Ośmiotysięcznik
Zbigniew Romaszewski (1940-2014)
Adam Jagielak/Reporter

Zbigniew Romaszewski (1940-2014)

Umarł Zbigniew Romaszewski (1940–2014). Był jednym z ośmiotysięczników peerelowskiej opozycji demokratycznej. W III RP nigdy nie znaczył aż tyle, ale znaczył to samo: Prawa Człowieka. Tak było od 1967 r., kiedy zbierał podpisy w obronie wyrzuconego z uniwersytetu Adama Michnika, do końca, czyli do 13 lutego 2014 r.

W 1976 r. organizował pomoc dla represjonowanych za protest robotników Radomia. W 1977 r. współtworzył Komitet Samoobrony Społecznej KOR i stworzył Biuro Interwencji zajmujące się rejestracją nieprawości władz i wspieraniem ofiar. Potem był jednym z założycieli Komitetu Helsińskiego.

W 1979 r. jako zwykły turysta odwiedził w Moskwie Andrieja Sacharowa – guru dysydentów i pokojowego noblistę z 1975 r. W legalnej Solidarności należał do władz Mazowsza i do Komisji Krajowej, ale też przede wszystkim kierował Komisją Interwencji i Praworządności. Współtworzył nielegalne Radio Solidarność. Nie da się opisać, co czuli słuchacze, którzy kilka miesięcy po 13 grudnia m.in. dzięki Romaszewskiemu słuchali niezależnej stacji radiowej. Latem 1982 r. został aresztowany. Dwa lata spędził w więzieniu m.in. za przynależność do podziemnych władz Solidarności. Ale się nie zniechęcił. Po uwolnieniu robił to, co wcześniej.

Gdy się wspomina kolosa, powstaje pytanie, kiedy był największy. Romaszewski miał tę chwilę po 1989 r., bo nie uległ entuzjazmowi wolności i rozumiejąc, że nowy system też będzie tworzył nieprawości, wraz z żoną zbudował Biuro Interwencji w strukturze demokratycznie wybranego Senatu. Mało kto wtedy rozumiał, że demokracja nie oznacza końca walki o Prawa Człowieka, ale jej nowy etap. To sprawiło, że znalazł się obok głównego nurtu polityki. Ale nie stracił wrażliwości na krzywdę.

Jedynym, czego nigdy nie umiałem zrozumieć, była jego obecność w jednej partii obok Ziobry i Kamińskiego w czasach aresztów wydobywczych, nagonek i zaszczuwania. Żałuję, że go nie spytałem, jak mógł to wytrzymać. Bo przyczyną nie była utrata wrażliwości, skoro jeszcze na parę tygodni przed śmiercią założył Komitet Solidarności z Ukrainą. Może po prostu nie chciał być kompletnie samotnym ośmiotysięcznikiem.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną