Padają kolejni wykonawcy autostrad

Budowa na gruzach
Radosną atmosferę towarzyszącą Euro 2012 psują wieści o kolejnych bankrutujących wykonawcach inwestycji związanych z mistrzostwami.

 Padły m.in. Terramost, Poldim, Silentio, Intakus, DSS. Ostatnio wniosek o upadłość układową złożyły trzy spółki z Grupy PBG: PBG, Hydrobudowa i Aprivia. Firmy budowały trzy z czterech stadionów, a także odcinki autostrad A1 i A4. Z wielkimi inwestycjami publicznymi wiązane były nadzieje nie tylko na skok cywilizacyjny Polski, ale także na skok gospodarczy polskiej branży budowlanej. Tymczasem wygląda na to, że „Polska w budowie” fundowana jest na gruzach polskich firm.

Co poszło nie tak? Każdy przypadek ma nieco inne przyczyny, każdy w mniejszym lub większym stopniu został zawiniony przez menedżerów i właścicieli. Przykładem PBG: spółkę zgubiły nie tylko kłopoty z nieopłacalnymi kontraktami stadionowymi i drogowymi, ale także agresywna polityka inwestycyjna prezesa i głównego udziałowca, który postanowił ostatnio przejąć spółkę Rafako za ponad 0,5 mld zł. Kupno firmy specjalizującej się w budowie bloków energetycznych miało być próbą ucieczki PBG z dogorywającego programu budowy autostrad do ruszającego programu budowy elektrowni.

Mogło się udać, gdyby nie kłopoty finansowe związane z inwestycjami na Euro 2012.

Jedną z przyczyn serii bankructw okazał się wyścig o przetargi organizowany przez administrację publiczną. Przyjęcie ceny jako jedynego kryterium i otwarcie wielkich przetargów dla małych i niedoświadczonych firm prowokowało do zachowań samobójczych. Na dodatek administracja, świadoma swej siły, narzuciła prostą regułę: wasze problemy nas nie interesują. Kiedy skoczyły ceny surowców i materiałów, wzrosły podatki, podrożało paliwo, wykonawcy zorientowali się, w co się wpakowali.

Mogli ratować się łapiąc kolejne kontrakty, odwlekając płatności, pożyczając w bankach i żebrząc u inwestora, by jak najszybciej regulował kolejne faktury. Kiedy program inwestycji publicznych zaczął hamować, przyszedł dramat: nie było kolejnych przetargów, dostawcy i podwykonawcy zaczęli padać, przerażone banki przestały udzielać kredytu obrotowego. Zaczął się efekt domina. Program wielkich inwestycji okazał się trudną lekcją dla branży budowlanej, jak i administracji publicznej. Warto teraz z tej lekcji wyciągnąć wnioski.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj