Przegrana Gołoty z Saletą. Sensacja?

Wojna na wyniszczenie
Dwaj starsi panowie dali pokaz całkiem niezłego boksu. Ale zadowolony może być tylko Przemysław Saleta. Legenda Andrzeja Gołoty znów ucierpiała.

To była walka w amerykańskim stylu: dużo wymian ciosów, obrona na dalszym planie, a zamierzona taktyka wyraźnie ustąpiła miejsca emocjom. Taki obrót spraw nie jest zresztą zaskoczeniem, bo główni bohaterowie wieczoru za sobą nie przepadają i wbrew zdrowemu rozsądkowi wciągali się nawzajem w wojnę na wyniszczenie. To, że Gołota w niej poległ jest sporą sensacją. Akurat kondycyjnie zawsze był do walk dobrze przygotowany, a tym razem po prostu padł ze zmęczenia.

Dla Przemysława Salety to ładne zakończenie sportowej drogi. Były mistrz świata w kickboxingu jako pięściarz świata nie podbił, w pewnym momencie swojej kariery stał się bardziej celebrytą niż poważnym sportowcem, do starcia z Gołotą stanął trochę przymuszony okolicznościami, bo choć zarobił w ringu niemało, to zawsze żył z gestem. Fachowcy nie dawali mu przed tą walką większych szans, więc zwycięstwo, i to na dodatek przed czasem, to dla niego duża rzecz.

Przyszłość Gołoty jest zagadką. Ludzie mu bliscy naciskają, by dał sobie z boksem spokój, ale on jakoś nie potrafi się rozstać ani z ringiem, ani z atmosferą treningowej sali. Nigdy nie pogodził się z tym, jak potoczyła się jego kariera. Przed samym sobą zawsze potrafił znaleźć usprawiedliwienie: a to rywal walczył nieczysto, a to sędziowie go skrzywdzili (co zresztą jest prawdą, bo stronnicze sędziowanie pozbawiło go tytułu zawodowego mistrza świata co najmniej raz), a to przeszkodziła kontuzja.

Przyjmując propozycję walki z Saletą potwierdził, że wciąż żyje złudzeniami. Na pewno nie skusiły go pieniądze, bo w przeciwieństwie do wielu bokserskich mistrzów Endrju milionów zarobionych w ringu nie przehulał. Ze sportowego punktu widzenia niewiele mógł na tej walce zyskać – Saleta to jednak pięściarska druga liga, więc nawet pokonując go Gołota nie dostałby odpowiedzi na pytanie czy jest gotów walczyć w przyszłości o pas. Ale on zawsze był zagadką, więc szukając odpowiedzi na motywy jego decyzji, można tylko gdybać.

Polski benefis więc mu się nie udał. I znów ucierpiała legenda Endrju, trochę wbrew logice trzymająca się nad Wisłą mocno, czego dowodem wyraźne i jednoznaczne poparcie widzów na trybunach. Teraz wszyscy radzą, by przestał rozmieniać się na drobne, ale doświadczenie podpowiada, że jeśli w przyszłości znów pojawi się temat powrotu Gołoty do ringu, to większość komentatorów zamiast puknąć się w czoło, przyklaśnie. Pewna nadzieja w żonie Endrju, Marioli, która niedawno przejęła od promotorów prowadzenie jego sportowych interesów. Jej kobiecy rozsądek wyraźnie podpowiada, że Andrzej musi odnaleźć dla siebie życie po życiu.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną