Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Kat czy kat

Istnieją granice relatywizmu. W swoich wspomnieniach komendant Oświęcimia Rudolf Höss pisze, że właściwie nic nie miał przeciwko Żydom. Najlepszym tego dowodem, że Żydówki, które opiekowały się jego dziećmi, żadnej krzywdy nie mogły odczuć, zaś ogrodników żydowskich w swoim sadzie traktował z pełnym szacunkiem i nigdy nawet nie uderzył. Mordowanie jednocześnie milionów Żydów – cóż, takie były rozkazy, a więc wyższa KONIECZNOŚĆ. Inaczej horda żądnych zemsty Izraelitów opanowałaby świat i pomściła się na niewinnych germańskich dzieciach.

Mordechaj Chaim Rumkowski, przewodniczący Judenratu w Łodzi, zwraca się 4 września 1942 r. do swoich rodaków: „Getto otrzymało potężny cios. Żąda się od niego tego – co najcenniejsze – dzieci i starców. (...) Ojcowie i matki, oddajcie im wasze dzieci. Przyszedłem jak złodziej, by zabrać to co najcenniejsze, co piastujecie pod sercem! Czyniłem wszystko, by nie doszło do tego nieszczęścia, próbowałem je złagodzić. Chciałem uratować przynajmniej dziewięcio- i dziesięciolatków. Nie wyrażono na to zgody. Jedno mi się udało – uchronić dzieci od 10 lat wzwyż i niech to będzie pociechą w naszym wielkim bólu”. Zgodziłem się na to tylko z wyższej KONIECZNOŚCI. Cóż z tego wynika? Tylko to, że Mordechaj Chaim Rumkowski był lepszym mówcą niż Rudolf Höss literatem.

Broniąca Rumkowskiego książka Icchaka (Henryka) Rubina ma jeszcze niekiedy, pomimo końcowych peanów, jakieś minimalne elementy rozpatrywania za i przeciw (Icchak H. Rubin „Żydzi w Łodzi pod niemiecką okupacją 1939–1945”, Londyn 1988).

Polityka 41.2012 (2878) z dnia 10.10.2012; Felietony; s. 112
Reklama