Gliński na prezydenta. Na razie Warszawy

"Projekt Gliński" c.d.
Jarosław Kaczyński zmienił cele polityczne Piotrowi Glińskiemu. Profesor nie jest już kandydatem na premiera, lecz na prezydenta (najpierw Warszawy, potem Polski), co jest ruchem ze wszech miar zrozumiałym. Szef PiS załatwia w ten sposób kilka spraw.

Po pierwsze, przywraca ład w głowach wyborców PiS. Kandydatem na premiera, najważniejsze stanowisko w Polsce i jedyne dające realną władzę, jest – i zawsze był – Jarosław Kaczyński. Byłoby niedobrze, gdyby fraza „premier Gliński” zakotwiczyła na dłużej.

Po drugie, dostarcza temat mediom. Trwa sezon ogórkowy, w PiS niewiele się dzieje, a prof. Gliński jako temat się sprawdza. Nie jest jeszcze zgrany medialnie, dobrze wypada w telewizji, nie przynosi wstydu partii, co zdarza się niektórym innym profesorom.

Po trzecie, jeśli Gliński rzeczywiście ma odegrać rolę w wyborach prezydenckich, musi budować swoją rozpoznawalność. W marcu (CBOS) ufało mu 10 proc. Polaków, 12 proc. nie ufało, a ponad połowa badanych nie wiedziała, kim jest. Dlatego PiS musi od czasu do czasu przypominać o jego istnieniu.

Po czwarte, Gliński współgra z obecnym przekazem partii, PiS w wersji light, nieepatującym Smoleńskiem, walczącym o wyborców centrowych. Profesor z epizodem w Unii Wolności w życiorysie, którego nie da się przyłapać na bodaj ani jednej agresywnej wypowiedzi, znakomicie sprawdza się jako twarz (złośliwi powiedzieliby – maska) takiego PiS.

Po piąte, wybory prezydenckie odbędą się przed parlamentarnymi. Bronisław Komorowski jest na razie uodporniony na kryzys PO, a ufa mu i dobrze ocenia jego pracę mniej więcej połowa wyborców PiS. Dla Jarosława Kaczyńskiego to bardzo niewygodna sytuacja, stąd już teraz wysyła sygnał, że jego partia nie zapomniała o tych wyborach i wystawi kandydata.

Po szóste wreszcie, dla Kaczyńskiego wybory prezydenckie są kłopotliwe. Sam nie chce startować – problemem byłaby zarówno porażka, jak i zwycięstwo (bo musiałby oddać władzę w partii). A innych kandydatów PiS raczej nie ma – drugim najbardziej rozpoznawalnym politykiem jest Antoni Macierewicz. Nie mówiąc o tym, że partyjny kandydat wzbudziłby w partii wielkie emocje, których Kaczyński wolałby uniknąć.

Jedynym poważniejszym problemem, który powoduje prof. Gliński jest to, że nie bardzo się nadaje na idola prawicy. Nie jest i nigdy nie będzie politykiem wiecowym; widziałem go w Wołominie na spotkaniu z aktywem PiS i działacze reagowali na niego bez specjalnego entuzjazmu. Z szacunkiem, ale na dystans.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj