Czy zachowamy entuzjazm mimo porażki piłkarzy?

Nie krakać z wronami
Odpadnięcie polskiej drużyny z mistrzostw Europy, przy wcześniejszym entuzjazmie i poczuciu narodowej dumy, stało się dużym wyzwaniem dla nowego, optymistycznego patriotyzmu.

Eksplozja spontanicznego, dalekiego od martyrologii manifestowania uczuć narodowych, „nieautoryzowane” przez rydzykowo-smoleńską prawicę objawy patriotyzmu, wzbudziły w niej niepokój, iż traci w tej mierze wyłączność.

Wcześniej nie można było na Euro 2012 nadmiernie wybrzydzać, nawet jeśli uważało się mistrzostwa za imprezę Tuska, bo entuzjazm ludzi był za duży. Teraz jednak już bez skrępowania ruszyli do boju pisowscy propagandyści, przewidując domniemaną taktykę rządu i ją z góry ośmieszając, jako metodę manipulacji tzw. lemingami. Taktyka ta – jak prognozują – ma polegać na umniejszaniu sportowej porażki, przekonywaniu, że „nic się nie stało”, że mistrzostwa, których jesteśmy gospodarzami, trwają nadal.

To chwyt znany w teorii manipulacji: dyskredytowanie racjonalnych i naturalnych zachowań i przedstawianie ich jako nierozsądne, cyniczne, po prostu głupie, po to, aby promować własny, ideologiczny punkt widzenia, przerabiać wszystko na politykę. Słowem koniec zabawy, wraca polityka, czyli prawdziwe życie, odpowiednio smutne i beznadziejne. Ma być tak, że jeżeli ktoś teraz powie, że trzeba nadal godnie pełnić funkcję gospodarza, być gościnnym, miłym i uśmiechniętym (bo sportowy wynik jest ważny, ale nie najważniejszy), to jest albo idiotą, albo na usługach reżimu Tuska.

Dlatego teraz Polacy zdają egzamin ważniejszy nawet niż polska drużyna na stadionach: czy znowu poddadzą się kompleksom, toksycznym wyziewom „prawdziwych patriotów”, czy zachowają ten nowoczesny, pogodny styl mówienia i myślenia o kraju, jaki można było dostrzec podczas trwania mistrzostw. Opadnięcie nastrojów, mentalne oklapnięcie, odpływ wolontariuszy, zwinięcie powiewających na samochodach flag, ponuractwo, wdanie się w poszukiwania „winnych” będzie dowodem, że kompleksy są wciąż żywe, że narodowa duma nazbyt zależała od tego, jak kopali futboliści, że entuzjazm był chwilowy, na pokaz. Dokładnie tego właśnie oczekują „prawdziwi patrioci”, aby udowodnić, że tylko oni mają patent na narodową dumę, ulokowaną w husarii, cmentarzach, klęskach i podejrzliwości wobec sąsiadów Polski i sabotażystów w kraju.

Piłkarze swojego egzaminu nie zdali, trzeba się zastanowić, dlaczego od dekad mamy tak słabą piłkę, ale społeczeństwo tej wielkiej imprezy jeszcze nie przegrało. Warto zachować ten spontaniczny, barwny optymizm, nie dać się pozbawić dumy, pokazać klasę nowoczesnego narodu w „normalnym, europejskim kraju”, który nie robi tragedii z rzeczy, jakie na to nie zasługują. Bo kraczące wrony już się zlatują i będzie ich wystarczająco dużo, aby nie musieć z nimi krakać.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną