Zanim zabierzemy głos w sprawie zamachu

Trend, nie incydent
Na sprawę Brunona K. można patrzeć jak na dramatyczny incydent, który może mieć miejsce zawsze. Bo nawet w najspokojniejszych czasach jakieś ryzyko istnieje. Ale można też widzieć w niej element procesu radykalizowania się ekstremalnych emocji i nurtów politycznych w kilku ostatnich latach.

Nie ma takiego państwa w Europie, gdzie by się kiedyś jakiś Brunon K. nie objawił. Jedni dokonywali zbrodni - jak Breivik. Inni je „tylko” przygotowywali. „Shit happens” - jak mawiał Donald Rumsfeld. W polskiej kulturze politycznej też nie jest to nic nowego. II RP i PRL doświadczyły terrorystycznych zamachów. W II RP z licznymi ofiarami. Czyli dziś zdarzyło nam się coś, co się - niestety - zdarza.

Nie powinniśmy pozwolić narzucić sobie histerycznego tonu, który w takiej sytuacji oczywiście musi dominować w stabloidyzowanych mediach elektronicznych.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną