Czesi byli lepsi

Polegli pokonani
W sobotę o godz. 22.37, gdy szkocki sędzia zakończył wreszcie mecz naszej reprezentacji z Czechami, jedynym szczęśliwym Polakiem mógł być były bramkarz Jan Tomaszewski, który nie kibicował tej drużynie.

Pozostali rodacy jednak kibicowali, i wierzyli, że tym razem będzie inaczej niż na ostatnich wielkich imprezach piłkarskich, kiedy to zwykle biało-czerwoni grali trzy mecze: na otwarcie, o wszystko i o honor. Tym razem nikt o honorze nie mówił, nawet nastroje patriotyczne nie były podgrzewane w takim stopniu, jak przed meczem z Rosjanami. Może po prostu zabrakło symboli i skojarzeń? Głupio byłoby przecież wspominać o Zaolziu, czy o „wizycie przyjaźni” naszych wojsk w 1968 r.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną