Kraj

Prezydent Gliński

Co dalej z projektem „Gliński”

Gliński został przedstawiony opinii publicznej 1 października, wkrótce potem zaczęła się seria eksperckich debat z udziałem nowego bohatera PiS. Gliński został przedstawiony opinii publicznej 1 października, wkrótce potem zaczęła się seria eksperckich debat z udziałem nowego bohatera PiS. Witold Rozbicki / Reporter
Prof. Piotr Gliński nie zdążył jeszcze przegrać boju o fotel premiera, a w PiS już myślą o nim pod kątem wyborów prezydenckich.
Gliński jest jednym z najwybitniejszych specjalistów od społeczeństwa obywatelskiego, czołowym polskim socjologiem, byłym szefem Polskiego Towarzystwa Socjologicznego.Adam Guz/Reporter Gliński jest jednym z najwybitniejszych specjalistów od społeczeństwa obywatelskiego, czołowym polskim socjologiem, byłym szefem Polskiego Towarzystwa Socjologicznego.

Polityka na początku roku zamarła, jakby ją ściął mróz. Harcownicy brylują w mediach, ale nic specjalnego się nie dzieje; umiarkowane emocje budzi próba postawienia Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu. PiS zareagował na to zresztą z niezwykłym jak na siebie umiarem. Nie tylko dlatego, że Kaczyński – jedyna siła sprawcza w PiS – był wyłączony z polityki, bo czuwał przy umierającej matce. Także dlatego, że jego partia szykuje się do pierwszego w tym roku ważnego eventu – konstruktywnego wotum nieufności dla rządu. A kandydat na „technicznego premiera”, prof. Piotr Gliński, jeździ po Polsce i szuka wsparcia.

Środa 16 stycznia, późne popołudnie, mróz i śnieg. Na spotkaniu z Glińskim w Miejskim Domu Kultury w Wołominie jest ok. 200 osób. Pierwsze rzędy zarezerwowane dla miejscowych prominentów, zajmują je poseł Jacek Sasin, burmistrz Kobyłki, samorządowcy. Dalej – zwolennicy PiS, przeważają mężczyźni w sile wieku i swetrach w serek, ale jest też trochę młodych garniturowców. Tylko z tyłu zostało kilkanaście wolnych krzeseł.

Profesor nie porywa sali. Nie jest typem polityka wiecowego, w trakcie półgodzinnej mowy – wykładu raczej – słuchacze ożywiają się dwa razy. Gdy Gliński oznajmia, że koniecznym etapem tworzenia wspólnoty jest budowa pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej. Drugą porcję oklasków dostaje za sprzeciw wobec przyjęcia euro. Hasła o innowacyjności, kreatywności, konieczności budowy społeczeństwa obywatelskiego, potrzebie transparentnego dialogu ze społeczeństwem nie wzbudzają widocznego zainteresowania.

Trochę ożywienia wprowadzają pytania od publiczności. Gdy ktoś pyta o pierwszą podróż zagraniczną – jak już profesor zostanie premierem – inny słuchacz woła, że ktoś, nazwisko zginęło w tumulcie, poleciałby do Izraela. Wśród śmiechów słuchaczy Gliński odpowiada, że tego żartu nie zrozumiał.

Jakby nie był do końca kompatybilny z nastrojami wyborców PiS. Przyjęli go uprzejmie, wysłuchali z szacunkiem, jest w końcu namaszczonym przez Jarosława Kaczyńskiego kandydatem na premiera, ale uprzejmość i zaciekawienie to nie entuzjazm. Gdy mówi, że władzę należy zdobyć w wyborach, odpowiada mu chór głosów, że tyle czasu nie ma i należy działać szybciej.

Ja się nie zmienię z dnia na dzień w typowego polityka. Nie zamierzam zresztą zmieniać się całkowicie i wierzę, że można z ludźmi rozmawiać także o społeczeństwie obywatelskim – mówi Gliński.

Wołomin był kolejnym przystankiem w jego podróży po Polsce. Spotyka się z działaczami PiS, odwiedza wyższe uczelnie. Był w Poznaniu, Krakowie, Zakopanem, we Wrocławiu, w Białymstoku, Łomży. Po Wołominie pojechał na Śląsk – dwa spotkania z górnikami, potem wykład w Bielsku-Białej, co ciekawe, zorganizowany dzięki pomocy Janusza Okrzesika, kiedyś najmłodszego posła Unii Demokratycznej, który zna się z Glińskim z działalności ekologicznej. Za te wszystkie podróże Glińskiego płaci PiS.

Wyborcza klęska

Profesor wdraża się w życie partyjne. Inaczej być nie może, przecież już wkrótce przyjdzie jego czas. Na przełomie stycznia i lutego PiS szykuje wniosek o wotum nieufności dla Donalda Tuska, a Gliński zagra w tym przedstawieniu główną rolę. PiS znów ma być merytoryczne i skupione na gospodarce, wrócić mają debaty. Gliński twierdzi, że ma już zespół ekspertów i kandydatów na ministrów. Nazwisk nie zdradza, mówi jedynie, że wśród kandydatów na ministrów nie ma aktywnych polityków, jest natomiast kilku byłych. Przyznaje, że część ekspertów mu odmówiła z powodu innych zobowiązań lub innych poglądów.

A po przegranym głosowaniu – sam przyznaje, że misja jest z gatunku impossible – wcale nie zamierza zejść ze sceny. To tylko prolog.

Po projekcie „premier Gliński” zacznie się projekt „prezydent Gliński”. Tak przynajmniej przewidują rozmówcy, czołowi politycy PiS. – To od początku było tak pomyślane – twierdzi polityk z komitetu politycznego PiS. – Gdy ogłosiliśmy, że prof. Gliński będzie kandydatem na premiera, pojawiły się głosy, że kolejny etap jego kariery to eurowybory. Ale on mierzy wyżej – dodaje inny rozmówca. Warto zauważyć, że krótko po zgłoszeniu prof. Glińskiego tekst o prezydencie Glińskim popełnił jeden z ideologów PiS, publicysta Jacek Karnowski. „Chcący czy niechcący, opozycja znalazła idealnego ze swojego punktu widzenia, poważnego kandydata na prezydenta w 2015 r. Prof. Gliński ma wszystkie niezbędne atuty: wykształcenie, dorobek, osobowość, odwagę, rodzinę, którą można się pochwalić, prezencję, własny styl” – zachwalał nominata PiS w portalu wPolityce.pl.

Dwaj inni rozmówcy POLITYKI z komitetu politycznego nie zaprzeczają, że Gliński może być kandydatem ich partii na prezydenta w 2015 r. To byłoby logiczne rozwiązanie. Kaczyński startować nie chce, ogłosił to w „Super Expressie”, potem się z tej deklaracji wycofał, ale kandydowanie uznał za zło konieczne. Gdyby wybory wygrał, musiałby zostawić partię, gdyby przegrał – byłaby to kolejna wyborcza klęska.

A któż inny z PiS mógłby wystartować? Ktokolwiek by to był, szanse na wygraną miałby mizerne, za to na rozpętanie wojny domowej w PiS – ogromne.

Wariant profesorski ma tę wadę, że akademicy są zwykle anonimowi. Gliński jako kandydat na premiera jej nie ma. W pierwszym badaniu CBOS, w którym się pojawił, trzy czwarte Polaków go wprawdzie nie kojarzyło, ale od tego czasu to się z pewnością zmieniło. Nikt nie wie, o czym rozmawiali Kaczyński z Glińskim, gdy szef PiS przekonywał socjologa do wejścia w politykę. I jaką ofertę mu złożył, poza straceńczą misją kandydowania na premiera, która – Gliński musiał o tym wiedzieć – równała się lawinie kpin.

Gliński zaryzykował wiele, gdy przyjmował tę propozycję. Jest jednym z najwybitniejszych specjalistów od społeczeństwa obywatelskiego, czołowym polskim socjologiem, byłym szefem Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. Należał do Unii Wolności, był jej kandydatem na posła w 1997 r. Do Sejmu nie wszedł, ale dostał od Pawła Piskorskiego butelkę szampana za nadspodziewanie dobry wynik. Nietypowa to biografia jak na sztandarową dziś postać PiS. Ulubiona dziedzina profesora – społeczeństwo obywatelskie – kiepsko się poza tym rymuje z tym, co od lat prezentuje partia Kaczyńskiego.

 

Gliński został przedstawiony opinii publicznej 1 października, wkrótce potem zaczęła się seria eksperckich debat z udziałem nowego bohatera PiS – o gospodarce, służbie zdrowia, rolnictwie. Gliński – merytoryczna twarz PiS – miał dowodzić, że PiS znalazło receptę na nadchodzący kryzys i tworzy alternatywę dla rządów Donalda Tuska.

Potem jednak wybuchła afera z trotylem. Po publikacji „Rzeczpospolitej” o śladach materiałów wybuchowych we wraku Tupolewa Kaczyński zareagował emocjonalnie, słowami o „niesłychanej zbrodni”. Notowania PiS błyskawicznie spadły. A prof. Gliński wówczas zniknął. Termin konstruktywnego wotum nieufności, pierwotnie zaplanowany na początek listopada, został przesunięty. Gliński zaczął bez większego rozgłosu jeździć po Polsce i budować zaplecze eksperckie i partyjne. Jak się odnalazł w partii?

Jest aktywny, ma w PiS przyjaciół i dobre relacje z prezesem. A to w zupełności wystarczy, żeby mieć też wrogów – analizuje były polityk PiS.

Uchylona furtka

Naturalnym środowiskiem Glińskiego są regularne spotkania polityków ze wspierającymi PiS intelektualistami, które organizuje w Sejmie wicemarszałek Marek Kuchciński.

Kuchciński może nawet nie zdaje sobie sprawy, ale hoduje grupę, która chce mieć wpływ na PiS – utyskuje jeden z posłów tej partii. Patrzy na Glińskiego i grupę profesorską po prostu jak na rywali w wewnętrznych grach. W tej grupie profesorskiej są socjologowie Tomasz Żukowski czy Barbara Fedyszak-Radziejowska oraz posłowie Ryszard Terlecki czy Włodzimierz Bernacki.

A w partyjnej polityce znaczenie mają nawet sprawy z pozoru błahe. Na jednym ze spotkań u Kuchcińskiego prof. Gliński skrytykował – nie jakoś fundamentalnie zresztą – politykę medialną obecnego na spotkaniu Adama Hofmana, rzecznika partii. Hofman się bronił. Ktoś uznał tę krótką wymianę zdań za wystarczająco interesującą, by puścić ją w obieg jako świadectwo napięcia między Hofmanem a Glińskim.

Gliński, chcąc nie chcąc, już wszedł w bieżącą politykę, choć w sumie to nic nowego. – Profesor w polityce? Szlak przetarł prof. Geremek, ale było też wielu innych profesorów polityków, wicemarszałkiem Senatu był wybitny socjolog prof. Marek Ziółkowski – przypomina socjolog prof. Paweł Śpiewak, w latach 2005–07 poseł PO. Ale na profesora w polityce czyhają też pułapki. – Podstawową wadą inteligenta jest nadmierna skłonność do teoretyzowania. Polityka to arena szybkiej decyzji, rasowy polityk działa tam, gdzie profesor widzi za dużo „za” i „przeciw”, zbyt wiele „ale” – zaznacza Śpiewak. 

Czy PiS zaproponowało Glińskiemu kandydowanie na prezydenta? – W jednej z rozmów z kierownictwem PiS wyczułem taki ton, ale nie chciałem o tym rozmawiać. Dziś to political fiction. Działam dopiero od 14 tygodni, szykuję się do wotum nieufności, potem zdecyduję, co dalej – odpowiada Gliński.

Nie jest to tak zdecydowane dementi, jak w sprawie eurowyborów, gdy prof. Gliński po prostu powiedział, że nie będzie kandydował. Furtka pozostała uchylona.

Polityka 04.2013 (2892) z dnia 22.01.2013; Polityka; s. 12
Oryginalny tytuł tekstu: "Prezydent Gliński"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Czy wiesz, skąd pochodzi to, co nosisz?

Firmy odzieżowe (i nie tylko) lubią zapewniać, że są społecznie odpowiedzialne. Pora im powiedzieć: sprawdzam. Zwłaszcza w czasach pandemii.

Jędrzej Dudkiewicz
28.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną