Machiavelli a polska polityka

Lud rządzi księciem
Donald Tusk nie jest ideałem. Jarosław Kaczyński tym bardziej. Ale większość wad, jakie w nich widzimy, pochodzi nie od nich, lecz od nas. Od społeczeństwa. Aby to dostrzec, warto się pochylić nad Machiavellim. I spytać go o to, czemu polska polityka jest taka, jaka jest.
Kaczyński stracił już dawny polot. Jest Borgią bardziej z temperamentu niż z inteligencji.
East News, Corbis/Polityka

Kaczyński stracił już dawny polot. Jest Borgią bardziej z temperamentu niż z inteligencji.

Kaczyński z zuchwałą brutalnością niszczył wszystkich stojących mu na drodze – od Geremka i Mazowieckiego po samego Wałęsę, Tusk wiernie stał po stronie romantycznych zasad.
East News, Corbis/Polityka

Kaczyński z zuchwałą brutalnością niszczył wszystkich stojących mu na drodze – od Geremka i Mazowieckiego po samego Wałęsę, Tusk wiernie stał po stronie romantycznych zasad.

Robert Krasowski, publicysta i wydawca, absolwent filozofii UW. Założyciel i były red. naczelny ukazującej się w latach 2006-09 konserwatywnej gazety „Dziennik Polska – Europa – Świat”. Obecnie współwłaściciel Wydawnictwa Czerwone i Czarne.
Leszek Zych/Polityka

Robert Krasowski, publicysta i wydawca, absolwent filozofii UW. Założyciel i były red. naczelny ukazującej się w latach 2006-09 konserwatywnej gazety „Dziennik Polska – Europa – Świat”. Obecnie współwłaściciel Wydawnictwa Czerwone i Czarne.

Na pierwszy rzut oka wikłanie Machiavellego w polską politykę ma posmak dziwactwa. Jak jednak się wyrwać z jałowej rutyny sporu PiS z PO? Jak znaleźć twardszy grunt, na którym można poważniej porozmawiać? Aby to zrobić, trzeba odskoczyć daleko. Bardzo daleko. Trzeba się wyprowadzić ze swego kraju i swojej epoki. Dopiero wtedy zobaczymy nie PiS i nie PO, ale samą politykę.

Dlaczego cofać się aż o pięćset lat, do Florencji Machiavellego? Bo problem, przed jakim stanął, był podobny. Żył w epoce, która pod wpływem chrześcijaństwa uwierzyła, że polityka winna być szlachetna i sprawiedliwa. Oczywiście realna polityka wyglądała inaczej, ale traktowano to jako chwilowy defekt, który zaraz się uda naprawić. Właśnie za czasów Machiavellego nieformalnym władcą Florencji został kolejny „naprawiacz”, charyzmatyczny mnich Savonarola, głoszący potrzebę politycznej odnowy. Gdzie tu podobieństwo do polskiej demokracji? Otóż nasze czasy ożywia podobny polityczny sentymentalizm. Demokratyczna epoka również wierzy, że za chwilę wyhoduje nową politykę. Dużo lepszą niż w przeszłości. Moralną, sprawiedliwą, rozumną.

Ta wiara jest tak silna, że patrząc na politykę, mieszkańcy demokracji widzą nie jej rzeczywiste mechanizmy, lecz własne ideały. Śledząc kolejne wydarzenia czują dyskomfort, że politycy zachowują się inaczej, niż powinni. Więc szukają winnego. Tego, przez kogo polityka nie jest taka, jaka być powinna. To właśnie jest powód niechęci do PiS lub do PO. Wierzymy, że jesteśmy o krok od politycznej „normalności”, że wystarczy usunąć jeden chory element i obudzimy się w normalnym świecie. Uważamy przy tym, że nasze oczekiwania są umiarkowane. Jest jednak inaczej. Nasze oczekiwania są bardzo maksymalistyczne. I bardzo nierealistyczne. Bo tak naprawdę mamy pretensję nie do PiS i nie do PO, ale do natury samej polityki.

I

O tym właśnie opowiada Machiavelli. Dlatego zacznijmy od jego politycznych obserwacji. Pierwszym formacyjnym doświadczeniem były dla niego losy Savonaroli. Ten charyzmatyczny piewca dobra chodził w starym habicie i rozczłapanych sandałach. Słowa Chrystusa traktował poważnie, gwałtownie potępiał bogactwo, żądał pomocy dla biednych. Na jego sławnych kazaniach zbierały się nieprzebrane tłumy. Savonarola był wybitnym mówcą, słuchając go, ludzie wpadali w moralną ekstazę, kobiety szlochały, mężczyźni oddawali pieniądze ubogim.

Z taką swadą głosił rewolucję moralną, religijną i polityczną, że porwał za sobą większość. Stał się nieformalnym przywódcą republiki. Popierał go lud, popierały elity. A najbardziej popierały go „moherowe berety”. U bogobojnych kobiet miał taki autorytet, że słuchając kazań o służbie Bogu, rzucały swoich mężów i szły do klasztoru. A mężowie pokornie to akceptowali. Bo republika florencka kochała Savonarolę. A on kochał ją.

Jakim władcą był Savonarola? Niemal wszyscy mówili, że dobrym. Bo przecież dobra chciał i dobrem o nie walczył. Troszczył się o biednych, tępił lichwę, opodatkowywał bogatych, naprawiał obyczaje. Był człowiekiem zasad, uczciwym i sprawiedliwym. Ale także bezkompromisowym. Nie mógł więc milczeć, patrząc na praktyki papieża Aleksandra VI. Krytykował go za cynizm, za bogactwo, za rozwiązłość, za teologiczne błędy. Krytykował z wielką moralną bezkompromisowością. I równie wielką polityczną głupotą. Bo ściągnął na swą głowę ekskomunikę. A ponieważ ataków na papieża nie zaniechał, Rzym w końcu stracił cierpliwość. Zagroził Florencji wojną religijną i ekonomiczną. Uwikłani w coraz groźniejszy konflikt mieszkańcy Florencji zaczęli się odwracać od swojego przywódcy. Aż w końcu nadszedł czas próby. Papież zażądał pojmania Savonaroli. I Florentczycy zrobili to. A potem swojego przywódcę spalili na stosie.

Machiavelli głęboko przemyślał to wydarzenie. Po latach, w „Księciu”, napisze sławne słowa, że nieuzbrojeni prorocy padają, uzbrojeni zaś wygrywają. Otulony w neutralne słowa morał tego zdania był brutalny. W polityce wygrywa się nie dzięki ideom, ale dzięki sile. Kto chce czynić dobro, robić to musi mieczem. Dla moralistów w polityce miejsca nie ma.

Oczywiście atak na Savonarolę był w istocie uderzeniem w Chrystusa. Machiavelli uznał, że chrześcijański Bóg, piewca miłosierdzia, miłości bliźniego, pokory i nadstawiania drugiego policzka, nigdy nie będzie wzorem dla władcy. Bo polityka kieruje się własnymi prawami. Silniejszymi niż boskie. Porażka Savonaroli była dowodem na to, że chrześcijańskie żądania stawiane polityce pozbawione są sensu. Skierowany do polityka nakaz: idź i czyń dobro, znaczy tyle, co: idź, przegraj wszystko, zgub swoich sojuszników i sprowadzaj nieszczęścia na swoich poddanych.

II

Drugim formacyjnym przeżyciem była dla Machiavellego kariera Cezara Borgii. Polityka, który skupił na sobie uwagę całych Włoch. To był prawdziwy fenomen: piekielnie inteligentny, nieprzeciętnie odważny, morderczo przystojny i dziko ambitny. Ten młody człowiek ze skrawków podzielonych Włoch postanowił utworzyć własne imperium. Ale to imperium nie tyle kleił, ile sobie wyrąbywał. Mieczem, intrygą, przekupstwem, zdradą. W elitach politycznych Włoch zdobył wielkie uznanie. Po całej Italii krążyły legendy o jego wojennym okrucieństwie i dyplomatycznej sprawności. Nieustannie ogrywał książąt znacznie silniejszych od niego.

W pewnym momencie Borgia stał się śmiertelnym zagrożeniem także dla Florencji. Machiavelli został więc wysłany z misją zażegnania konfliktu. Odbył wiele rozmów z Borgią. I po raz pierwszy usłyszał język soczysty, szczery, bezpośredni, odarty z moralnego frazesu. Język siły. Język czystej polityki. I poddał się mu. Zrozumiał, że Borgia wie o polityce znacznie więcej niż Savonarola. Zrozumiał, że w polityce zawsze Borgia wygra z Savonarolą. Nie dlatego, że Borgia gra nieczysto. Ale dlatego, że to właśnie on gra zgodnie z regułami. A Savonarola wbrew.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną