Kraj

Gabinet głębokich cieni

Wszyscy ludzie Glińskiego, czyli kto jest kim w „rządzie technicznym”

Prof. Piotr Gliński, szef para-rządu PiS. Prof. Piotr Gliński, szef para-rządu PiS. Robert Gardziński/Fotorzepa / Forum
Misja premiera technicznego i jego ministrów-cieni, jak wszystko wskazuje, dobiega właśnie końca. Pozostaje pytanie, po co komu to było i co z gabinetem Glińskiego PiS zrobi dalej.

Jak nie abdykacja papieża, to meteor w Czelabińsku – Internet drwi z lansowanego przez PiS projektu rządu technicznego prof. Piotra Glińskiego. Nie dość, że Donald Tusk częściowo rozbroił szykowaną od tygodni medialną ofensywę pisowskiej „Alternatywy”, występując z nadzwyczajnym orędziem dzień przed zapowiadanym złożeniem przez partię Kaczyńskiego wniosku o wotum nieufności, to jeszcze Benedykt XVI ogłosił swoją decyzję o rezygnacji akurat w dniu, który niemal w całości miał być zagospodarowany w mediach przez temat rządu technicznego Glińskiego. Na domiar złego kilka dni później, kiedy PiS szykował debatę o rodzinie, w Rosji spadł deszcz meteorytów. Zbieg okoliczności sprawił, że inicjatywa, która sama w sobie w niektórych środowiskach uchodzi za mało poważną, stała się jeszcze bardziej kuriozalną.

Najdziwniejsze jest to, że Glińskiemu udało się do tej marketingowej akcji partii Kaczyńskiego zaangażować ponad dwudziestoosobową ekipę ekspertów – ludzi ze świata nauki, kultury, finansów. Kim są i czemu zdecydowali się poprzeć swoim autorytetem czysto polityczny projekt?

Gliński jak Wałęsa

Prezentując pod koniec lutego swój zespół prof. Gliński podkreślał, że „to ludzie kompetentni i odważni, którzy są gotowi wziąć odpowiedzialność za Polskę”. Wstrzymał się z typowaniem ich na ministrów, ponieważ – jak zaznaczył – nie miał jeszcze nawet okazji mówić o swojej misji z trybuny sejmowej. Nie można jednak było oprzeć się wrażeniu, że pisowscy spece od marketingu natrudzili się, aby konferencja prof. Glińskiego entouragem do złudzenia przypominała posiedzenie rządu. Tyle że to tylko taki rząd malowany, bo politycy PiS nawet nie ukrywają, że docelowo premierem ponownie ma zostać Jarosław Kaczyński. Gliński ma zdobyć dla partii przychylność wyborców rozczarowanych rządami Tuska, ale jednocześnie wciąż sceptycznych wobec Kaczyńskiego. Sam profesor zdaje się tym nie przejmować: – Nic nie tracę. Uważam, że robię coś wartościowego. Zmieniam styl polskiej polityki. A jak to będzie wykorzystane, to się okaże. Pytany, czy nie boi się, że Kaczyński traktuje go instrumentalnie, zaprzecza: – Co mam do stracenia? Jak Wałęsa powtarzam, że boję się tylko Boga i żony.

Również eksperci z zespołu Glińskiego starają się dystansować od politycznej gry i przekonują, że zaangażowali się w projekt profesora, gdyż czują potrzebę zmiany, w nim widzą alternatywę dla niesprawnie zarządzanego, słabego państwa. – Motywacją była chęć zrobienia czegoś sensownego. To okazja, aby w dziedzinie, na której się znam, sformułować plan na przyszłość ­– mówi Anna Streżyńska, była prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, mianowana na ten urząd przez rząd PiS. – To, co profesor nam proponuje, to nie jest jakaś chwilowa aktywność. Oczywiście można mieć wrażenie, że jest nakręcana polityczne, ale my z profesorem spotykamy się od wielu miesięcy i to, co nas ujęło w jego propozycji, to plan obliczony na długofalowe działanie, niezależne od sukcesu politycznego lub jego braku. Czujemy się ekspertami, a nie członkami gabinetu cieni czy rządu. Do takich decyzji daleko. Także politycznie.

Streżyńska, choć podkreśla, że plan, który przygotowuje zespół Glińskiego mógłby być wykorzystywany przez różne rządy, nie ukrywa krytycznego stosunku do obecnego: – Ekipa, która jest przy władzy, nie zawsze korzysta z doświadczenia i wiedzy osób, które są w naszym gronie. Ze mnie przecież zrezygnowała w sposób dość ostentacyjny. Nazywana „żelazną damą” polskiego sektora telekomunikacyjnego Streżyńska po zakończeniu kadencji w maju 2011 r. jeszcze przez osiem miesięcy pełniła obowiązki prezesa UKE, potem jej podziękowano. Jak spekulowano, powodem miał być konflikt z rządem na tle umowy ACTA. – Nie ukrywam, że do ekipy PiS mam duży szacunek i zaufanie. Mimo że mnie nie znali, zaprosili mnie do współpracy w 2005 r.. To dzięki nim była ta diametralna zmiana na rynku telekomunikacyjnym – umożliwili wprowadzenie obniżek cenowych i zwiększenie penetracji usługowej. Natomiast teraz mamy do czynienia z polityką odwrotu od tych zdobyczy regulacyjnych – mówi Streżyńska i dodaje: – Nie mam zamiaru się wstydzić współpracy z PiS.

Don Kichot

Bardziej krytyczny w ocenie polityki Prawa i Sprawiedliwości jest inny ekspert zespołu Glińskiego – podobnie jak on socjolog (kandydat na premiera był kiedyś jego studentem) –  prof. Antoni Kamiński, kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Studiów Strategicznych w ISP PAN, były prezes Transparency International Polska: – Nie jestem entuzjastą PiS, w wielu sprawach moje poglądy różnią się od poglądów prezentowanych przez tę partię. Gdy prof. Gliński zwrócił się do mnie ze swoją propozycją, uznałem, że to dobry pomysł, aby mu pomóc wprowadzić na forum publiczne tematykę związaną z funkcjonowaniem instytucji publicznych i sprawnością państwa, bo znałem jego publikacje i sposób myślenia. Kamiński podkreśla jednak, że choć zdaje sobie sprawę, że jego działalność zatrąca o politykę, nie zamierza do niej wchodzić i nie szykuje się na żadne ministerstwo. – Gliński jest takim Don Kichotem, bo przecież nie należy do aparatu pisowskiego. Jest pracownikiem naukowym, poważnym, uczciwym człowiekiem. Ale projekt ten to także gra polityczna Jarosława Kaczyńskiego. I ewentualne koszty tego ponosi Gliński. Prof. Kamiński tłumaczy, że Gliński musi sobie zdawać sprawę, że premierem nie zostanie – Gdyby go o to prywatnie zapytać, pewnie odpowiedź nie byłaby specjalnie zachęcająca.   

Prof. Gliński oficjalnie jednak ripostuje: – Jest bardzo wiele rzeczy nieprzewidywalnych i dziwnych w polityce. Nie byłbym przekonany, że to wszystko już takie zaklepane, zabetonowane. Wtóruje mu rzecznik zespołu Maciej Świrski, przedsiębiorca zajmujący się projektami internetowymi, w latach 2006-09 członek zarządu PAP, bloger Salonu24. Podkreśla, że to nie gabinet cieni czy rząd a zespół ekspertów – To nie znaczy, że członkowie tego gremium będą ministrami. „Rząd techniczny” to medialne uproszczenie. Zżyma się na pytanie, czy to nie oznacza, że również prof. Gliński nie będzie premierem: – To poważny projekt polityczny.

I tu pojawia się mały rozdźwięk, bo sam Gliński nie chce, by jego ekipa była mocno kojarzona z polityką: – Jednym z kryterium doboru ludzi do mojego zespołu oprócz fachowości, deklarowania państwowej postawy, niezależności intelektualnej i instytucjonalnej oraz gotowości do sygnowania nazwiskiem tej inicjatywy, był brak bezpośredniego zaangażowania w politykę. Osoby, które mają jakieś doświadczenie w polityce, mi nie przeszkadzają, ale jeśli ma to być rząd techniczny i apolityczny, to nie mogli to być posłowie, czy ludzie bezpośrednio doradzający PiS lub z tą partią kojarzeni, jak np. Zdzisław Krasnodębski czy Andrzej Zybertowicz.

Tyle, że w zespole prof. Glińskiego znaleźli się m.in. historyk dr Dariusz Piotr Kucharski, który w 2009 r. z list PiS startował do europarlamentu, w 2011 r. – do Sejmu, był też członkiem honorowego komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich; prof. Andrzej Waśko – literaturoznawca i polonista, za rządów PiS wiceminister w MEN, od 2008 r. członek PiS, który z list tej partii w 2011 r. ubiegał się o mandat poselski; prof. Wojciech Rypniewski – chemik, który w 2011 r. z list PiS startował do Senatu; Paweł Soloch – za rządów PiS podsekretarz stanu w MSWiA, w 2008 r. doradca w BBN.

Sfrustrowani

Gliński przyznaje, że byli ludzie, którzy odmówili udziału w jego zespole, bo nie odpowiadało im, że za tą inicjatywą stoi PiS. Ale nawet w gronie zwerbowanych ekspertów znaleźli się ludzie, którzy nie są tak jednoznacznie antyplatformerscy jak choćby prof. Krzysztof Rybiński – ekonomista, twierdzący, że Tusk jest gorszy niż Gierek, który ostatnio zasłynął propozycją stypendium demograficznego (1 tys. zł/miesięcznie na każde dziecko) – i nie zamykają się na współpracę z innymi środowiskami politycznymi. Gen. Roman Polko podkreśla: – Nie widzę problemu, żeby moim doświadczeniem dzielić się z innymi środowiskami, podjąłbym się takiej współpracy, tak jak chętnie pracowałem dla prezydenta Komorowskiego, który powołał mnie do Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego. Również dr Leszek Buller, socjolog z UKSW, były pracownik UOP, zaznacza, że: – Gdyby ktoś z obecnie rządzącej ekipy chciał skorzystać z mojej wiedzy dla dobra służb podległych MSW, byłbym otwarty na współdziałanie. Na nasz zespół trzeba spojrzeć, jak na pewną alternatywę, ale i potencjał, który w każdej chwili może być wykorzystany. Podkreśla to także prawnik prof. Piotr Pogonowski: – To propozycja działalności eksperckiej skierowana do wszystkich zainteresowanych, także obecnego gabinetu, który może korzystać z naszych pomysłów. Jak zaznacza – Każdy z nas ma świadomość rezultatu głosowania nad wotum nieufności dla Tuska.

Projekt Gliński, poza wszystkim, ujawnia być może pewne zjawisko: jest wielu ekspertów, profesorów, którzy odczuwają frustrację, że państwo nie korzysta z ich dorobku, specjalistycznych zainteresowań. To może być jakaś wskazówka dla obecnego rządu.

Kwiatki u kożucha

Nic jednak nie zmienia faktu, że Gliński, były przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, zgodził się firmować swoim nazwiskiem projekt, w który od samego początku wpisany był fałsz. Jeśli miałaby to być poważna ponadpartyjna inicjatywa z szansą na poparcie pozapisowskiej opozycji, tak kandydat na premiera rządu technicznego, jak i jego członkowie, powinni być uzgodnieni z pozostałymi partiami. A przecież wiadomo, że Jarosław Kaczyński nie będzie układał się z Palikotem. A i z Millerem pewnie byłoby mu trudno.

Mimo niechęci do obecnej ekipy rządzącej, mało prawdopodobne, aby RP lub SLD zagłosowały za wotum nieufności dla Donalda Tuska. Nawet Solidarna Polska nie poprze tego wniosku. Tadeusz Cymański, swego czasu przedstawiany przez ziobrystów jako „kandydat na premiera”, dopatruje się w tym sprytnej zagrywki ze strony Jarosława Kaczyńskiego: – Ta inicjatywa ma cechy szantażu i nieuprawnionej presji: kto nie poprze pana profesora, ten jest wróg Polski i przyjaciel Tuska. Joachim Brudziński z PiS, mówiący o tym, że jeżeli pozostałe partie opozycyjne nie poprą wniosku o wotum nieufności wobec Tuska, będzie to oznaczać, że są „kwiatkami u kożucha Platformy”, tylko to potwierdza. Mimo tego szantażu, Cymański nie daje szans „rządowi Glińskiego”: – Powodzenie tego pomysłu graniczy z cudem, to wynika z arytmetyki oraz sposobu prowadzenia tej sprawy przez architektów tego projektu.

Ale może nie o samo powodzenie chodzi, a o to, by – jak mówi dr Jarosław Flis, socjolog z UJ – gonić króliczka. W PiS panuje przekonanie, że lansowanie „ponadpartyjnego” rządu Glińskiego przyniosło odbicie w sondażach, jednak jak zauważa dr Flis: – Bez problemów Platformy, tego typu posuniecie mogłoby nie przynieść takiego efektu. Te rzeczy się sumują. Ta inicjatywa wydaje się kuriozalna i śmieszna, dla tych którzy i tak by nie zagłosowali za PiS. Jednak dla tych, którzy mają problemy, są niezadowoleni z rządu – a tych niewątpliwie przybywa – to pokazanie, że jest się gotowym, dostrzega się, że ludziom jest ciężko i ma się alternatywę. To racjonalna strategia polityczna, na której można zyskać. PO jak była w opozycji też zgłaszała wnioski o wotum nieufności, choć wiedziała, że zostaną odrzucone.

Zresztą, odwołanie rządu Tuska dla samego Kaczyńskiego byłoby kłopotem, bo znów byłby zakładnikiem własnych obietnic i przynajmniej przez kilka miesięcy musiałby działać zza pleców kolejnego malowanego premiera, który mógłby próbować wybić się na niezależność.

Prezydent techniczny

 „Projekt: Gliński” nie jest też propozycją kierowaną do żelaznego elektoratu PiS, bo tam panuje silny kult wodza, którym jest Jarosław Kaczyński. Ale – jak zaznacza Flis – Żelazny elektorat cieszy się z porażki drugiej strony i legitymizuje każde działanie, które może przynieść zwycięstwo. A przesuwanie się w kierunku centrum daje tę szansę. Ci wyborcy PiS widzą w tym projekcie mruganie okiem – mówi Flis – podobnie zresztą jak elektorat PO, który ma pianę na ustach na widok Kaczyńskiego, widział je, gdy Tusk ogłaszał politykę miłości. – W polityce gra się na dwie ręce. Jedna ręka wyciągnięta do przodu na zgodę – dla wyborców umiarkowanych, którzy takie gesty doceniają. A za plecami druga ręka, zaciśnięta w pięść – dla twardych popleczników, żeby wiedzieli, że podziela się ich pogląd, że przeciwnika trzeba po prostu pokonać. Radykalni zwolennicy będą tak długo dawać na to przyzwolenie, jak będą myśleć, że tego typu gesty merytoryczne są zwyczajnie sposobem na pokonanie przeciwnika – dodaje socjolog. Flis widzi w tym długofalową strategię. Również prof. Gliński podkreśla, że w razie niepowodzenia wniosku o wotum nieufności, jego zespół będzie działał dalej – Dopiero co zaczęliśmy, trudno od razu kończyć.

Może powstanie projekt „prezydenta technicznego”. Chyba, że Jarosław Kaczyński niczym Stanisław Anioł w „Alternatywach” uzna, że Gliński zrobił swoje…

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną