Kraj

Polacy według Bońka

Reprezentacja Polski nie dla Polaków?

„Nikt nie jest Polakiem, jak nie mówi po polsku” – stwierdził w TVN 24 (trochę nie po polsku) Zbigniew Boniek, odnosząc się do tego, czy w piłkarskiej reprezentacji Polski powinni grać zawodnicy, którzy nie władają mową Słowackiego i Mickiewicza.

Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej powiedział jeszcze Bogdanowi Rymanowskiemu, że nie ma możliwości, by w reprezentacji zagrał piłkarz, który nie mówi w naszym języku. Nie ukrywam, że idol mojej wczesnej młodości wprowadził mnie w poważną konfuzję. Nie podejrzewałbym, że Boniek, człowiek, który zjechał pół świata, grał z piłkarzami różnych narodowości i mieszka we Włoszech, sięgnie po retorykę godną skrajnego endeka, wpisującą się w zawołanie „Polska dla Polaków”.

Bo co znaczy wypowiedź prezesa Bońka? Otóż wynika z niej, że Polakiem jest tylko ten, kto włada językiem polskim, a ten, kto posiada polskie obywatelstwo, już nie. Idąc tym tokiem rozumowania, polskie paszporty można by powyrzucać do kosza, a zamiast nich wydawać zaświadczenia o znajomości polskiego. Tylko że – myśląc jak Boniek – szybko znajdujemy się w ślepym zaułku. Bo za Polaków trzeba byłoby uznać także tych, którzy mówią po polsku, ale nie czują się Polakami. Czyli według Bońka moglibyśmy zbudować reprezentację z obcokrajowców grających w naszej lidze (wielu z nich nasz język opanowało bardzo dobrze), ale już nie z Polaków wychowanych za granicą. Choćby grali w samych Realach, Barcelonach, Manchesterach czy Juventusach. 

Ciekawy jestem, czy Boniek konsultował swoje stanowisko z selekcjonerem Fornalikiem i związkowymi prawnikami. Bo jego wypowiedź na kilometr pachnie dyskryminacją. A jako obywatel polski prezes PZPN powinien wiedzieć, że każda dyskryminacja jest w Polsce zakazana, a wiele z jej przejawów jest karanych.

Można by stwierdzić, że Zbigniew Boniek o tym wszystkim wie, tylko z racji wczesnej pory (program „Jeden na jeden” jest emitowany o  godz. 7.30), nie do końca wiedział, co mówi. Można by, gdyby nie to, że w przypadku prezesa mamy do czynienia z recydywą, bo podobne słowa wypowiedział już w listopadzie ubiegłego roku, po meczu Polska – Urugwaj. Wtedy zrobił to po raz pierwszy, więc słowny faul skryła zasłona milczenia. Ale teraz ktoś powinien wysunąć spod niej nogę i kopnąć prezesa w kostkę. Niestety, należy mu się.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną