Jak dziś żyje Marta Kaczyńska

Spadkobierczyni
Chce krzewić myśl i kontynuować dzieło ojca, Lecha Kaczyńskiego. Muszą się z nią liczyć stryj Jarosław i prawicowe smoleńskie środowiska. Dzięki Marcie zyskują na popularności. Ale może ona okazać się dla nich nie lada problemem.
Od katastrofy smoleńskiej Marta Kaczyńska kreuje się na główną strażniczkę pamięci o ojcu.
Adam Chełstowski/Forum

Od katastrofy smoleńskiej Marta Kaczyńska kreuje się na główną strażniczkę pamięci o ojcu.

W kampanii prezydenckiej Kaczyńscy przedstawiali się jako szczęśliwa i zgodna rodzina. Niedługo potem Marta wzięła rozwód.
Paweł Kula/PAP

W kampanii prezydenckiej Kaczyńscy przedstawiali się jako szczęśliwa i zgodna rodzina. Niedługo potem Marta wzięła rozwód.

Choć Marta nie wystartowała w wyborach, od półtora roku jest obecna w polityce.
Krzysztof Mystkowski/KFP

Choć Marta nie wystartowała w wyborach, od półtora roku jest obecna w polityce.

Marta Kaczyńska? Wolałbym o niej nie rozmawiaćzgodnie powtarzają kolejni politycy PiS. Były działacz tej partii: – Dwa lata temu, w czasie kampanii prezydenckiej, uznaliśmy, że zaangażowanie Marty może nam pomóc uwiarygodnić wizerunkową przemianę Jarosława Kaczyńskiego. Nie rozumieliśmy, dlaczego prezes podchodzi do tego pomysłu – delikatnie mówiąc – bez entuzjazmu. Dziś, gdy wiem o Marcie więcej, jestem pewien, że w normalnych warunkach Jarosław nie zgodziłby się, żeby pojawiła się w jego kampanii.

Wiosną 2010 r. sytuacja była jednak nadzwyczajna. Marta i jej mąż Marcin Dubieniecki w autoryzowanych przez spin doktorów PiS wywiadach dla gazet i kolorowych pism opowiadali o sobie, o bólu po stracie rodziców i o Jarosławie Kaczyńskim. Marta zapewniała, że plotki o wzajemnej niechęci jej i stryja są wyssane z palca, że stryj jest dla niej takim autorytetem jak tata i że bardzo się kochają. Przy kawalerze i samotniku, ubiegającym się o urząd prezydenta, bratanica miała pełnić rolę zastępczej „pierwszej damy”.

– U części kolegów niesmak wywołał wywiad, w którym Marta opowiadała o stracie rodziców, ilustrowany zdjęciami z sielskiego pikniku z mężem i dziećmi na plaży. Ale politycznie jej aktywność wydawała się bezpieczna. Byliśmy pewni – chyba także Jarosław – że po kampanii celebryckie publikacje się skończą, Marta wróci do domu, do dzieci i wszystko będzie OK – wspomina członek PiS, jedyny, który zgodził się o niej porozmawiać (Ale tylko anonimowo!).

Po wyborach sytuacja wymknęła się jednak PiS spod kontroli. Marta stała się narzędziem promocji i kartą przetargową swojego męża w rozgrywce o jego miejsce na scenie politycznej. W kolejnych tygodniach wskazywał on wciąż nowe funkcje i role, jakie mógłby pełnić w polityce; mieszał się w wewnętrzne sprawy partii Kaczyńskiego.

Przełom nastąpił pod koniec 2010 r. Marta, która jeszcze parę miesięcy wcześniej zapewniała, że nie zamierza angażować się w politykę, przejęła inicjatywę. Byli politycy PiS dopatrują się w tym wpływów ludzi ze środowiska „Gazety Polskiej”, z którymi Marta miała się zbliżyć podczas pierwszego publicznego wysłuchania w sprawie katastrofy smoleńskiej w Parlamencie Europejskim. – Nie przypadkiem zaczęła wkrótce potem prowadzić bloga na portalu niezależna.pl, była honorowym gościem organizowanych przez kluby „GP” obchodów pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej w Krakowie, a w drugą rocznicę z „GP” można było kupić dokumentalny film o Marcie – przekonują.

W grudniu 2010 r. w wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej” Kaczyńska przyznała, że myśli o zaangażowaniu się w działalność polityczną i chce współdziałać ze wszystkimi, którym zależy, by spuścizna po jej tacie „nie była przeinaczana, niszczona czy bagatelizowana”. Po raz pierwszy pojawił się wówczas temat praw do spuścizny ideowej po Lechu Kaczyńskim. Marta stwierdziła, że nie mogą się do niej odwoływać politycy ugrupowania Polska Jest Najważniejsza, czyli m.in. najbliżsi niegdyś współpracownicy prezydenta: Paweł Kowal, Elżbieta Jakubiak, Michał Kamiński i Adam Bielan. Potem w tygodniku „Uważam Rze” tłumaczyła, że „przekreślili się” rozmawiając z Januszem Palikotem. I dodawała: „Nie są, jak próbowali siebie nazywać, dziećmi Lecha Kaczyńskiego”.

– Przekaz bardziej niż do PJN skierowany był do Jarosława: nie on jeden jest spadkobiercą ideowym zmarłego prezydenta i nie tylko on będzie decydował, kto ma prawo odwoływać się do dziedzictwa. Wątpliwości interpretacyjne rozwiał wkrótce potem mąż Marty – przekonuje cytowany już wcześniej polityk PiS. W wywiadzie dla portalu Onet Dubieniecki przekonywał, że nie byłoby PiS i Jarosław Kaczyński nie pełniłby takiej roli w polityce, jaką pełni, gdyby nie Lech Kaczyński – co daje szczególne prawa Marcie. Gdyby chciała startować w wyborach z listy PiS – stryj nie ma prawa jej odmówić. „Marta Kaczyńska powinna dostać »jedynkę«, jeśliby tylko tego zapragnęła, i wszystko, co jest jej potrzebne. W PiS nie może być dyskusji, czy Marcie Kaczyńskiej należy się miejsce na listach, czy nie. To Marta Kaczyńska oznajmia określone fakty, które powinny zostać wykonane” – mówił.

Mówiliśmy prawdy, także i te twarde. Ale w Europie, jeżeli ma być chrześcijańska, prawda tylko i wyłącznie wyzwala, nawet jeżeli łatwa nie jest*.

Choć Marta nie wystartowała w wyborach, od ponad półtora roku jest niemal stale obecna w polityce. W kampanii parlamentarnej w 2011 r. popierała wybranych kandydatów PiS, angażowała się aktywnie w obchody rocznic katastrofy smoleńskiej, bierze udział w rozmaitych wystawach i spotkaniach mających na celu popularyzację myśli Lecha Kaczyńskiego.

By znaleźć forum dla przypomnienia dorobku ojca i nagłaśniania sprawy katastrofy smoleńskiej, gotowa jest na daleko idące kompromisy. Były polityk PiS: – Byłem w szoku, gdy usłyszałem, że w drugą rocznicę śmierci rodziców udzieliła wywiadu „Naszemu Dziennikowi”. Pamiętam wypowiedź o. Tadeusza Rydzyka o spotkaniu u Marii Kaczyńskiej, podczas którego zbierano podpisy pod listem przeciwko antyaborcyjnym restrykcjom – że „to był sabat” i że nie można nazywać „szamba perfumerią”. Gdyby moją matkę ktoś nazwał czarownicą i powiedział, żeby się podstawiła do eutanazji – raczej nie udzieliłbym wywiadu jego gazecie. Marta wciąż powtarza w mediach, że bardzo kochała mamę. Ale jest jak jej stryj, który dla dobra sprawy zawarł koalicję z Samoobroną. Niedawno miała łagodzić jego wizerunek, a dziś używa często mocniejszych słów niż on.

W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” Marta stwierdziła, że Bronisław Komorowski w czasie wyborów prezydenckich zmanipulował społeczeństwo „kreując się na patriotę, katolika”. O wywiadzie z Adamem Bielanem przeprowadzonym przez znaną dziennikarkę Teresę Torańską mówiła, że jest to „obrzydliwa manipulacja” mająca na celu zniszczenie wizerunku jej ojca. Wcześniej, odnosząc się do wywiadu Władysława Bartoszewskiego dla „Die Welt”, w którym wspominał, że pomagając w czasie wojny ukrywającym się Żydom, obawiał się donosu sąsiadów Polaków, pisała na swoim blogu: „w naszym kraju do rangi powszechnie szanowanego autorytetu wynoszone są często postaci, które bez jakichkolwiek zahamowań stać na to, by psuć (...) wizerunek naszego narodu”.

– Marta jest równie kategoryczna w ocenianiu innych, jak jej stryj. Nie jestem pewien, czy liczy się z tym, że inni mogą zacząć przyglądać się jej życiu. Na razie Kaczyński, wypowiadając się na jej temat, rozbraja ewentualne miny. A sama Marta oraz prawicowi publicyści i działacze próbują malować jej wizerunek tak, by pasował do patriotyczno-konserwatywno-katolickich ram – mówi dawny współpracownik Lecha Kaczyńskiego.

Prawicowi dziennikarze podkreślają, że życie Marty od pierwszych chwil splatało się z wielką polityką i historią. Próbują dowieść, że od dzieciństwa płaciła wysoką cenę za polityczne zaangażowanie ojca. Przypominają, że sam Lech Kaczyński mówił kiedyś, że przez opozycję nie miał czasu dla rodziny.

Sęk w tym, że w czasie prezydenckiej kampanii wyborczej w 2010 r. Marta zdradziła kolorowym magazynom, że z internowania taty nic nie pamięta (miała wtedy 1,5 roku), jego późniejsza działalność opozycyjna jej nie doskwierała, bo tata zawsze znalazł czas, żeby poczytać jej książkę, a w 1988 r., gdy wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej i tata był z robotnikami – mama wywiozła ją z Trójmiasta. „Generalnie moje dzieciństwo wspominam jako bardzo szczęśliwe i normalne. (...) To wszystko działo się jakby obok. Dopiero pod koniec lat 80. byłam żywo wszystkim zainteresowana. I bardzo wierzyłam w Solidarność. Nad biurkiem powiesiłam plakat z Lechem Wałęsą” – mówiła „Vivie!”. Gdy Marta mówi o swoim życiu, martyrologiczny mit pęka i kruszeje. Ale prawicowe środowiska się nie poddają.

Według nich Marta była prześladowana za działalność ojca nawet po jego śmierci. Dowodem ma być film „Córka” wyprodukowany przez wydawcę „Gazety Polskiej”. Marta wspomina w nim rodziców, pakując ich rzeczy w Pałacu Prezydenckim kilka dni po katastrofie. Podczas premiery reżyser filmu Maria Dłużewska przekonywała, że Marta została zmuszona do jak najszybszego opuszczenia Pałacu. „Musiała przyjechać, zostawić dzieci, siedzieć, oglądać te przedmioty, błądzić wśród nich i pakować te straszliwe paczki. Szybko, szybko – bo już Komorowski musiał tam wejść, bo trzeba było zabić tę pamięć”.

Tymczasem cała Polska mogła zobaczyć w tabloidach zdjęcia Marcina Dubienieckiego wracającego na nocleg do Pałacu jeszcze dwa miesiące po katastrofie (za życia teściów był w Pałacu stałym gościem – nocował w apartamentach gościnnych zawsze, gdy przyjeżdżał do stolicy, a przyjeżdżał często). Rzeczy rodziców Marta zabrała z Pałacu dopiero w lipcu 2010 r., po drugiej turze wyborów, gdy wiadomo już było, że obiekt nie pozostanie w rękach rodziny. A prezydent Komorowski w Pałacu w ogóle nie zamieszkał.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną