Zarząd krajowy PO: wynik wyborów obowiązuje

Taśmociąg
W środę przed północą zarząd krajowy Platformy zakończył wielogodzinne obrady w sprawie ujawnionych, a bulwersujących okoliczności towarzyszących niedzielnym wyborom szefa partii na Dolnym Śląsku. W których, jak wiadomo zwyciężył nieoczekiwanie Jacek Protasiewicz, wygrywając z Grzegorzem Schetyną, zdawało się - udzielnym księciem w tym regionie.

Wiadomo też, że zwycięzca był faworytem Donalda Tuska i że tak naprawdę to – jak wszyscy komentatorzy to podkreślali – chodziło w tej rozgrywce o osłabienie pierwszego wiceprzewodniczącego partii, ale też jego frakcji i wzmocnienie faktycznego jedynowładztwa przewodniczącego. Ma to być ostatecznie potwierdzone pod koniec listopada na konwencji, która zamknie cykl wewnętrznych wyborów w PO, ustali składy jej władz, przyjmie strategię i taktyki na zbliżające się wybory.

Po zakończeniu wyborów na Dolnym Śląsku do mediów dotarły nagrane taśmy, z których wynika że – jak to się mówi – kupczono głosami, że „wysłannicy” Protasiewicza przeciągali na drugą stronę dotychczasowych zwolenników Schetyny, oferując przede wszystkim załatwienie pracy w KGHM. Czyli klasyczna korupcja polityczna. Wszyscy zakładali, że taśmy te ujawnione zostały przez obóz Schetyny, dla zemsty, w celu wywołania afery, spowodowania unieważnienia odbytych wyborów, wreszcie skompromitowania tak Protasiewicza, jak i oczywiście Tuska. Jak tam było - nie dowiemy się nigdy, zwłaszcza że Schetyna dawał słowo honoru, że nic o sprawie nie wiedział, niczego nie powodował i że po prawdzie to on jest najbardziej w tym wszystkim poszkodowany.

Zarząd, jak można było się dowiedzieć w pierwszych minutach po jego zakończeniu z dość chaotycznych relacji jego niektórych członków, przyjął rozwiązanie formalne. Wybory się odbyły, więc ich wynik jest obowiązujący, wszystkie zastrzeżenia, wątpliwości, taśmy będą podlegać teraz wewnętrznej lustracji, a posłowie podsłuchiwani i podsłuchujący zostaną poddani ocenie sądu koleżeńskiego w partii. A w ogóle to są sprawy wewnętrzne, po prawdzie nie ma o czym mówić, a tak w ogóle to najważniejsze jest dobro Platformy Obywatelskiej. To mniej więcej wynikało z pierwszych impresyjnych oświadczeń wygłaszanych na schodach przez zarządowców.

Jasne, że w interesie PO jest sprawę zamknąć, wepchnąć z zewnątrz do wnętrza, a kwestię prawdziwych rozliczeń i wystawiania rachunków wrzucić na taśmociąg, on dojedzie do celu. To znaczy, że los polityczny Grzegorza Schetyny w PO jest już w istocie przesądzony, doprawdy nie do pozazdroszczenia.

Taką logikę technicznego załatwiania tej całej afery można jakoś zrozumieć, niemniej zostają wszystkie te prawdziwe problemy i pytania, jakie ona ujawniła bądź postawiła. A związane właśnie ze zjawiskiem korupcji politycznej, pokazanej w całej krasie i otwartości. I to w partii, która kiedyś próbowała się pokazać jako inna niż wszystkie inne, kierowanej przez lidera, który ponoć ma na tym polu nadzwyczajną wrażliwość. Zarząd zdaje się zajęty Schetyną nie miał czasu wymienić na ten temat poglądów ani ustalić cokolwiek.

Żegnamy zmarłego Tadeusza Mazowieckiego i nie sposób nie poddać się myśli, że żegnamy też pewne zasady i że jakoś trudno wyobrazić sobie pierwszego premiera III RP działającego w dzisiejszym świecie politykierskiej polityki.

 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj