Spór o in vitro - który projekt wygra

Zamrażamy – odmrażamy
Trzeba nam po Euro 2012 nowego wielkiego celu. Niespodziewanie w tej roli objawił się problem niewątpliwie ważny – in vitro.

Na razie usunął on w cień wszystkie inne ewentualne cele, bo jeśli sprawa in vitro nie zostanie rozwiązana lub zostanie rozwiązana na przykład po myśli liberałów, to – jak słyszymy – rysują się katastroficzne scenariusze.

Na początek rozpadnie się Platforma: jako pierwszy wystąpi z niej poseł John Godson, u którego jeszcze kilka tygodni temu premier gościł na rodzinnym obiedzie w atmosferze wręcz sielskiej. Jarosław Gowin stworzy kilkudziesięcioosobową frakcję konserwatystów, wszak już coraz śmielej mówi „moja grupa”, chociaż jeszcze niedawno liczyła ona trzy osoby.

Dokąd zmierza Gowin, nikt nie wie, w każdym razie wysoko. Być może nawet do prezydentury. Scenariusz prezydencki mógłby wyglądać tak: Jarosław Kaczyński, widząc, że nie ma szans na wygraną z Bronisławem Komorowskim i bojąc się przegranej ze Zbigniewem Ziobrą, popiera ostatecznie Gowina. Ziobrze wcześniej może pomóc Platforma, już w wyborach europejskich zmieniając ordynację tak, aby cała Polska była jednym okręgiem, co jest w Europie powszechnie praktykowane, a Ziobrze pozwoli osłabić Kaczyńskiego.

Polityczna fantastyka cieszy się u nas sporym powodzeniem, ale przecież można ją podtrzymywać, bo gdy jest w polityce tak stabilnie (kolejne sondaże znów żadnej rewolucji nie przynoszą), a nuda zabija wszystko, trzeba sytuację czymś ożywić. Ponadto kto powiedział, że jakiś wariant tego scenariusza nie może się zdarzyć? W każdym razie w  krótkim wakacyjnym antrakcie między Euro a  wyjazdami wakacyjnymi i olimpiadą scenariusze rozpadu PO, utraty przez premiera większości parlamentarnej, badanie przyszłości frakcji Gowina itp. sprzedawać się mogą zupełnie dobrze, tym bardziej że kwestia in vitro ze sprawy moralnej i etycznej przeistoczyła się już w wyraźnie polityczną. Przyjemnie i bezpiecznie jest bowiem mówić o moralności i etyce, gdy w istocie cele są polityczne – dla opozycji gra w in vitro to stawianie Platformy do kąta.

Dla samej PO to wyzwanie, bo jest formacją wielonurtową, w której zawsze znajdzie się grupa uważająca jak Gowin, że mrożenie zarodków (dziś główny przedmiot sporu) to nic innego jak „mrożenie dzieci”, czyli po prostu horror. Od siły tej grupy zależeć może równowaga między skrzydłami, a więc wynik różnych partyjnych gier i siła przywództwa Donalda Tuska. Nie zmusi premier Godsona do głosowania za projektem bardziej liberalnym, to kogo do czego zmusi?

Tymczasem tak naprawdę problem sprowadza się do dwóch kwestii – czy uda się uchwalić ustawę, która nie zaostrzy warunków stosowania in vitro i czy ta procedura może być przez państwo finansowana i  w jakim zakresie? Gdyby uchwalenie ustawy liberalnej było łatwe, zapewne zrobiłby to już któryś z kolejnych rządów (konwencję w tej sprawie w 1997 r. podpisał premier Jerzy Buzek). Nie zrobił nie tylko ze strachu przez hierarchami Kościoła, którzy akurat w tej sprawie cieszą się o wiele mniejszym społecznym poparciem niż na przykład w sprawie związków partnerskich, ale z powodu zwyczajnych zaniedbań, niemożliwości ujednolicenia stanowisk w kilku kwestiach etycznych i oczywiście sprawy finansowania. Komu i ile, jeśli na kolejne procedury medyczne brakuje pieniędzy, a w tym roku wpływy ze składki są sporo poniżej zakładanych w budżecie NFZ? W roku przyszłym lepiej nie będzie.

Premier nie bez powodu powtarza, że rok przyszły będzie trudny, a minister finansów przygotowując budżet zapewne znów będzie musiał postawić na oszczędności. Jeśli zaś nie ma wystarczającej liczby głosów za prawem liberalnym, które nie wprowadzi reguł ograniczających stan obecny, to lepiej rzecz całą zostawić, jak jest, z całą świadomością, że to procedura dla zamożnych. Scenariusz możliwy do przewidzenia na dziś jest taki, że wprawdzie nie przejdzie żadna ustawa skrajnie restrykcyjna – jak odrzucony niedawno projekt PiS zakładający karanie lekarzy – ale projekt Gowina (nie „mrozić dzieci”, procedura tylko dla małżeństw) już przejść może.

Gdyby się tak zdarzyło, PO zostanie z piętnem partii nie tylko jawnie podzielonej, ale też zachowawczej, ulegającej Kościołowi. Dla opozycji sytuacja wymarzona – będzie czym Platformę smagać i o co się bić.

Powołanie przez PO zespołu, który ma połączyć projekt liberalny z restrykcyjnym, czyli ogień z wodą, ma dać czas na uspokojenie chwilowo zaognionej sytuacji. Powstanie niby-nowy projekt, będą potrzebne opinie, konsultacje i znów minie roczek, a potem następny.

Platformie wprawdzie będą mówić, że nie jest wyrazista, ale na razie Leszek Miller będzie szukał wyborców w nadmorskich kurortach, a Janusz Palikot musi się zatroszczyć o przyszłość swojej partii, bo wyraźnie widać utratę popularności jego ruchu. Jarosław Kaczyński jak zwykle przygotowuje ofensywę programową na jesień, Antoni Macierewicz w ramach obsługi fragmentu smoleńskiego tego programu napisze jeszcze parę zawiadomień do prokuratury na prezydenta, premiera i wielu innych wysokich urzędników, a Waldemar Pawlak na przełomie października i listopada musi zostać wybrany na prezesa PSL. Debata o in vitro będzie oczywiście trwała. Raz zamrażana, a raz odmrażana. Jakkolwiek cynicznie to zabrzmi, na szybkim uchwaleniu tej ustawy praktycznie nikomu nie zależy. Jak się ma dobrą polityczną broń, to niby dlaczego jej nie używać?

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną