciśnienie, ale materiały do analizy przez prokuraturę zebraliśmy.

Prokuratura Rejonowa w Warszawie podjęła postępowanie w sprawie, a nie przeciw osobom. Paweł Olszewski, sekretarz klubu parlamentarnego PO, i Andrzej Rozenek, rzecznik klubu Ruchu Palikota, zgodnie stwierdzają, że nie będzie wniosków o ściganie sprawców czynów popełnionych przeciwko posłom. – Parlamentarzyści muszą mieć grubą skórę – tłumaczy poseł Olszewski.

Cała Polska widziała, jak upokarzano posłów, a niektórych bito, ale według oficjalnych zapewnień nic się nie stało. To groźny precedens, bo skoro za zamach na wolność posłów nikt nie zostanie rozliczony, to co będzie stać na przeszkodzie na przykład uwięzieniu w Pałacu Prezydenckim głowy państwa?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj