Gowin i inni, czyli konserwatyści w PO

Prawoskrzydłowi
Konserwatywne skrzydło Platformy Obywatelskiej dało o sobie znać przy okazji głosowań nad ustawami dotyczącymi spraw światopogladowych. Wywodzą się z niego zarówno były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, jak i jego następca Marek Biernacki. Ile dziś znaczy ta frakcja, jak jest liczna i o co jej tak naprawdę chodzi?
Jarosław Gowin i John Godson.
Artur Hojny, Łukasz Szeląg/Forum, Reporter

Jarosław Gowin i John Godson.

Elżbieta Radziszewska i Jacek Rostowski.
Adam Chełstowski, Paweł Supernak/Forum, PAP

Elżbieta Radziszewska i Jacek Rostowski.

Marek Biernacki i Roman Kosecki.
Daniel Frymark, Bartosz Krupa/Forum, East News

Marek Biernacki i Roman Kosecki.

Filip Libicki i Jacek Żalek.
Adam Chełstowski, Jacek Herok/Forum, Newspix.pl

Filip Libicki i Jacek Żalek.

Dzień po głosowaniu, w którym jesienią ubiegłego roku Sejm zdecydował, że zajmie się projektem „ziobrystów” zaostrzającym prawo aborcyjne, późnym wieczorem w jednej z parlamentarnych sal zebrało się trzydziestu konserwatystów z PO. Chwilę wcześniej na zamkniętym posiedzeniu klubu premier dał im jasno do zrozumienia: ustawa Solidarnej Polski ma szybko skończyć sejmowy żywot. – To liberalne światopoglądowo skrzydło pierwsze wyciągnęło broń, składając projekt o związkach partnerskich. Jako konserwatyści musieliśmy zareagować i pokazać, że PO nie przechyla się w lewą stronę – tłumaczył lider grupy Jarosław Gowin, wchodząc na spotkanie konserwatystów.

Za nim na trwające półtorej godziny posiedzenie wkroczyli minister finansów Jacek Rostowski, były szef resortu sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski oraz Elżbieta Radziszewska. Pojawili się również europoseł Sławomir Nitras, a nawet były minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, który w tej kadencji nie dostał się do Sejmu. Dominowali jednak posłowie, których twarze przeciętnemu wyborcy są nieznane. W tej nieformalnej grupie spotykają się od prawie roku w każdym sejmowym tygodniu.

Głowy podnieśli przeszło rok temu, w poprzedniej kadencji, kiedy – jak sami mówią – zostali „światopoglądowo zgwałceni”.

Romantyczni i rozważni

A było tak. Jednym z ostatnich projektów, którym zajmował się poprzedni Sejm, był obywatelski projekt ustawy całkowicie zakazujący aborcji. Ponieważ istniało niebezpieczeństwo, że platformiani konserwatyści zagłosują wbrew stanowisku partii, co oznaczać mogło zwycięstwo radykalnych przeciwników aborcji, kierownictwo klubu wprowadziło dyscyplinę w głosowaniu. Projekt upadł, ale dyscyplina nie okazała się wystarczająco skutecznym straszakiem – aż 15 posłów PO zagłosowało inaczej, niż mieli napisane na ściągawkach. Partia odstąpiła od kary, bo tuż przed wyborami nikomu nie zależało na wywoływaniu konfliktów, które mogłyby osłabić Platformę. Konserwatyści poczuli się silni, napięli muskuły i zawiązali frakcję konserwatywną, która dziś liczy ponad 40 posłów i senatorów. – By już nikt nigdy nie zmusił nas do zrobienia czegoś, co byłoby niezgodne z naszym sumieniem – mówi senator PO Jan Filip Libicki, jeden z piętnastki niepokornych. Wybór lidera poszedł sprawnie. – Wiedzieliśmy, że trzeba się skupić wokół osoby najbardziej rozpoznawalnej. A kto z nas jest najbardziej znany? Wiadomo, Gowin – dodaje Libicki.

Ich siła liczona jest nie tylko w głosowaniach nad takimi projektami jak zaostrzenie przepisów aborcyjnych czy odrzucenie związków partnerskich. Od lat, mimo kolejnych zapowiedzi władz Platformy o zakończeniu prac nad in vitro, skutecznie blokują regulacje w tej sprawie. Są również mocno aktywni w parlamencie. Większość z nich działa w parlamentarnych zespołach o katolicko-narodowym zabarwieniu. Najsilniej reprezentowani są w zespole ochrony chrześcijan na świecie, któremu szefuje Libicki, oraz w zespole na rzecz ochrony życia i rodziny (jego wiceprzewodniczącym jest Jacek Żalek).

Platformiana konserwa nie jest tworem jednolitym. Choć ostatnio prezentuje się jako zwarta siła, pęknięcia przebiegają w różnych kierunkach. Łączącym ją najsilniej spoiwem są mocno konserwatywne poglądy na kwestie obyczajowe, wyrażające się w takich sprawach jak właśnie aborcja, której wielu z nich chciałoby w ogóle zakazać, in vitro (w szczególności sprzeciw wobec zamrażania zarodków) oraz związki partnerskie. Drugim ważnym łącznikiem jest premier. Wszyscy, trzeźwo kalkulując, deklarują lojalność wobec Donalda Tuska. Gdyby szef partii oddał ich los w ręce Grzegorza Schetyny, większość wylądowałaby w końcu poza parlamentem, a może nawet musieliby pożegnać się z Platformą. – Nie oznacza to oczywiście, że kiedyś grupa nie zostanie rozbita – zastrzega jeden z jej członków. – Tusk nie lubi być niczyim zakładnikiem. Na razie nas toleruje, bo jesteśmy mu potrzebni, by tonować Schetynę i zadbać o konserwatywnych wyborców. Ale w końcu może nas przyciąć.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną