Wspomnienie o Natalii Gorbaniewskiej

Dzielna
W Paryżu zmarła Natalia Gorbaniewska, legendarna dysydentka, poetka i tłumaczka polskiej literatury. Miała 77 lat.

Jeszcze w październiku przewodniczyła jury Środkowoeuropejskiej Nagrody Literackiej Angelus i wręczyła ją Oksanie Zabużko. Co roku, kiedy drobna pani Natalia, podtrzymywana przez prezydenta Wrocławia wchodziła na scenę, a potem wygłaszała krótką laudację – publiczność miała ściśnięte ze wzruszenia gardła. To dlatego, że w kilku słowach potrafiła ująć to, co najważniejsze. Kilka zdań pani Natalii sprawiało, że laureat czuł się podwójnie uhonorowany, bo był nagradzany przez osobę tak wielkiego formatu.

Miała wielką charyzmę i słuch literacki, ale przede wszystkim czuło się jej wielką siłę. To właśnie ona, krucha kobieta, w 1968 roku poszła na Plac Czerwony z wózkiem i trzymiesięcznym synem, żeby razem z kilkoma dosłownie osobami zaprotestować przeciwko interwencji w Czechosłowacji. Wiedziała, czym to grozi. - Nie mogłam zostawić syna, bo go karmiłam, a nie mogłam nie uczestniczyć w tej demonstracji. Kiedy śledczy mnie zapytał później, dlaczego tam przyszłam, odpowiedziałam: „Żeby mi potem nie było wstyd przed dziećmi – mówiła w wywiadzie dla POLITYKI. Ten gest powtórzyli potem młodzi ludzie, którzy wyszli na Plac Czerwony w geście solidarności z Czeczenią w 2008 roku.  – Hasło, które kiedyś wypisałam w nocy na prześcieradle – „Za waszą i naszą wolność” – nadziałam na dwa patyki i przyniosłam na plac Czerwony, ciągle jest żywe. Zawsze mówię, że to nie był odosobniony akt protestu – mówiła Gorbaniewska.

W 1968 roku została aresztowana, najpierw w więzieniu Butyrki, potem przeniesiono ją do więzienia psychiatrycznego w Kazaniu. Gorbaniewska stała się symbolem sprzeciwu, to o niej śpiewała Joan Baez piosenkę „Natalia”. Zawsze była też wielką przyjaciółką Polski. W grudniu 1980 roku, kiedy realna wydawała się interwencja radziecka w Polsce, razem z Josifem Brodskim i Tomasem Venclovą planowała stworzenie międzynarodowych brygad z pomocą dla Polski. W 2005 roku otrzymała polskie obywatelstwo. Od 1976 roku mieszkała w Paryżu, ale po 1992 roku często bywała w Rosji i w Polsce. - Ludzie znają mnie raczej jako dysydentkę i przyjaciółkę Polaków. Ale dla mnie nie ma opozycji między dysydentką i poetką – mówiła. Wiersze pisała nawet w więzieniach. Była wielokrotnie nagradzana za przekłady literatury polskiej, a w 2008 r. otrzymała tytuł doktora honoris causa lubelskiego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. W 2008 r. ukazało się dwujęzyczne wydanie jej „Wierszy wybranych 1956–2007”.

Była niezwykle żywa i energiczna, nawet w czasie ostatnich obrad tej jesieni. Od lat miała kłopoty ze słuchem, prowadziła za to ożywioną działalność w internecie. Kiedy pisałam do niej e-mail w środku nocy, odpowiedź przychodziła zazwyczaj błyskawicznie. Książki zgłoszone do nagrody czytała bardzo wnikliwie, przede wszystkim zaś potrafiła zachwycać się literaturą. I zarażać swoim zachwytem. Zawsze, nawet kiedy gorzej się czuła, biła od niej energia. Kiedy o niej teraz myślę, przychodzi mi do głowy jedno słowo - dzielność. Bardzo będzie nam jej brakowało.

[Dokąd tak lecisz, śmieszna]

- Dokąd tak lecisz, śmieszna?

Po co tak i dlaczego?

- Sama tej drogi nie znam,

nie rozumiem niczego,

nie mam nikogo,

nie znam przyjaciela wiernego,

przyjaciółki od serca

ni mego najdroższego.

Pod okrągłe okienko

wślizgują się obłoki,

czy porośnie ich stoki

choć maliny maleńko,

ogrzeje chłodne boki,

 e tam, śmieszna panienko,

zróbmy swoje dwa kroki

i „Cześć” machnijmy ręką.

przeł. Wiktor Woroszylski, w: „Moi Moskale”

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj