Kłopoty IPN z siedzibą i lustracja AK-owca

IPN płacze, IPN uderza
Po chwilowym uspokojeniu Instytut Pamięci Narodowej próbuje wrócić, jak się zdaje, do swojej ulubionej swego czasu roli: języczka u wagi w rozgrywkach politycznych.

Z jednej strony, skarży się, że jest przez obecne państwo polskie sekowany. Ba, wkrótce ponoć – z winy obecnego rządu – może trafić na bruk. Równocześnie pracownicy IPN wzięli się za sprawdzanie, czy gen. Zbigniew Ścibor - Rylski, prezes Związku Powstańców Warszawy, który naraził się narodowej prawicy, nie był aby agentem bezpieki.

W specjalnym komunikacie – napisanym skądinąd mętnym, biurokratyczno-bełkotliwym językiem – IPN żali się, że, po pierwsze, uwziął się na niego Sejm tej kadencji, ograniczając budżet na 2012 r. Instytut zwalczać ma również rząd, bo Skarb Państwa nie odkupił za, bagatela, 30 milionów złotych, od spółki Ruch dzierżawionego obecnie na potrzeby centrali IPN gmachu przy ul. Towarowej w Warszawie. A równocześnie na wniosek IPN o przeznaczenie na wykup budynku rezerw z budżetu państwa, resort finansów opowiedział, że jest taka szansa, ale nie od razu – jak chciał Instytut – a dopiero w II połowie roku.

Tymczasem, jak się okazuje, na razie nikt IPN-u z Towarowej nie wyrzuca. A gdyby Instytut musiał mimo wszystko zmienić siedzibę, to ministerstwo skarbu państwa przygotowało dlań aż trzy lokalizacje do wyboru (zapewniał o tym w czwartek rano w radiowej Trójce sam minister).

Pytanie zatem, czy niektórzy urzędnicy IPN tylko niepotrzebnie histeryzują, czy też raczej szukają okazji, by uderzyć w rząd.

A już kompletnie żenującym zagraniem jest skwapliwa deklaracja archiwistów IPN, że dokładnie i w ekspresowym tempie sprawdzą teczki gen. Zbigniewa Ścibor-Rylskiego. Podczas obchodów rocznicy powstania warszawskiego ostro zareagował on na buczący na Powązkach tłum zwolenników narodowej prawicy – i stał się przez to w jej oczach człowiekiem Tuska, Komorowskiego i Bartoszewskiego (kolejność dowolna). Kilka dni później ktoś (zgadnij kto, Koteczku? – pisał w takich wypadkach Kisiel) rozpropagował więc via internet nieznany dotąd szerzej fragment publikacji IPN, wedle której lider kombatantów powstania współpracował z bezpieką.

Tu też powstaje pytanie: na jakiej podstawie IPN chce w nadzwyczajnym trybie lustrować prezesa Związku Powstańców Warszawskich?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną