Leczyć do końca czy nie leczyć

Testament życia? Ależ tak!
Ruch Palikota zapowiada wniesienie pod obrady Sejmu projektu ustawy o tak zwanym testamencie życia. Jestem za, ale uważam, że nic z tego nie będzie.

Dr Terlikowski już ogłasza, że wprawdzie testament to nie to samo co eutanazja, ale też jest nie do przyjęcia, bo tylko rozmiękcza opór społeczny przeciwko eutanazji. Najpierw testament życia, później legalizacja eutanazji. Mamy tu klasyczny przykład myślenia spiskowego, by nie powiedzieć paranoi. Bez żadnych dowodów, usiłuje się ludziom wmówić, że jest jakiś tajny plan zabijania ludzi uznanych za niezdolnych do życia.

Właśnie żeby demaskować tego typu myślenie, potrzebna jest dyskusja publiczna. Niestety, mimo że toczy się ona u nas od dawna, i to merytorycznie,  nie doprowadziła do żadnych zmian prawnych. Nawet konserwatywny projekt ustawy bioetycznej posła Gowina poszedł do zamrażarki. Przy obecnym układzie sił w parlamencie zmiany są nadal mało prawdopodobne. Presja Kościoła na część stanowiących prawo jest dostatecznie silna. Oczywiście, nie wszyscy są koniunkturalistami, część po prostu zgadza się z negatywnym stanowiskiem Kościoła w wszystkich współczesnych gorących kwestiach światopoglądowych.     

I dlatego także w kwestii testamentu życia, prawdopodobnie nic się nie zmieni,   choć wydawałoby się, że akurat ta sprawa nie powinna być kontrowersyjna. Bo jeśli prawo dopuszcza oświadczenie o odmowie (albo zgodzie) pobrania naszych narządów w przypadku naszej nagłej śmierci, to czemu miałoby zabronić nam dobrowolnego i świadomego złożenia deklaracji, że nie życzymy sobie stosowania wobec nas tak zwanej uporczywej terapii w obliczu nadciągającej śmierci.

Spieramy się tak naprawdę o to, czy nasze życie należy do nas, czy też państwa czy Kościoła, które chcą o nim decydować. To jest spór bardzo poważny. Po obu stronach są poważne argumenty. Za i przeciw legalizacji eutanazji czy aborcji. Ale już nie przeciwko testamentowi życia czy in vitro, bo w tych kwestiach poważnych kontrargumentów nie dostrzegam.

Żyjemy w systemie otwartym, tolerującym różne systemy wartości, byle w granicach obowiązującego prawa. Ta wielość powinna mieć odbicie w stanowionym prawie. Nie wszyscy są za aborcją czy eutanazją, ale część jest. Dlatego trzeba dyskutować, czy i jaki kompromis jest tu możliwy. Nie w sensie filozoficznym (tu nikt przytomny kompromisu nie oczekuje), ale praktyczno-prawnym.

Podpieranie się sondażami opinii jest dyskusyjne, lecz trudno ignorować, że za legalizacją eutanazji w sensie takim jak w Holandii czy Belgii, jest 53 proc. Polaków (CBOS). Tak samo jak trudno nie brać pod uwagę, że 39 proc. jest przeciw. Nie musimy być jednak skazani na wieczny impas. Ale będziemy, póki nie nauczymy się autentycznej debaty i przekładania jej wyników na prawo. Bo mamy prawo do życia, ale też prawo do godności. 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną