Kraj

Paradowska i Baczyński o partyjnych pieniądzach

Janina Paradowska i Jerzy Baczyński. Janina Paradowska i Jerzy Baczyński. Leszek Zych / Polityka
Próbowałem się wczoraj zbulwersować tą publikacją, ale marnie mi to szło, bo im bardziej zaglądałem w to zestawienie, tym mniej tam widziałem – mówił w TOK FM Jerzy Baczyński o publikacji „Gazety Wyborczej” na temat finansów PO i PiS.

- Jedyne co budziło, nie tyle oburzenie, ile gorzki uśmiech, to pieniądze dla Radia Wnet prezesa Stowarzyszenia Dziennikarz Polskich [Krzysztofa Skowrońskiego; dostał od PiS 140 tys. zł. – red.], który bardzo często się unosi oburzeniami moralnymi. Zwłaszcza w momentach, kiedy przyznają kolejne „Hienę Miesiąca” za publikacje wymierzone w PiS lub środowiska zaprzyjaźnione z prezesem – mówił redaktor naczelny POLITYKI w Poranku Radia TOK FM. - To jest dość żenujące, z tym że ten kabaret już tak długo trwa, że poza kolejną demonstracją hipokryzji, niewiele mnie dziwi czy oburza. Mleczko się wylało, ale to nie pierwsza plama na tym stole.

- Żal mi tylko, że tak mało jest tam profesury, która wykonuje jakieś zlecenia konsultingowe dla partii politycznych, bo przydało by się tego więcej – dodał Jerzy Baczyński, komentując obecność prof. Radosława Markowskiego w zestawieniu wykonanym przez „Gazetę Wyborczą”.

- Wczoraj zapanowała histeria – stwierdziła z kolei Janina Paradowska, prowadząca czwartkowy Poranek. - Dokonywano egzekucji na prof. Radosławie Markowskim, że dla PO przedstawiał swoje opracowania. Markowski jest wybitnym specjalistą od okręgów jednomandatowych, które są wciąż idiotycznym pomysłem PO. I to, że ta partia go o to pyta, to jeszcze nie powód, żeby go ścigać - stwierdziła publicystka POLITYKI.

- To, że są dziennikarze związani bardzo ściśle z tą opcją, że są dofinansowywani, mnie nie dziwi. Sprawa jest znana od lat. Ale nie muszą oni pełnić funkcji prezesów stowarzyszeń dziennikarskich - podkreśliła Paradowska. Dziennikarka z dystansem podeszła również do informacji o partyjnych wydatkach na pensje (PiS – 6,6 mln zł., PO – 7 mln zł.), twierdząc, że zasady wynagradzania partyjnych kadr są niejasne. - Nie mogę się oburzać na coś, o czym nie mam zielonego pojęcia – zaznaczyła.

Środowa „Gazeta Wyborcza” napisała, że największe polskie partie – PiS i PO – wydają miliony złotych na pensje swych pracowników, PR, reklamę oraz usługi świadczone przez profesorów, a także byłych i czynnych zawodowo dziennikarzy.

O sprawie partyjnych pieniędzy czytaj więcej na stronie Radia TOK FM

Posłuchaj porannej dyskusji publicystów w TOK FM

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

O co chodzi Lewicy

Opinie, kto, poza Jarosławem Kaczyńskim, wygrał na głosowaniu w sprawie europejskich pieniędzy, są podzielone. Ale pewne jest, że opozycja jako całość mocno oddaliła się od perspektywy zwycięstwa nad Zjednoczoną Prawicą.

Rafał Kalukin
14.05.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną