Kraj

Towarzysz pierwszy sekretarz

Co może sekretarz w PO

Czy Andrzejowi Wyrobcowi uda się ogarnąć sytuację w partii? Czy Andrzejowi Wyrobcowi uda się ogarnąć sytuację w partii? Piotr Guzik/Fotorzepa / Forum
Andrzej Wyrobiec, sekretarz generalny Platformy, czyli partii rządzącej, to formalnie duża figura. Wielu działaczy PO chce jednak dziś zmienić albo Wyrobca, albo samą funkcję.
Od prawej: Andrzej Wyrobiec, Jacek Protasiewicz i Bogdan Zdrojewski podczas zjazdu PO w Karpaczu.Maciej Kulczyński/PAP Od prawej: Andrzej Wyrobiec, Jacek Protasiewicz i Bogdan Zdrojewski podczas zjazdu PO w Karpaczu.

Wyrobiec trzy lata temu zastąpił wszechwładnego wówczas Grzegorza Schetynę. I to był wymowny sygnał ze strony Donalda Tuska. Zmiana strategii, odwrót od podziału partyjnej władzy. Bo Andrzej Wyrobiec nie chce być politykiem sensu stricto – nigdy nie ubiegał się o miejsce w parlamencie, zaznacza, że mu na tym nie zależy. Nawet szeregowi posłowie Platformy, podwładni sekretarza, niewiele potrafią o nim powiedzieć. „Człowiek od pieniędzy” (wcześniej był skarbnikiem partii), dyskretny i sprawny organizator, „komisarz Tuska”.

To ostatnie określenie pojawiło się po niedawnych wyborach na przewodniczącego dolnośląskich struktur PO. Andrzej Wyrobiec przyjechał do Karpacza jako „obserwator”, ale przed ponownym głosowaniem zabrał głos, co transmitowały na żywo stacje telewizyjne (wielu widzów mogło go wówczas zobaczyć po raz pierwszy). Mówił o tym, jak rozwija się region, opowiadał, jak przed prawie 30 laty przyjechał do Głogowa do swoich przyszłych teściów, ale i o kampanii wyborczej „Polska w budowie”, którą dwa lata temu organizował wraz z Jackiem Protasiewiczem. Z pozoru niewiele znaczące przemówienie. Ale dla działaczy sygnał, że premier czuwa. – Możliwość pojawienia się na zjeździe regionalnym sekretarza generalnego przewiduje statut. Ale dotychczas nie byłem świadkiem tego typu wizyt – mówi prowadzący zjazd w Karpaczu poseł Jakub Szulc.

Sam Wyrobiec przyznaje, że przyjechał na Dolny Śląsk z powodu wielkiego napięcia, jakie wywoływało starcie Schetyna–Protasiewicz. – Pomyślałem, że podjadę tam, żeby ostudzić emocje. I chyba, działając na zapleczu, trochę mi się to udało – mówi. Jeżeli już, to na krótko, bo reakcje na ujawnione kilka dni później taśmy, na których zarejestrowano, jak w PO kupczy się głosami, pokazały, że poziom złych emocji w partii jest bardzo duży. – Po tym zjeździe w Platformie nie jest ani fajnie, ani sympatycznie – mówi Szulc. – Do tego zarząd wysłał jasny sygnał: jak ci okradną mieszkanie, nie idź na policję, bo cię zamkną – dodaje poseł PO, odnosząc się do decyzji, by aferą związaną z taśmami dolnośląskimi zajął się sąd koleżeński. – Atmosfera w partii jest jak po bitwie – przyznaje poseł Andrzej Halicki. – Kurz opadł. Teraz trzeba zrobić inwentaryzację i reorganizację.

Dyskretny technokrata

Kiedyś byłaby to robota właśnie dla sekretarza generalnego. Tylko czy Andrzejowi Wyrobcowi uda się ogarnąć sytuację w partii? Jeszcze kilka tygodni temu spekulowano, że Donald Tusk rozważa zmianę na funkcji sekretarza generalnego, bo obecny ma zbyt słabą pozycję i nie potrafi zdyscyplinować struktur. Jednak w sytuacji wojny podjazdowej Tusk może chcieć utrzymać go na stanowisku. – Andrzej nie ma żadnych partyjnych aspiracji. Jest typem przedsiębiorcy zaplątanego w politykę. Brak mu zresztą talentów politycznych – mówi Jarosław Gowin, od niedawna poza partią. Wyrobiec to potwierdza: – W politykę jestem zaangażowany na poziomie, który mi odpowiada. Tak oceniam swoje kompetencje. Nigdy nie kandydowałem do Sejmu, bo są od tego lepsi. Były już członek PO z Krakowa, obecnie poseł Twojego Ruchu, Łukasz Gibała mówi o Wyrobcu: – Jest rygorystycznym urzędnikiem i technokratą. Nie ma potencjału politycznego. I to jest dokładnie to, czego oczekiwał Donald Tusk. Formalnie sekretarz „koordynuje i nadzoruje działanie struktur terenowych Platformy, a w szczególności regionów” (ze statutu PO), jednak jego realna władza jest dość iluzoryczna.

 

W PO coraz głośniej słychać narzekania na jednowładztwo przewodniczącego. Bo Tusk staje się coraz bardziej nieufny, odsuwa każdego, kto może mu zagrozić, nawet jeśli to mało prawdopodobne. Coraz rzadziej zakłada przy tym białe rękawiczki. – Im więcej osób w partii myśli i pracuje, tym dla niej lepiej. Sytuacja, w której jedna osoba dźwiga na swoich barkach wszystko, niczego nie ujmując przewodniczącemu, nie jest dobra – mówi poseł Szulc.

Dlaczego sekretarz generalny nie może odciążyć premiera – przewodniczącego partii? – Bo w 2010 r. w statucie partii nastąpiła zmiana i pozycja sekretarza generalnego jest zupełnie inna niż wcześniej. To już nie jest druga osoba w partii – podkreśla Szulc. – Upadł autorytet sekretarza. Brakuje osoby, która podejmowałaby decyzje pod nieobecność premiera. Bo przecież szef rządu nie powinien na co dzień zajmować się sprawami partyjnymi – podkreśla Andrzej Halicki. – Statut teoretycznie daje sekretarzowi możliwość zarządzania partyjnymi strukturami. Trudno jednak to robić, jeżeli tylko połowicznie uczestniczy się w pracach zarządu, bo nie ma się na nim nawet prawa głosu – tłumaczy Jakub Szulc. Halicki: – Mało tego, jeden z członków zarządu, Paweł Graś, jest koordynatorem prac sekretarza generalnego i kontroluje biuro! To jest naprawdę piętrowa zależność. Część osób chciałaby tę sytuację zmienić.

To właśnie Graś miał podpowiedzieć Tuskowi kandydaturę ówczesnego skarbnika partii na funkcję sekretarza (łączy ich m.in. Chrzanów – to okręg Grasia i rodzinne miasto Wyrobca; obaj z rocznika 1964). – Tusk doskonale znał Andrzeja Wyrobca, bo ten był zastępcą Mirka Drzewieckiego, a potem przejął jego obowiązki skarbnika. Ale przez długi czas premier nie miał do niego zaufania, bo podejrzewał go o odchylenie schetynowskie – opowiada Jarosław Gowin. – Andrzej Wyrobiec na pewno nie będzie knuł spisków, to nie ten typ – mówi Bogusław Sonik, europoseł PO z Krakowa. – Tusk miał złe doświadczenia z sekretarzami generalnymi – tłumaczy Łukasz Gibała. – Pierwszym był Paweł Piskorski, który urósł w siłę i stał się dla niego zagrożeniem. Pozbył się go, a na jego miejsce wziął Grzegorza Schetynę, który miał być wiernym żołnierzem. Jak się później okazało, stał się potęgą polityczną i trzeba było go odsunąć. Tusk potem jednocześnie zdegradował tę funkcję i wziął na nią człowieka bardzo wiernego. I to zdublowane zabezpieczenie, jak wielu twierdzi, było nadmierne. W efekcie ma oddanego sobie człowieka, ale dość w partii bezradnego.

Od tego czasu w partii jest lider i menedżerowie. Jednak to premier musi stale zajmować się partią, ze szkodą dla spraw państwowych. Żeby zrozumieć tę woltę Tuska, trzeba się cofnąć o kilka lat. Jesienią 2009 r. Platformę poturbowała afera hazardowa, Schetyna stracił stanowisko wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych, rozgorzała wewnątrzpartyjna rywalizacja o wpływy. Potem był Smoleńsk; Schetyna zastąpił Bronisława Komorowskiego na funkcji marszałka Sejmu, co Tusk postanowił wykorzystać, aby pozbawić go stanowiska sekretarza generalnego. – Doszedł do wniosku, że Schetyna wykorzystał swoją funkcję do zbudowania sobie tak mocnej pozycji, że stał się dla niego alternatywą – tłumaczy Gowin. Wspomina jedną z rozmów z Wyrobcem: – Kiedy się pojawił konflikt między Tuskiem a Schetyną, Andrzej powiedział mi, że czuje się jak dziecko, którego rodzice się rozwodzą, a on stoi przed wyborem: mama czy tata. Jak widać, wybrał tatę – ten ma większe wpływy i władzę.

 

Bo choć sekretarz generalny sam nie pcha się do pierwszych szeregów, lubi być blisko tych, którzy coś znaczą. Jak sam podkreśla, przede wszystkim jako organizator. Tak było już w czasach studenckich. W latach 80. wsiąkł na tyle mocno w krakowskie życie klubowe, że zajął się organizacją koncertów studenckich, potem plenerowych, wreszcie imprez masowych, sylwestrów na Rynku i wianków nad Wisłą. – Zaraz na początku studiów poznałem Wojtka Belona, Wolną Grupę Bukowina, zrobiłem pierwszy koncert w klubie studenckim Bakałarz. I tak poszło – opowiada. – Spotkałem Jana Pietrzaka, Zespół Reprezentacyjny, gwiazdy polskiego jazzu: Andrzeja Zauchę, Jarka Śmietanę, Andrzeja Potoka… Ale sam nigdy nie grałem – dodaje. – Tak jakoś to życie estradowe mi się spodobało. Jednak zawsze byłem z tyłu sceny. W Bakałarzu poznał swoją przyszłą żonę Elżbietę. Ona sprzedawała bilety, on organizował koncert. Od 27 lat są małżeństwem. Mają dwóch synów (21 i 26 lat).

Z kultury przeszedł do biznesu i polityki. Prowadził agencję reklamową Wenecja, w której do 2011 r. wspólnikiem był lobbysta Andrzej Długosz. (Swego czasu lokalne media rozpisywały się, że w 2008 r. Wenecja zarobiła ponad 50 tys. zł na usługach piarowych świadczonych przez kilka miesięcy starostwu powiatowemu w Bochni; agencja – jak ujawnił „Super Express” – miała także zarobić na plakatowaniu kampanii Jarosława Gowina w 2011 r.). Firmą współzarządza teraz Elżbieta. Wyrobiec od kilku lat ma etat w partii. Jest też radcą krakowskiej Izby Przemysłowo-Handlowej i przewodniczącym rady nadzorczej sieci delikatesów Alma (tylko z tego tytułu otrzymał w ubiegłym roku wynagrodzenie w wysokości 134 tys. zł – raport Sedlak&Sedlak).

Szara myszka

Pytany, czy nie brakuje mu tamtego artystycznego świata, odpowiada: – Kampanie wyborcze to też taki show. Bo od 1991 r. angażuje się nie tylko w organizację koncertów, ale i kampanii. Zaczyna od Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Przechodzi przez Unię Wolności, w 2001 r. zaczyna działać na rzecz nowej politycznej siły – Platformy Obywatelskiej. – Od 2006 r. pracowałem na zapleczu administracyjno-finansowym wszystkich kampanii wyborczych Platformy. I tylko raz sam próbował swoich sił w wyborach. W 2002 r. kandydował do rady miasta Krakowa. – Mimo że miał pierwsze miejsce na liście, przegrał. To od tego czasu jest tak zniechęcony i pozbawiony politycznych ambicji – uważa Gowin.

Jak widzi siebie na tle poprzednich sekretarzy, ludzi, którzy w przeciwieństwie do niego stali w pierwszym szeregu? – Zarówno Grzegorz Schetyna, jak i Paweł Piskorski mają w sobie niewyczerpane pokłady takiej politycznej emocji i energii. Ja ich nie mam. Zresztą, zostałem najęty do robót administracyjnych. Nie jestem szarą eminencją. Co najwyżej szarą myszką.

Wyrobiec jest tylko narzędziem Tuska, utrwalającym jego władzę, wykonującym zadania, realizującym polecenia – mówi jeden z ważniejszych polityków PO, sfrustrowany obecną sytuacją w partii. Jemu podobnych nie brakuje. Chcą zmian, a okazja ku temu nadarzy się już 23 listopada, podczas konwencji PO. Szykowane są zmiany w statucie. Zespół Cezarego Grabarczyka pracuje nad tym, by wzmocnić pozycję sekretarza generalnego. – Dywersyfikacja władzy tylko posłużyłaby Platformie. Potrzebny jest silny sekretarz generalny – przekonuje Andrzej Halicki. No ale raczej nie ma na myśli Andrzeja Wyrobca. Bo sekretarz i zajęty rządzeniem lider partii powinni tworzyć tandem. Tusk jednak przesiadł się na rower jednoosobowy. Pytanie, na ile wystarczy mu siły, by pod coraz bardziej stromą górę ciągnąć w pojedynkę całą partię, łącznie z jej sekretarzem generalnym.

Polityka 46.2013 (2933) z dnia 12.11.2013; Polityka; s. 20
Oryginalny tytuł tekstu: "Towarzysz pierwszy sekretarz"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

W ciągu roku wymarło nam miasto

W pandemicznych śmierciach Polska pobiła rekordy. W ciągu roku wymarło nam małe miasto wojewódzkie.

Paweł Reszka
06.05.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną