Skąd się bierze przemoc wobec dzieci?

Takie małe coś
O tym, czy my w ogóle kochamy dzieci - mówi Jakub Śpiewak.
„Czasem z powodu dzieci czujemy się poniżeni przed otoczeniem – histeria w supermarkecie, krytyka na wywiadówce. Owszem, to trudne uczucie. Ale uderza mnie, jak mało o dzieciach wiemy”.
BEW

„Czasem z powodu dzieci czujemy się poniżeni przed otoczeniem – histeria w supermarkecie, krytyka na wywiadówce. Owszem, to trudne uczucie. Ale uderza mnie, jak mało o dzieciach wiemy”.

„Trwamy w przekonaniu, że dziecko to takie małe coś, co jeszcze nie ma praw”.
Martin Meyer/Corbis

„Trwamy w przekonaniu, że dziecko to takie małe coś, co jeszcze nie ma praw”.

Jakub Śpiewak kieruje założoną przez siebie Fundacją Kidprotect.pl, która zajmuje się obroną praw dzieci.
Andrzej Stawiński/Reporter

Jakub Śpiewak kieruje założoną przez siebie Fundacją Kidprotect.pl, która zajmuje się obroną praw dzieci.

Joanna Cieśla: – 2012 r., ogłoszony rokiem Janusza Korczaka, zaczął się od sprawy małej Madzi z Sosnowca. Potem tragicznie wyjaśniła się historia chłopca znalezionego w cieszyńskim stawie, dalej było podwójne zabójstwo rodzeństwa przez rodzinę zastępczą w Pucku, wreszcie Hipolitowo, gdzie kobieta pozbyła się piątki lub szóstki swoich dzieci tuż po porodach. Czy coś złego dzieje się z naszym społeczeństwem?
Jakub Śpiewak: – Policja i prokuratura skuteczniej takie sprawy wykrywają, a media coraz sprawniej nagłaśniają. Większość oficjalnych statystyk dotyczących przemocy domowej na szczęście notuje coraz mniej przestępstw. Ale niepokoi mnie, że mimo licznych kampanii społecznych i publicznej dyskusji przy okazji wprowadzania zakazu kar cielesnych dwa lata temu, akceptacja dla nich spada minimalnie. Martwi mnie jeszcze wspólny element ujawnionych w tym roku historii – niewydolność pracowników administracji publicznej, policji, prokuratury, na poziomie lokalnym. Na przykład: system rekrutacji rodzin zastępczych opisany w ustawach jest bardzo dobry, tylko co z tego, jeśli w Pucku wywiad z kandydatami na rodziców zastępczych odbywał się w siedzibie Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, zamiast w ich domu, szkolenie odbyli tylko w części, a osoby, które szkoliły, nie miały do tego kompetencji.

Czy prawo dotyczące zapobiegania przemocy w rodzinie jest dobre?
Jest mnóstwo rzeczy, które bym poprawił. Nie weszły w życie przepisy nakazujące powoływanie asystentów rodziny, którzy mieli pomagać rodzinom zastępczym.

Takie rodziny mogą występować o opiekę koordynatora…
Tyle że jeśli gmina nie dostaje na koordynatorów dodatkowych pieniędzy, to ich nie powoła. Krytykę organizacji pozarządowych wzbudził też skomplikowany wzór Niebieskiej Karty, poprzez którą lekarze czy nauczyciele powinni zgłaszać przypadki przemocy domowej. Znam cudowną, zaangażowaną lekarkę pogotowia, która mówi tak: „jeśli przyjechałam po dziecko, które pobił ojciec, to nie będę w karetce wypełniała ośmiu stron druku, bo muszę zająć się dzieckiem. A gdy je dowiozę do szpitala, mam już następne wezwanie.

Spadek w statystykach przemocy może wynikać z takich trudności, co znaczyłoby, że przynajmniej częściowo jest pozorny. Boli mnie również, że ceną za wprowadzenie zakazu bicia dzieci było wykreślenie z nowelizacji ustawy zakazu psychicznego znęcania się. Ale kropla drąży skałę. Popieram zaproponowane ostatnio przez ministra Jarosława Gowina wydłużenie okresu przedawniania przestępstw pedofilskich.

W prawie wszystkich najtragiczniej­szych sprawach ostatnich miesięcy przedstawiciele lokalnych służb utrzymywali, że nie mają sobie nic do zarzucenia. Jak to możliwe?
To kwestia mentalności. Od 2010 r. gminy mają obowiązek powoływać zespoły interdyscyplinarne z udziałem m.in. przedstawicieli policji, ośrodków pomocy społecznej i służby zdrowia. Chodziło o to, żeby instytucje koordynowały między sobą to, co robią, i żeby ofiara, szukając wsparcia, nie dostawała sprzecznych informacji. W praktyce często grają rolę małostkowe motywacje – przedstawiciel jednej instytucji nie chce spotkać się z innymi na ich terenie, tylko na swoim.

Podoba mi się rozwiązanie w Łódzkiem, gdzie centrum polityki społecznej i komenda wojewódzka policji od lat organizują trzydniowe szkolenia finansowane przez marszałka województwa – jadą policjanci z komend powiatowych, pracownicy socjalni, psychologowie. Mają dość intensywny program szkoleniowy i integracyjny. Niektórzy patrzą na to krzywo, że się bawią za publiczne pieniądze, a to ma głęboki sens. Bo ci ludzie potem inaczej ze sobą rozmawiają – to już nie jest pan aspirant i pani magister, tylko Krzyś i Magda. Spotykają się też z ludźmi z innych powiatów i gdy potem mają sprawę, którą nie wiedzą, jak ugryźć, dzwonią i pytają: Zbyszek, miałeś taki temat, jak go rozwiązałeś?

Czy zbyt bliska integracja też nie jest ryzykowna?
Ja bym raczej mówił o źle rozumianej solidarności. Słyszałem wypowiedzi burmistrza Stawisk, że pracownicy podlegającego mu OPS dopełniali w Hipolitowie obowiązków, że nie zgadza się z rezultatami kontroli podlaskiego urzędu wojewódzkiego, która wykazała zaniedbania. Rozumiem, że czasem człowiek bywa bezradny, że w pracy pracownika socjalnego i kuratora też są takie sytuacje, ale – gdy zginęła co najmniej piątka dzieci – takiej postawy nie potrafię pojąć.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną