Czym prezydent stolicy naraziła się warszawiakom

Wkurzawka
Woda, która zalała budowę stołecznego metra i zamknęła tunel Wisłostrady, zaczyna podtapiać Hannę Gronkiewicz-Waltz. Może jeszcze utrzymuje jakieś poparcie, ale sympatia w dużej części się rozpłynęła. Jak w przypadku całej Platformy.
Hanna Gronkiewicz - Waltz pokazuje ziemię z pierwszego wykopu pod drugą linię metra.
Dariusz Borowicz/Agencja Gazeta

Hanna Gronkiewicz - Waltz pokazuje ziemię z pierwszego wykopu pod drugą linię metra.

Zalany wodą fragment stacji metra Powiśle.
Adam Chełstowski/Forum

Zalany wodą fragment stacji metra Powiśle.

Budowa stacji Powiśle.
Krystian Trela/Reporter

Budowa stacji Powiśle.

Prezydentura Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie w ogóle mocno przypomina rządy PO w kraju. Pierwsze czterolecie wiceszefowej PO to zapowiedzi wielkiego skoku, rozpoczęcie wielu inwestycji, uspokajanie, że stolica jako plac budowy stanie się miejscem czasowo niewygodnym, ale przyszłe korzyści zrekompensują ten brak komfortu. Warszawa zyskała pierwszy porządny stadion w Polsce, czyli przebudowaną arenę Legii przy Łazienkowskiej. Krakowskie Przedmieście stało się salonem na miarę europejskiej stolicy, metro wreszcie dojechało do końca jedynej linii, powstało też Centrum Nauki Kopernik – pierwsza tego typu instytucja w Polsce. Na torach pojawiły się pierwsze od wielu lat nowe tramwaje, a Szybka Kolej Miejska wreszcie zaczęła spełniać podstawowe wymogi metropolitarnej kolejki.

Druga kadencja pani prezydent, podobnie jak premiera Tuska na czele rządu, to miał być czas kończenia spraw, finału, widocznych efektów. Ale wciąż niemal wszystko jest w budowie, ulice pozamykane, inwestycje niepokończone, zapowiedzi nowych utrudnień, zapchane trasy i narzekania. – Ewidentnie zeszła kadencja była lepsza w wykonaniu pani prezydent. Sprawowała osobisty nadzór nad wieloma inwestycjami, była widoczna. Od reelekcji tego już nie widać – ocenia Marcin Rzońca, radny SLD, który w zeszłej kadencji współrządził Warszawą razem z PO.

Rozkopy w wielu miejscach wyglądają na wymarłe, niewiele się tam dzieje, miasto zaczyna przypominać wielkie stanowisko archeologiczne. Inwestycje trwają, także z proceduralnych powodów, bardzo długo, jak choćby ciągnący się kilka lat remont wiaduktu na Żoliborzu. Do tego doszła niemalże katastrofa budowlana przy budowie drugiej linii metra, której skutki mieszkańcy stolicy odczują w pełni wówczas, kiedy powrócą z wakacji.

Poligon wytrzymałości

Warszawiacy byli długo cierpliwi, nawet taksówkarze, klnąc na korki, stwierdzali, że jednak po latach zastoju coś się wreszcie robi. Tyle że teraz pojawia się jakaś masa krytyczna. Nie bardzo wiadomo, co, po co i na jak długo jest rozkopane, zamknięte, nieprzejezdne i nieprzyjazne. Przestało się to sklejać w zrozumiałą całość. Na interaktywnej mapie, zawieszonej na stronie stołecznego ratusza, prawie nie ma wolnych miejsc. Różnokolorowe paski, którymi zaznaczono inwestycje drogowe w Warszawie, w tym budowę metra, wydają się pokrywać całe centrum.

Takich problemów miasto nie doświadczyło od czasów powojennego odgruzowania stolicy. Od maja, gdy ruszyło drążenie tuneli drugiej linii metra, zamknięte są całe kwartały w Śródmieściu i na Pradze. Według statystyk ratusza, 10 km dróg w mieście jest wyłączonych z ruchu lub występują na nich utrudnienia z powodu różnych remontów. Ale dane te i tak nie obejmują wszystkich punktów – choćby długiego odcinka trasy W-Z z mostem na Wiśle, jeszcze kilka dni temu zamkniętych dla samochodów osobowych.

Poza wszystkim władza Hanny Gronkiewicz-Waltz robi się w dziwny sposób niemal imperialna, ratusz stał się politycznym dworem, do którego ciągną całe zastępy aspirantów, urzędnikom przyznawane są wysokie premie, a pani prezydent ma kłopoty z komunikacją społeczną. Publicznie występuje rzadko, a nawet jeśli, to wydaje się poirytowana pretensjami, tym, że ktoś nie rozumie jej wysiłków i poświęcenia. Jej wizerunek silnej kobiety na stanowisku, pociągający przez kilka lat, teraz doznaje szwanku. Gronkiewicz-Waltz uosabia pewną cechę rządów swojej partii: czekanie, przejściowość, obietnicę stolicy marzeń, ale bez określonego finału. I chociaż ma w tym swoje racje, sympatie kierują się swoimi prawami.

Gdyby próbować streścić w skrócie przekazy z ratusza, brzmiałyby one tak: jest tak, bo tak ma być; będzie otwarte, kiedy otworzymy; jak skończymy, to poinformujemy. A Warszawa to dla Platformy bardzo ważne miejsce, wzorcowa siedziba „młodych, wykształconych, z wielkich miast”. To specyficzny poligon wytrzymałości społeczeństwa na politykę rządzącego ugrupowania, jego języka, stylu, zachowań. Gdyby tu się zaczęła erozja popularności PO, mogłaby postępować błyskawicznie. Dlatego już słychać w Platformie, że pani prezydent ma pewien kłopot, że musi poprawić image.

Wybory na prezydenta miasta w 2010 r. Gronkiewicz-Waltz wygrała w cuglach. Reelekcję miała w kieszeni już po pierwszej turze, w której zagłosowało na nią 53 proc. warszawiaków. Pierwsza prezydent kobieta w historii miasta i pierwszy prezydent po 1989 r., który został wybrany na drugą kadencję. Sukcesu dopełniało zwycięstwo w wyborach do rady miasta, w której Platforma zdobyła absolutną większość, co nie udało się żadnej partii w wolnej Polsce. To już był nokaut. I początek kłopotów.

Co ciekawe, podobne słowa można usłyszeć z ust polityków Platformy. Oczywiście anonimowo, bo żaden nie chce się narazić bliskiej premierowi wiceszefowej partii. – Po spektakularnym zwycięstwie poczuła się bardzo pewna siebie, a ta pewność przerodziła się w swego rodzaju arogancję – mówi jeden ze stołecznych posłów PO. Zaskakujące podobieństwo do sytuacji premiera. ­– Gronkiewicz i rząd znaleźli się w podobnej sytuacji: wypalenia rządzeniem – przyznaje nasz rozmówca.

Lista zarzutów rzeczywiście jest zaskakująco długa i w sumie dość zbliżona. Inwestycje drogowe, podobnie jak w całym kraju, wloką się w nieskończoność. W mieście nie ma chyba ważniejszej drogi, która zostałaby oddana w terminie. Symbolem urzędniczej niemocy i niekompetencji jest 50-metrowa kładka dla pieszych nad ulicą Wawelską w dzielnicy Ochota. Za jej remont zabrano się w 2008 r., jednak z różnych powodów przejście udostępniono pieszym dopiero po czterech latach. Przez kilka miesięcy trwały tzw. odbiory techniczne, co stało się obiektem kpin mieszkańców i dziennikarzy, bo kładkę, nie wiedzieć czemu, musiał zbadać nawet sanepid.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną