Kraj

Remis, który boli

Polska-Anglia 1:1. Boli, bo mecz dobry

Polacy zagrali z Anglią dobry mecz i pokazali, że znów warto w nich wierzyć.

Spójrzmy prawdzie w oczy: Polacy byli od Anglików lepsi. W tym sensie, że grali ładniej, mniej schematycznie, mieli więcej okazji do zdobycia bramek. Więc ten remis trochę boli. Mniejsza o leczenie futbolowych kompleksów (na zwycięstwo nad Anglikami czekamy 39 lat); mówiąc wprost – szkoda trzech punktów, tym bardziej, że można je było zdobyć kosztem faworyta grupy. Angielska potęga kruszy się na naszych oczach. Ten mecz to tylko kolejny dowód na to, że reprezentacja Roya Hodgsona lokuje się dziś w gronie europejskich przeciętniaków – mniej więcej tam, gdzie Polska. Na mistrzostwach Europy byli jedną z najbardziej bezbarwnych i prymitywnie grających drużyn, wczoraj potwierdzili, że nie mają pomysłu, jak wyjść z impasu. Mają się na Wyspach czym martwić.

Jeśli to miał być dla Polaków mecz o odzyskanie zaufania kibiców, nadszarpniętego porażką w czerwcowym EURO, to się udało. Widać przed reprezentacją przyszłość. Zespół nie rozleciał się z powodu kontuzji pierwszoplanowych skrzydłowych – Kuby Błaszczykowskiego i Macieja Rybusa. Tyle biadoli się o naszym piłkarskim nieurodzaju, a w środę na boisku najlepsi byli Kamil Glik i Grzegorz Krychowiak, czyli zawodnicy, których poprzedni selekcjoner, Franciszek Smuda, nie widział w kadrze na EURO. Polacy grali z werwą i nie oglądając się za siebie – trzy, cztery podania i już byli pod bramką rywali. Odrobili straty, przeszkadzali chciało im się biegać do końca meczu, grali momentami (aż dziw przyznać) harmonijnie.

Jedna jaskółka to za mało, by wieszczyć przełom, ale to mogą być dla nas dobre eliminacje. Głównie dlatego, że rywale są w zasięgu: Anglicy cofnęli się w rozwoju, Ukraińcy przeżywają kryzys i tracą punkty, gdzie popadnie, Czarnogóra świetnie czuje się w roli czarnego konia, ale to na pewno nie jest rywal budzący strach. Nawet pierwsze miejsce w grupie i bezpośredni awans na mundial wydają się realne. Całkiem nieźle, jak na drużynę, która niecałe cztery miesiące temu była pobita i w rozsypce.

Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną