Powrót posła z Brukseli. Wysokie odprawy i emerytury
27 polskich europosłów pożegnało się oficjalnie z Parlamentem Europejskim. Na otarcie łez dostają wysokie odprawy i prawo do solidnej emerytury.
27 z 51 polskich europosłów żegna się z Brukselą.
Parlament Europejski

27 z 51 polskich europosłów żegna się z Brukselą.

Były już europoseł Krzysztof Lisek (PO) odnotował w poniedziałek na Twitterze: „Spotkanie dla odchodzących posłów dotyczące odpraw, przyszłych emerytur i życia »po kadencji«”. Jak się okazuje – przynajmniej pod względem materialnym – odchodzenie jest dla byłych jak miękkie lądowanie. Większość z 27 europosłów, którzy żegnają się z europarlamentem, nie została ponownie wybrana, a kilku z nich, jak Sidonia Jędrzejewska i Krzysztof Lisek z PO oraz Konrad Szymański z PiS, nie startowało w wyborach.

Zgodnie ze statutem europaralemntu każdy poseł, który żegna się z Brukselą i Strasburgiem i nie przechodzi od razu do parlamentu krajowego lub na inne publiczne stanowisko, ma prawo do tzw. odprawy przejściowej. Taka wypłata przysługuje nie krócej niż przez 6 miesięcy, ale nie dłużej niż przez 2 lata. Za każdy kolejny rok pracy w europarlamencie były deputowany będzie otrzymywał równowartość miesięcznej europensji. Kto przepracował więc całą pięcioletnią kadencję, może dostać ponad 150 tys. złotych.

Im dłuższy ma staż, tym większa odprawa: za dwie kolejne kadencje – 300 tys. zł, a za trzy –450 tys. zł. Na 300 tys. zł mogą więc liczyć między innymi Adam Bielan i związani z PO Michał Kamiński i Małgorzata Handzlik. Aż 450 tys. zł odprawy może wpłynąć na konto Jacka Protasiewicza. Europejski mandat sprawował od 2004 roku, a z ostatnich wyborów wycofał się po incydencie na frankfurckim lotnisku.

Wszyscy, którzy z powodzeniem wystartują w przyszłorocznych wyborach do parlamentu krajowego albo jeszcze na jesieni dostaną się do samorządu, nie będą już mogli pobierać euroodprawy. Może to przyhamować chęci ubiegania się o mandaty w krajowych wyborach.

Wyposażenie 15 biur

Joanna Senyszyn, choć nie spodziewała się wyborczej porażki, uważa, że europosłom te odprawy zwyczajnie się należą: – Poseł traci nagle pracę, musi zakończyć wszystkie sprawy za granicą, różnego rodzaju umowy. Trzeba brać pod uwagę, że będzie miał kłopot ze znalezieniem pracy.

Dodatkowo każdy poseł dostaje przez trzy miesiące od zakończenia kadencji około 8 tys. zł na zakończenie pracy biura. Całe wyposażenie biur – w przypadku Joanny Senyszyn aż 15 oddziałów biurowych – kupione za pieniądze Parlamentu Europejskiego, również stają się własnością byłego już europosła.

Czy takie bonusy dla byłych posłów to nie przesada? Europoseł Piotr Borys, który nie kandydował w ostatnich wyborach, mówił, że jak na warunki polskie, czeskie, czy rumuńskie, odprawy te są ogromne: – Ale całkiem średnie w Europie.

Przeważają opinie, że europejskie wynagrodzenia i odprawy są adekwatne do pracy, jaką wykonują zaangażowani deputowani. Jak wielokrotnie powtarzała Róża Thun, europosłanka PO od dwóch kadencji, naprawdę pracujący europosłowie nie mają czasu na przesiadywanie w polskich mediach, bo są pochłonięci tym, co dzieje się w Brukseli czy w Strasburgu. Średnio w miesiącu poseł ma w kalendarzu: tydzień sesji plenarnych, a kolejne dwa tygodnie posiedzeń komisji i delegacji międzyparlamentarnych. Do tego dochodzą posiedzenia grupy politycznej, do której należy i w której ucierają się stanowiska. Każdy ma też co najmniej dwa biura w swoim okręgu wyborczym, w których powinien pracować przynajmniej dwa dni w miesiącu.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną