Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Premier jeszcze pobędzie ministrem

PSL mówi: Stanisław Kalemba

Donald Tusk nie ugiął się pod presją PSL, które usiłowało wymusić na nim jak najszybsze powołanie nowego ministra rolnictwa. Ludowcy już go wybrali, wskazując kompletnie niesamodzielnego Stanisława Kalembę.

Mieli nadzieję, że prezydent Komorowski wręczy mu nominację zaraz po dymisji dla Marka Sawickiego. Waldemar Pawlak nie bałby się, że Kalemba wyrośnie na polityka, który może zagrozić jego pozycji w partii, jak stało się to w przypadku poprzednika. Wszyscy ludowcy zaś, zwłaszcza ci, którzy polokowali swoich krewnych i znajomych na państwowych posadach, nareszcie odetchnęliby z ulgą. Widmo czystek kadrowych zostałoby oddalone. Wszystko zostałoby po staremu.

 Gdyby tak się stało, powodów do zdenerwowania przybyłoby natomiast gwałtownie Donaldowi Tuskowi. Sondaże Platformy mogłyby zacząć lecieć w dół. Wyborcy nie byliby bowiem w stanie zrozumieć, po co to całe przedstawienie z przejmowaniem obowiązków. Premier ciągle na to pytanie nie odpowiedział, ale nadal ma szansę. Partia rządząca nie może machnąć ręką na całą polską wieś i rolnictwo, pozwalając robić tam koalicjantowi, co zechce. Musi się wreszcie zorientować, jaką politykę rolną należy uprawiać, aby rolnictwo zaczęło się rozwijać. Rosnący eksport – wskaźnik, którym tak lubił się posługiwać Marek Sawicki – wcale nie jest dowodem, że wszystko gra .Wręcz odwrotnie, za wielkie unijne pieniądze konserwujemy na wsi skansen. Ku radości francuskich, hiszpańskich czy holenderskich konkurentów, którzy obawiali się dynamicznego przyrostu w Polsce dużych gospodarstw towarowych. To mogłoby zagrozić ich pozycji na unijnym i międzynarodowym rynku. Tak się, niestety, nie dzieje, a PO sprawia wrażenie, że nie ma nawet o tym zielonego pojęcia. I beztrosko porzuciła wiejskich wyborców, których miała przecież więcej, niż PSL. Platforma ciągle nie ma dla nich żadnej oferty, pozwala nawet ludowcom „rozkułaczać” duże gospodarstwa. Jedyne, które konkurują z unijnymi farmerami.

Nie chodzi o czystki kadrowe. Niech ludowcy zajmują posady w spółkach podległych resortom, kierowanym przez działaczy swojej partii. Pod jednym wszakże warunkiem – że będą to osoby kompetentne. Tak jednak nie jest. Ani kolejarza, kierującego skupem ziarna, ani absolwenta technikum ogrodniczego, szefującego ogromnej agencji rolnej do tego grona zaliczyć nie można. Wielu innych, okupujących intratne stanowiska – także.

Donald Tusk powinien nam odpowiedzieć na pytanie, po co przejął obowiązki ministra rolnictwa. Jeśli tylko po to, żeby potrzymać jego tekę, to nie było warto.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną