Komu pomoże wydłużenie urlopu rodzicielskiego

Recepty na dzieci
Pomysł wydłużenia do roku urlopów rodzicielskich urodził się w rządzie szybko i bezboleśnie. Kto tak skutecznie przekonał premiera i do czego?
Gdy pytamy w Kancelarii Premiera, kto zgłosił pomysł wydłużenia urlopów, słyszymy, że „to efekt pracy całego rządu oraz najbliższych współpracowników premiera”.
Matthias Ritzmann/Corbis

Gdy pytamy w Kancelarii Premiera, kto zgłosił pomysł wydłużenia urlopów, słyszymy, że „to efekt pracy całego rządu oraz najbliższych współpracowników premiera”.

W czasie konsultacji nad projektem z 14 ekspertów głos zabrało tylko kilku i nie była to mowa miła dla premiera, bo wyłożyli mu zdecydowanie więcej ekonomicznych argumentów przeciw niż za.
John-Francis Bourke/Getty Images

W czasie konsultacji nad projektem z 14 ekspertów głos zabrało tylko kilku i nie była to mowa miła dla premiera, bo wyłożyli mu zdecydowanie więcej ekonomicznych argumentów przeciw niż za.

Kosiniak-Kamysz na pewno nie zdecyduje się na obowiązkowe wydłużenie urlopu dla ojca, bo jego zdaniem rodzice sami powinni dysponować czasem spędzanym z dzieckiem.
Chris Ryan/EAST NEWS

Kosiniak-Kamysz na pewno nie zdecyduje się na obowiązkowe wydłużenie urlopu dla ojca, bo jego zdaniem rodzice sami powinni dysponować czasem spędzanym z dzieckiem.

Premier na posiedzeniu rządu przed swoim drugim exposé uczulił ministrów, że w Sejmie mają go uważnie słuchać i robić notatki. Wszyscy, poza najbliższymi współpracownikami z Kancelarii, dopiero z przemówienia dowiedzieli się, które z ich propozycji premier weźmie za swoje. Słowo rewolucja – jak sam zresztą premier zauważył – przeszło mu przez gardło tylko raz i chodziło o wydłużenie do roku płatnych urlopów rodzicielskich. – Bardzo wąskie grono osób wiedziało, że chcę to zgłosić premierowi, ale prawie wszyscy z nich uważali, że to pomysł bez najmniejszych szans. Postanowiłem jednak zaryzykować – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL), minister pracy i polityki społecznej, najmłodszy w rządzie szef resortu.

Kosiniak-Kamysz pierwszy raz rozmawiał z Tuskiem o wydłużeniu urlopów w lipcu tego roku. Pod koniec sierpnia premier poszedł skonfrontować tę propozycję z pracującą przy jego urzędzie Radą Gospodarczą pod przewodnictwem Jana Krzysztofa Bieleckiego. Rada spotkała się w swoim gronie w Kancelarii w Alejach Ujazdowskich (robi to co dwa tygodnie), ale nikt nie spodziewał się, że tym razem dołączy do nich premier, a tym bardziej że przedstawi im taki pomysł. Z 14 ekspertów głos zabrało tylko kilku i nie była to mowa miła dla premiera, bo wyłożyli mu zdecydowanie więcej ekonomicznych argumentów przeciw niż za. – Ale mam wrażenie, że premier nie przyszedł tego z nami skonsultować, ale wypowiedzieć na głos swój dość rewolucyjny pomysł – mówi jeden z członków Rady. Dodaje, że wielu odniosło na tym spotkaniu wrażenie, iż premier bardziej występował w roli rzecznika rodziców niż szefa rządu. Słowa Piotra Chmielowskiego (Ruch Palikota), rzucone w czasie debaty nad exposé: „Czyżby w drodze następne wnuki, panie premierze?”, miały podobny podtekst. Kosiniak-Kamysz przyszedł ze swoją propozycją kilka dni po tym, jak Donald Tusk po raz drugi został dziadkiem. Temat sytuacji ekonomicznej młodych rodziców jest premierowi teraz szczególnie bliski, również z powodu problemów zawodowych (i finansowych) jego syna Michała, o których rozpisywały się wszystkie media.

Premier w exposé powoływał się na szwedzki model urlopów rodzicielskich, Kosiniak-Kamysz też często przywołuje ten przykład. Skąd ta nagła fascynacja szwedzkimi rozwiązaniami? – Przyjaciel mojego męża ze studiów, świetny lekarz, wyjechał kilka lat temu do Szwecji i kiedy został ojcem, zdecydował się na kilkutygodniowy urlop rodzicielski, który mu przysługiwał. Chwalił sobie ten czas i dużo rozmawiał z moim mężem na ten temat – mówi Agnieszka Kosiniak-Kamysz. Żona ministra, która właśnie robi specjalizację z dermatologii i wenerologii, mówi, że wielu ich znajomych właśnie powiększa rodziny i często skarżą się, że nie mogą spędzić z dzieckiem dłuższego czasu zaraz po narodzinach. Po sejmowym wystąpieniu premiera dzwonili do Kosiniaków-Kamyszów z gratulacjami.

Ojciec jest jeden

Najmłodszy minister w rządzie, który do tej pory kojarzony był tylko z trudnymi decyzjami, jak choćby z podniesieniem wieku emerytalnego, będzie teraz pilnował, by nikt nie odebrał mu ojcostwa tego pomysłu. Propozycja ma generalnie dobry odbiór społeczny, sondaże zareagowały pozytywnie, więc chętnych, by się pod nią podpisać, jest wielu. – To jest projekt mojego resortu, tu powstaje i objąłem nad nim osobisty nadzór – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz. Gdy pytamy w Kancelarii Premiera, kto zgłosił pomysł wydłużenia urlopów, słyszymy, że „to efekt pracy całego rządu oraz najbliższych współpracowników premiera”.

Osoba związana z kierownictwem PSL mówi, że Waldemar Pawlak chciał, aby jego partia ogłosiła propozycję przed wystąpieniem premiera, ale było za duże ryzyko, że Tusk mu tego nie daruje i wyrzuci propozycję z przemówienia. Był też pomysł, aby konferencję prasową, którą po exposé na polecenie premiera miał odbyć każdy minister, zorganizować w Sejmie na tle logo PSL. Ostatecznie Kosiniak-Kamysz – jak wszyscy – wystąpił w gmachu Kancelarii. Ludowcy bardzo jednak liczą na to, że urlopy rodzicielskie wyciągną ich z sondażowego dołka, z którego nie mogą się wygrzebać po wakacyjnej aferze taśmowej.

Po przemówieniu Tuska Kosiniak-Kamysz mówił, że „w ciągu około dwóch tygodni projekt trafi do konsultacji społecznych”. Pracuje teraz ze swoimi ekspertami, nie korzysta z propozycji współpracy z zewnątrz. Ten osobisty nadzór szefa resortu wiąże się z tym, że wśród swoich zastępców nie ma specjalisty ściśle oddelegowanego na odcinek spraw rodzinnych. Formalnie prace koordynuje wiceminister Radosław Mleczko (absolwent historii sztuki oraz Akademii Muzycznej w Warszawie, kurator warszawskiej Królikarni), który w ministerstwie odpowiada za prawo pracy.

Premierowi zależało, żeby to Kosiniak-Kamysz osobiście zajął się tym projektem. Tusk, po trudnych doświadczeniach z Jolantą Fedak (szefową resortu w poprzedniej kadencji, też z PSL), docenia, że z tym ministrem może porozmawiać rzeczowo i bez większych emocji. – Po raz pierwszy od wielu lat mamy ministra pracy, którego premier traktuje jak partnera.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną