Co czeka Jarosława Gowina?

Z opery do operetki
Kilka tygodni temu Jarosław Gowin w wypowiedzi telewizyjnej przyznał, że jest politykiem, uprawia politykę, że ma ambicje i że oczywiście liczy się z przegraną. I tu się uśmiechnął - ni to kokieteryjnie, ni to na smutno. Wraca do mnie ta scena, gdy widzę ministra sprawiedliwości na ostrym zakręcie jego kariery.

Wchodził w ten zakręt właściwie od początku swojej resortowej kariery, bo ryzykował od początku przyjmując nominację i zapowiadając wielkie reformy w sprawiedliwości. Wyposażony może w silną wolę, ale w zdecydowanie mniejsze kompetencje, co podkreślali wszyscy poważni komentatorzy. I wszystkie próby wprowadzania tych reform (przede wszystkim projekty deregulacyjne, reorganizacja sądów) albo ugrzęzły – mimo zapowiadanego ekspresowego tempa – albo upadły wewnątrz koalicji. No, dość mizerne są to efekty.

Bardziej Jarosław Gowin mógł cieszyć się zwyżką swojej osobistej pozycji politycznej. Wyrósł, dzięki także namaszczeniu ministerialnemu, na lidera niby konserwatywnego skrzydła Platformy, nawet – nie brakowało i takich spekulacji – na zmiennika Tuska, a także na ewentualnego lidera jakiegoś reaktywowanego PO-PiS. Przynajmniej takim chcieli zobaczyć Gowina różni marzyciele polityczni, którzy karmią się nadziejami na odtworzenie sojuszu PiS z PO, ale bez Tuska i bez Kaczyńskiego.

Tę pozycję minister budował niejako poza ministerstwem, w walce ideologicznej wokół in vitro, związków partnerskich czy konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, za co dostawał oklaski od PiS. Nawet Tusk musiał mitygować Gowina zwracając uwagę, że udaje on, iż w tej grze i w zabiegach o uznanie minister jak gdyby nie dostrzega Kaczyńskiego, daje się osładzać bez żadnego oporu.

A teraz ministrowi najwyraźniej puściły nerwy. Może afera Amber Gold zaszkodzi Platformie - już zaszkodziła Tuskowi - ale może najbardziej stratnym będzie Gowin i on to już wie. Wypowiedzi o sitwie „części środowisk prawniczych” są tego spektakularnym świadectwem. Ale również przecieki i informacje pokazujące niedowład wymiaru sprawiedliwości, nerwowe zmiany kadrowe na samej górze resortu – wszystko to dramatycznie obniża rankingową pozycję naszego bohatera i figurę szeryfa przesuwa z opery do operetki. A stamtąd doprawdy nie sposób dostać się do La Scali.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj