Krasowski o Lechu Wałęsie - część III tryptyku

Król lew
Wałęsa nie był przywódcą, który ze wzrokiem wbitym w chmurne niebo myśli o przyszłości ojczyzny. To nie ten przypadek. On patrząc w niebo, myślał, czy jutro będzie pogoda na ryby. A co myślał o Polsce? Król z chłopa nie widzi zbyt szeroko, ale potrafi podjąć trafne decyzje. Bo widzi grunt pod nogami.
Dla Wałęsy demokracja była narzędziem codziennej pracy. On przed demokracją nie klękał, on jej używał.
Alessandro Bianchi/Reuters/Forum

Dla Wałęsy demokracja była narzędziem codziennej pracy. On przed demokracją nie klękał, on jej używał.

Prezydent Lech Wałęsa z księżną Anną, Londyn, 1991 r.
Peter Brooker/Rex Features/EAST NEWS

Prezydent Lech Wałęsa z księżną Anną, Londyn, 1991 r.

Robert Krasowski, publicysta i wydawca. Założyciel i były redaktor naczelny gazety „Dziennik Polska – Europa – Świat”. Obecnie współwłaściciel Wydawnictwa Czerwone i Czarne.
Leszek Zych/Polityka

Robert Krasowski, publicysta i wydawca. Założyciel i były redaktor naczelny gazety „Dziennik Polska – Europa – Świat”. Obecnie współwłaściciel Wydawnictwa Czerwone i Czarne.

I

Dzieje prezydentury Wałęsy znamy z opisu jej wrogów. I to wrogów, którzy wojnę z Wałęsą przegrali. To zresztą osobliwość polskiej historii. Najczęściej piszą ją przegrani, aby wybielić własne błędy. Dawniej z tej perspektywy opisywano historię kolejnych powstań, teraz dzieje najnowsze.

Prezydenturę Wałęsy poznaliśmy z relacji Michnika, Mazowieckiego, Olszewskiego, Kaczyńskiego, Macierewicza. Zanim te relacje zaczniemy prostować, warto spojrzeć na ich autorów. Na ówczesną solidarnościową scenę. Bo jest to obraz niezwykły. Na wymarzony sukces, na wolność, obóz solidarnościowy zareagował wybuchem anarchii. Niebywałej. Rozpadł się na kilkadziesiąt partii toczących ze sobą zażarte walki. Gdyby choć te partie były sprawne i spójne, ale one również kipiały od wewnętrznych konfliktów.

Mówiono, że chodzi o programy. Nie chodziło. Gdyby ważny był program, wystarczyłaby jedna chadecka partia zamiast siedmiu, jedna liberalna zamiast trzech. Po prostu ci ludzie byli niezdolni do kooperacji. Lata konspiracji mocno przeorały charaktery. Dawni opozycjoniści byli podejrzliwi, niechętni kompromisom i dyscyplinie. Ale największym problemem okazały się polityczne zdolności. A raczej ich brak. Nie radzili sobie z polityczną grą. Nic dziwnego, byli bojownikami, a nie politykami. Miarą ich sprawności było to, że już po czterech latach postkomuniści wrócili do władzy.

II

Powrót postkomunistów do rządzenia był wielkim upokorzeniem opozycjonistów. Gdyby poszli do wyborów jako koalicja – do czego namawiał Wałęsa – dalej mieliby władzę. Ale byli niezdolni do kooperacji. Przegrali i winę zrzucili na Wałęsę. Każda partia miała pretensję, że jej akurat nie pomógł, nie wypromował na giganta. W ogóle dopóki Wałęsa był prezydentem, jego wskazywały jako źródło porażek. Aż wreszcie spełniło się ich marzenie i Wałęsa przegrał wybory. Obóz solidarnościowy został sam, bez ojca.

Skupił swoje siły, w 1997 r. wygrał wybory, stworzył koalicję. Wałęsa już nie przeszkadzał, więc obóz mógł w pełni rozwinąć skrzydła. I rozwinął z takim talentem, że: 1) rządząca koalicja się rozpadła, 2) Unia Wolności się podzieliła, 3) AWS się podzieliła, 4) Unia nie weszła do następnego Sejmu i straciła jakiekolwiek polityczne znaczenie, 5) Akcja również nie weszła, po czym się rozpadła. Wystarczyło kilka lat samodzielności i z solidarnościowego obozu nie zostało nic. Zdolni do życia okazali się dopiero spadkobiercy. Formacje Kaczyńskiego i Tuska. Dwie nowe partie, które sukces zawdzięczały temu, że odmówiły wejścia na pokład większości z solidarnościowej elity.

Można żyć mitami. Jednak fakty przemawiają dobitnie. Obóz solidarnościowy był środowiskiem politycznie marnym. Nawet bardzo. Nie potrafimy tego dostrzec, bo mylimy polityczny talent z obywatelskimi zasługami. W istocie, jako obywatele byli wielcy. Kiedyś poświęcili dla kraju wszystko – karierę, majątek, wolność. Nie zmienia to faktu, że wielcy obywatele okazali się potem małymi politykami.

My to wiemy dopiero dzisiaj, gdy historia się przetoczyła. Wałęsa wiedział to zawsze, bo z nimi na co dzień pracował. Warto mieć w głowie tę różnicę perspektyw. Nie po to, aby Wałęsę usprawiedliwić, ale aby go zrozumieć. A także dostrzec, że wszystkie recenzje polityki Wałęsy wyszły spod pióra tych, którzy sami na polityce niewiele się znali. Poza jednym Kaczyńskim, o którym będzie szerzej mowa.

III

Zostawszy prezydentem, Wałęsa znowu zaskoczył. I swoich wrogów, i swoich przyjaciół. Pierwszą decyzją była odmowa historycznych rozliczeń. W kampanii chętnie grał na antykomunistycznej nucie, bo była najsilniejszą emocją epoki. Jednak to nie była jego emocja. Nawet w latach 80. nie dał się wtłoczyć w banalny schemat polsko-polskiej nienawiści. Tym bardziej nie poddał mu się po upadku komunizmu. To ciekawe, że do dziś lewica nie potrafi dostrzec, że własne ocalenie zawdzięcza Wałęsie. To on byłym komunistom przyznał prawo do publicznego życia. Do pozostania w tkance państwa. I właśnie za to prawica nienawidzi Wałęsy. Za to, że otworzył komunistom drzwi do demokracji. Choć mógł je zamknąć, jak to zrobili Niemcy lub Czesi.

Zwolenników miękkiego rozwiązania było wielu. Był Mazowiecki, był Michnik, był Kuroń. Ale żadnego z nich nie sposób uznać za sprawcę. Za autora politycznej decyzji. U Mazowieckiego poniechanie czystek było rozwiązaniem chwilowym, ubocznym efektem ostrożności. U Kuronia gestem. U Michnika wezwaniem. Natomiast realną, polityczną decyzję podjął Wałęsa. Był najsilniejszym graczem epoki, szedł do wyborów z hasłem rozliczeń. Zwyciężywszy miał mandat do każdej decyzji. Mógł przeprowadzić czystki, mógł je zablokować. Wybrał to drugie.

Wybrał nie dlatego, żeby pogodzić zwaśnione połówki narodu. Inteligenckie kategorie myślenia były mu obce. Michnik chciał moralnego pojednania Polaków. Olszewski moralnego oczyszczenia Polski. Obaj mówili o poezji. Tymczasem umysł króla-chłopa pracował na politycznym poziomie. Nie zastanawiał się, co jest sprawiedliwe, lecz co jest korzystne. Przejął państwo pełne dawnych wrogów. Zwolnić ich czy zostawić? Kaczyński chciał być pragmatyczny. Mówił, żeby zwolnić, bo będą lojalni wobec dawnych szefów. Ale i ten pogląd Wałęsę rozśmieszył. Bo czemu mają pracować dla generałów, którzy przegrali, a nie dla Wałęsy, który ich pokonał?

Miał rację. Wystarczył rok i nawet serce komunistycznego państwa – armia i służby – było wobec niego w pełni lojalne. Na tyle lojalne, że gdy do władzy dojdzie SLD, jedynym szefem pozostanie Wałęsa. Unia tym ludziom chciała wybaczać. Prawica chciała ich zwalniać. A Wałęsa? Wziął ich pod but. Oto mentalność zwycięzcy.

IV

W przeciwieństwie do inteligentów, których odruchy myślowe polegają na komplikowaniu rzeczywistości, Wałęsa zawsze upraszczał opis realiów. Najlepiej do jednej, prostej tezy. W 1981 r. brzmiała ona – przeciwnik jest zbyt silny, trzeba mu ustąpić. W 1989 r. – przeciwnik osłabł, więc musi się władzą podzielić. W 1990 r. – przeciwnik jest martwy, więc zabieramy mu wszystko. Przez pierwsze miesiące prezydentury Wałęsa szukał kolejnej diagnozy. Przyglądał się Bieleckiemu, którego zrobił premierem, parlamentowi, partiom, toczonym dyskusjom. I zdefiniował problem. Wyzwania są wielkie, a władza jest słaba.

Istotą myślenia Wałęsy było to, że on tych wyzwań nawet nie próbował zrozumieć. Uważał, że od tego są fachowcy. Ekonomiści, prawnicy, dyplomaci. Jego interesowało, jak udzielić im wsparcia. Patrząc na Mazowieckiego, a potem Bieleckiego, Wałęsa widział, że rząd chce zrobić dużo, a robi mało. A zatem rząd nie jest silny, lecz słaby. I to jest pierwsze wielkie odkrycie Wałęsy. W które jego obóz nie wierzy, bo uważa, że każdy rząd z definicji jest silny.

Źródło słabości odnalazł Wałęsa w Sejmie, w partyjnej anarchii. O nią się potykały kolejne rządy. Wyjątkiem był plan Balcerowicza, który płynnie przeszedł przez parlament. Jednak kolejne reformy ugrzęzły. Sejm kontraktowy składał się w końcu z 15 klubów i ugrupowań, które robiły wszystko, aby nie zginąć w następnych wyborach. Aby rząd mógł uchwalić budżet, który nie obiecywał wszystkim wszystkiego, Wałęsa musiał jechać do Sejmu i grozić mu rozwiązaniem. Jednak tamta epoka nie potrafiła dostrzec problemu. Parlament postrzegała jako świętość. Nie dopuszczała bluźnierczej myśli, że w budowie nowego ładu Sejm nie jest już sojusznikiem, lecz stał się największym wrogiem.

Pierwszym pomysłem Wałęsy było przyznanie premierowi prawa do wydawania dekretów. Czyli do omijania parlamentu. Jednak Mazowiecki odmówił, Bielecki odmówił, partie tworzące rząd Suchockiej również. Bielecki szczerze potem przyznał, że wystraszył się pełnej odpowiedzialności. Tego, że społeczny gniew zmiecie jego formację. Obóz solidarnościowy pasjami lubił opowiadać o swoim reformatorskim heroizmie. Ale gdy dostawał szansę śmiałych działań, odmawiał.

Jesienią 1991 r. odbyły się pierwsze wolne wybory. Do Sejmu weszło 20 partii. Aby zbudować rządową większość, potrzeba było co najmniej sześciu. Wizja, aby na tak kruchych koalicjach oprzeć kolejne rządy, nie mieściła się Wałęsie w głowie. Więc zaczął forsować model prezydencki. Oburzone partie odparły, że demokracja opiera się na partiach. Kłopot w tym, że solidarnościowe wydmuszki nie były partiami. W ówczesnej Polsce partie były dwie, SLD i PSL. System parlamentarno-gabinetowy oznaczał rządy postkomunistów, czego solidarnościowi politycy długo nie potrafili zrozumieć.

V

Tuż po wyborach Wałęsa złożył kilku politykom tę samą ofertę. Zostań premierem, ale pracuj dla mnie, nie dla swojej partii. Była to oferta krótkiej przygody. Bycia zderzakiem, premierem do pierwszego wybuchu społecznego gniewu. Ale była to również oferta wielkiej przygody. Bo premier dostawał zgodę na ambitną politykę, jakiej sam – jako szef małej partii opartej na kruchej koalicji – nigdy by nie mógł prowadzić. Takie oferty dostali Geremek, Kuroń, Bielecki. Taką ofertę miał również dostać Kaczyński. Jednak wszyscy odmówili. Chcieli być na swoim. Chcieli mieć partię, do której wrócą po przygodzie z rządzeniem.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną