Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Ubojnicy

Ubój po chrześcijańsku

„Tnie się szeroko, zostawia się krówkę do wykrwawienia i jest po krzyku”. „Tnie się szeroko, zostawia się krówkę do wykrwawienia i jest po krzyku”. Yannick Tylle / Corbis
Krówki idą spokojnie. Najgorzej z cielakami, bo płaczą…

Czwartek w nocy, ruch pod bramą zakładów mięsnych ciągły – z jednej strony kolejka traktorów z przyczepami, rolnicy odstawiają trzodę do bicia; z drugiej strony firmowe ciężarówki zakładów jadą z towarem dla sklepów. Tu wchodzi kwik, tam wyjeżdża cicha paczka z kodem kreskowym, a pośrodku ubojnia i rozbieralnia – czyli Maciek, Radek i inne chłopaki – jak jakiś smok, który połyka żywe, a pluje gotowym.
– Smok tu żre, tam sra – śmieją się wieczorem w pizzerii Wenecja.
Piątek po południu, wyspani po nocce, ubrani w eleganckie koszule, nażelowani – zwykłe, ciężko pracujące chłopaki przed trzydziestką zaczynają weekend. Nad pizzą wspominają – najbardziej tę wielką maciorę, która, gdyby nie klatka ubojowa, chybaby Maćka i Radka rozwaliła z wściekłości. Nie można powiedzieć przy nich rzeźnik – tylko ubojnik. Ale ubojnik może spokojnie mówić, że rżnie albo jedzie bydło – czyli ubija. Mówi się też świnka, krówka, byczek. Maciora aż cała się pokryła pianą, zanim ją pojechali i podwiesili pod sufitem do wykrwawienia.
– I skąd toto wie, że idzie pod nóż? – kręci głową Radek. – Takie mądre?

Cały reportaż Marcina Kołodziejczyka mogą Państwo przeczytać w aktualnym numerze POLITYKI – dostępnym w kioskach, na iPadzie, Kindlu i w Polityce Cyfrowej.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Terapia integracji sensorycznej: zaglądamy za kulisy. Dorośli płacą krocie na zajęcia dla dzieci

Na terapię integracji sensorycznej Polacy wydają rocznie kilkaset milionów złotych z prywatnych kieszeni i z publicznych środków. Sprawdzamy, czy warto, i zaglądamy za kulisy branży.

Joanna Cieśla
29.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną