Kraj

Schetyna, schetynowcy, schetynizm

Klub Schetyny wraca do gry

Schetyna bywa ostry. Nie bez przyczyny miał ksywkę Grzegorz zniszczę cię Schetyna. Schetyna bywa ostry. Nie bez przyczyny miał ksywkę Grzegorz zniszczę cię Schetyna. Rafal Siderski/Wprost / Forum
Co takiego jest w Grzegorzu Schetynie, że nikomu nie udaje się go zatopić do końca i stoją przy nim lojalnie koledzy, ryzykując przez to polityczne kariery?
Rafał GrupińskiJerzy Dudek/Forum Rafał Grupiński
Andrzej HalickiAnna Abako/EAST NEWS Andrzej Halicki
Robert TyszkiewiczMichał Kość/Agencja Wschód/Reporter Robert Tyszkiewicz
Jarosław CharłampowiczPaweł Kozioł/Reporter Jarosław Charłampowicz

Artykuł w wersji audio

Powiedzenie „Schetyna wejdzie do rządu” było w tej kadencji swego rodzaju żartem, rzucanym przy okazji każdej informacji o zmianie któregoś z ministrów. Nic więc dziwnego, że dowcip powrócił, gdy zmieniał się cały rząd. Zapytany na wszelki wypadek o ministra Schetynę współpracownik Donalda Tuska odpisał jednym słowem – kosmos. Dziesięć dni później Ewa Kopacz przedstawiała Grzegorza Schetynę jako nowego szefa MSZ. Zastąpił Radosława Sikorskiego, który po siedmiu latach resort w warszawskiej alei Szucha wymienił na fotel marszałka Sejmu.

Sensacyjny powrót Schetyny przyćmił inne zmiany. Polityk, którego Tusk tłamsił przez całą kadencję, który miał na koniec wylądować jako kandydat do Senatu, któremu chwilę temu Jacek Protasiewicz wyciął wszystkich ludzi z list wyborczych na Dolnym Śląsku, dostał koło ratunkowe. W rządzie nie będzie osamotniony, ministrem został też jego przyjaciel Andrzej Halicki.

Grzegorz Schetyna ma doświadczenie rządowe i jest najsprawniejszym politykiem w tym gabinecie. Kilku ministrów będzie ku niemu ciążyło: poza Halickim Włodzimierz Karpiński, Maciej Grabowski, Tomasz Siemoniak, Mateusz Szczurek. Grzegorz szybko urośnie, zwłaszcza jeśli Kopacz nie będzie sobie radziła – przewiduje Janusz Palikot, który pamięta Schetynę z partyjnych gier w poprzedniej kadencji.

Czy Kopacz popełniła błąd, nie dobijając wieloletniego rywala Tuska i swojego – prawdopodobnie – konkurenta? Jak to się stało, że Schetyna dostał pracę, i jaki stał za tym plan? Było w tym trochę przypadku. Sikorski od dawna myślał o stanowisku w międzynarodowej instytucji; wyjazd Tuska zniweczył jego plany. Minister miał prawo być wściekły na premiera, który oficjalnie wspierał go w staraniach o tekę szefa unijnej dyplomacji, a w rzeczywistości negocjował ważniejszy fotel dla siebie. Przed nowym rozdaniem rządowym Sikorski domagał się od Kopacz awansu na wicepremiera.

A to zaburzyłoby równowagę w rządzie. Prezydent chciał tego tytułu dla ministra obrony Siemoniaka, tego samego żądał dla siebie Cezary Grabarczyk – twierdzi nasz rozmówca. Sikorski irytował poza tym nową premier. – Na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego Sikorski zachowywał się jak rewolwerowiec, ku niezadowoleniu pani marszałek – twierdzi członek RBN.

Narodził się więc plan wypchnięcia Sikorskiego do Sejmu. Ale to nie oznaczało, że zastąpi go Schetyna. Sikorski rekomendował byłego wicepremiera Jacka Rostowskiego, jednak ta kandydatura napotkała opór Pałacu Prezydenckiego. Na dwa dni przed publiczną prezentacją składu rządu Bronisław Komorowski w rozmowie z Janiną Paradowską w Radiu TOK FM skrytykował Rostowskiego za brak doświadczenia dyplomatycznego. Wtedy trwały jeszcze rozmowy z innymi kandydatami: byłym ministrem Adamem Danielem Rotfeldem i byłym ambasadorem w USA Jerzym Koźmińskim. Obaj odmówili.

Wyjście z pieczary

A czas uciekał. Kopacz na wyrost zapewniała dziennikarzy, że jej gabinet jest skompletowany. Wtedy albo Tusk, albo nowa pani premier – krążą sprzeczne wersje – wpadli na pomysł, by do rządu zaprosić Schetynę.

Jeśli zapomnimy o względach merytorycznych (zdanie prezydenta o braku doświadczenia dyplomatycznego pasuje do nowego ministra nie gorzej niż do Rostowskiego) i przy ryzykownym lub jak kto woli karkołomnym założeniu, że Schetyna nie będzie chciał rywalizować z panią premier, to plan wygląda logicznie.

Ewa Kopacz zadbała o równowagę w rządzie: wzięła dwóch schetynowców i dwóch członków tzw. spółdzielni – ministra sprawiedliwości Cezarego Grabarczyka i ministra sportu Andrzeja Biernata. Te frakcje są skazane na rywalizację, w której Kopacz będzie superarbitrem. To ma budować jej przywództwo nad partią i rządem, na razie jeszcze wątłe, bo nowa premier nigdy nie miała własnego zaplecza.

Po drugie, nowa liderka Platformy pokazała, że stawia na współpracę i chce skleić skłóconą partię. Charakterystyczny był obrazek z pierwszej konferencji, na której przedstawiła swoich ministrów – trzymała za ręce nie wicepremierów, lecz Schetynę i Grabarczyka.

Po trzecie, Schetyna pozostawiony na marginesie – w pieczarze, jak potocznie nazywa się jego pokój szefa komisji spraw zagranicznych – miałby na partyjną walkę dużo czasu i niewiele do stracenia. Ludowcy spekulowali nawet, że Schetyna byłby gotów zagrozić, że nie poprze rządu w głosowaniu nad wotum zaufania. A teraz jest nie tylko podwójnym – rządowym i partyjnym – podwładnym Kopacz, lecz także musi uczyć się obcego dla siebie ministerstwa. Na papierze wygląda to całkiem sprytnie.

Sam Schetyna po pierwszych esemesach od Kopacz był podobno nieufny. Wprawdzie od razu zmienił ton i przestał domagać się szybkich wyborów szefa partii, ale propozycja brzmiała na tyle niekonkretnie, że podejrzewał, iż toczy się przeciwko niemu jakaś gra. Zwłaszcza że wcześniej rysował się inny plan: wyglądało na to, że Tusk i Kopacz chcieli przejąć schetynowców, ale bez ich lidera. Krążyły plotki, że odchodzący premier zaproponował Rafałowi Grupińskiemu funkcję marszałka Sejmu, mówiło się już o nominacji dla Halickiego. Wcześniej inny schetynowiec – przewodniczący podlaskiej PO Robert Tyszkiewicz – został szefem sztabu kampanii samorządowej. To była próba zbudowania przeciwwagi dla spółdzielni, której Tusk i Kopacz nigdy do końca nie ufali, ale bez samego Schetyny, któremu nie ufali jeszcze bardziej. Okazało się jednak, że tak się nie da.

Jak udaje się Schetynie wciąż utrzymać na powierzchni? Rozmówcy POLITYKI są zgodni, że Schetyna ma bardzo rozległą sieć kontaktów w mediach i biznesie, którą od lat konsekwentnie buduje. Rzadko też jest atakowany poza własną partią. Umie czekać i potrafi działać. Budzi respekt u polityków opozycji: od Jarosława Kaczyńskiego po Palikota. Ten ostatni w rozmowie z POLITYKĄ przyznaje, że nie starał się przyciągnąć Schetyny do swojej partii, bo obawiał się, że ten ją przejmie.

Ja nie lubię polityków rozlazłych. A Schetyna jest zorganizowany, decyzyjny i dotrzymuje słowa. W dwie minuty można się z nim dogadać: w tym się zgadzamy, w tym się nie zgadzamy i cześć – mówi POLITYCE poseł PSL Stanisław Żelichowski, który w poprzedniej kadencji był szefem klubu PSL, wtedy gdy Schetyna rządził klubem PO.

Kiedyś późnym wieczorem dostałem wiadomość o kłótni w koalicji w którymś sejmiku. Dzwonię do Grzegorza, mówię mu: „Słuchaj, moi czy twoi rozrabiają, trzeba coś z tym zrobić”. I po kwadransie oddzwania, że jest już posprzątane. Taki miał posłuch – wspomina Żelichowski.

Schetyna bywa ostry. Nie bez przyczyny miał ksywkę Grzegorz zniszczę cię Schetyna; w podsłuchanej rozmowie Sikorski mówi Rostowskiemu, że Schetyna „może się odwinąć”, bo jest z „żulii lwowskiej”. Ostatnio jeden ze skonfliktowanych ze Schetyną posłów, gdy chciał wejść z nim do windy, usłyszał lodowate „Nie ma tu dla ciebie miejsca”.

 

Co to jest schetynizm

Co łączy schetynowców? Poglądowo mieszczą się w głównym nurcie PO, choć akcenty rozkładają nieco inaczej niż Tusk. Podkreślają liberalizm obyczajowy, byli wyraźnie za legalizacją związków partnerskich i ustawą o in vitro. Schetyna lubił używać ogólnego języka proreformatorskiego, co łączy go z prezydentem i co niezmiennie drażniło Tuska, który wolał opowiadać o „ciepłej wodzie w kranie”. Swego czasu mówiło się, że Jarosław Gowin chętnie podjąłby współpracę ze Schetyną, bo ten jakoby miał bardziej liberalne gospodarczo poglądy niż platformerska średnia, ale klarownych dowodów na ten liberalizm brak. Może poza tym, że wbrew linii rządu wybrał OFE zamiast pełnego wariantu ZUS.

Schetynie zdarzało się publicznie krytykować rząd – np. za spóźnioną i zbyt słabą reakcję na rosyjski raport o katastrofie smoleńskiej – ale trudno powiedzieć, by istniało coś takiego jak schetynizm, jakiś odrębny nurt ideowy w Platformie. To utrudnia budowę frakcji, nie mówiąc o próbie wyjścia z PO i założeniu własnej partii. Wydaje się natomiast, choć i to nie jest do końca pewne, że istnieją schetynowcy; politycy, których łączy przekonanie, że Schetyna byłby najlepszym liderem partii.

Dwaj najbliżsi ludzie Schetyny to Halicki i Rafał Grupiński. Obaj byli sceptyczni co do kandydatury Kopacz na premiera i odważnie powiedzieli to wprost na posiedzeniu zarządu PO. Pytani o Schetynę mówią o przyjaźni i wieloletniej współpracy. Grupiński studiował ze starszym bratem Schetyny, Halicki działał ze Schetyną w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Potem cała trójka spotkała się w KLD. Do schetynowców – ta grupa systematycznie się kurczyła, gdy Tusk niszczył dawnego przyjaciela – można zaliczyć Roberta Tyszkiewicza, posłów Jarosława Charłampowicza, Marcina Kierwińskiego, Katarzynę Mrzygłocką czy Mariusza Witczaka; niedawno z Sejmu odszedł Jakub Szulc, a miejsce w europarlamencie stracił Piotr Borys. Sojusznikiem Schetyny stał się niedawno nowy europoseł Bogdan Zdrojewski.

To wszakże są tylko pozostałości ogromnej niegdyś armii. Gdy PO wygrała wybory w 2007 r., Schetyna był w partii pierwszy po Bogu. Sam, w programie telewizyjnym, ogłosił, że zostanie wicepremierem i szefem MSWiA, czym zaskoczył Tuska. Przez następne miesiące nie zamykały się drzwi jego gabinetu przy ul. Batorego. – Każdy przychodził. Minister skarbu w sprawie spółek, minister transportu w sprawie dróg, partyjni baronowie ze swoimi problemami. Tusk nie miał czasu, a poza Grzegorzem nikt nie był decyzyjny – wspomina ważny wówczas polityk Platformy.

Mnożyły się artykuły chwalące pracę ministra i ministerstwa. Gdy Schetyna wymyślił plan modernizacji dróg lokalnych, natychmiast zostały ochrzczone schetynówkami. O wizerunek wicepremiera dbał jeden z najlepszych polskich piarowców Maciej Grabowski. Schetyna miał świetne kontakty z mediami, od dzienników, przez tabloidy, po prasę kolorową.

Krótko po nominacji na wicepremiera w „Vivie!” ukazał się wywiad ze Schetyną, jego żoną i córką. To specyficzne dziennikarstwo: „W domu Grzegorz Schetyna bawi się z psem, przeprowadza z córką ojcowskie rozmowy, lubi poleżeć na kanapie. Trudno uwierzyć, że to wicepremier, którego wrogowie nazywają bezwzględnym graczem, Donald Tusk – nosorożcem, a przyjaciele – twardzielem. Grzegorz Schetyna udomowiony ma swój priorytet – rodzinę. Dzwoni do żony, opowiada anegdoty i uchodzi za faceta o miękkim sercu”. Sam Schetyna cieplej by o sobie nie napisał. – Tusk się zdenerwował tą publikacją. Uważał, że takie teksty są zarezerwowane dla premiera czy prezydenta – twierdzi rozmówca POLITYKI.

Walka o pozycję

Schetyna potrzebował jednak nowego wizerunku, bo szykował się do nowej roli. Kojarzony wcześniej jako szef struktur na polecenie Tuska wykańczający partyjnych rywali, mierzył wyżej. Wszyscy obserwatorzy polityki byli przekonani, że lider Platformy w połowie kadencji odejdzie z rządu, by spełnić swe marzenie z 2005 r. – wygrać wybory prezydenckie. Naturalnym następcą byłby w takim przypadku Schetyna. Już w nowym, uładzonym wydaniu.

Tyle że Tusk stopniowo tracił ochotę na start w wyborach prezydenckich. – Pierwszy raz o jego wahaniu usłyszałem latem 2009 r. – mówi polityk PO. I tak zaczął się problem: Tusk chciał pozostać premierem, a w rządzie miał rozpędzonego Schetynę. Jesienią 2009 r. wybuchła afera hazardowa i premier gruntownie przemeblował otoczenie – z rządu i Kancelarii Premiera zniknęli Rafał Grupiński, Sławomir Nowak, Mirosław Drzewiecki – ale przede wszystkim Schetyna. Lądowanie miał w miarę miękkie, został szefem klubu PO, ale przyjaźń z Tuskiem się skończyła.

Dalszy ciąg pamiętamy: w 2010 r. Schetyna z pomocą nowego prezydenta Bronisława Komorowskiego, a wbrew Tuskowi, został marszałkiem Sejmu. Ale potem był już tylko w odwrocie. Drugą kadencję rządu PO-PSL zaczął jako „strategiczna rezerwa kadrowa”, jak go drwiąco nazwał premier. Latem zeszłego roku nie zdecydował się na rywalizację z Tuskiem w wyborach na szefa Platformy, potem przegrał niespodziewanie na swoim Dolnym Śląsku z Protasiewiczem. Nie wszedł nawet do zarządu partii. W grudniu 2013 r. Tusk oznajmił delegatom na radę krajową, że „festiwal demokracji się skończył”, i wskazał osoby, które chce widzieć w zarządzie. Schetynę zgłosił z sali Halicki, ale w głosowaniu przeszła lista premiera. Warto pamiętać, że byłego marszałka – wbrew życzeniu Tuska – poparło 147 osób, ale wydawało się, że Schetyna już się nie podniesie.

Czy Grzegorz Schetyna ma szansę na coś więcej niż udział w rządzie? Czy zostanie kiedyś premierem? Na razie musi zadbać o swój resort. Zwłaszcza że będzie w naturalny sposób wypychany z kreowania polityki zagranicznej: w sprawach unijnych tworzy się inny układ decyzyjny ulokowany w kwartecie: szef Rady Europejskiej Tusk, premier Kopacz, szef gabinetu Tuska Piotr Serafin i wiceminister spraw zagranicznych oraz pełnomocnik rządu ds. unijnych Rafał Trzaskowski. Relacje z NATO i stosunki z USA to tradycyjna domena prezydenta; Schetyna będzie miał kłopot, żeby znaleźć dla siebie miejsce. Zwłaszcza że brakuje mu międzynarodowych kontaktów, które wyrobił sobie Sikorski. Nie zna tak dobrze angielskiego, dlatego trudno sobie wyobrazić, by wygłosił w Berlinie mowę o przyszłości Unii.

Pisanie o przyszłości Schetyny, jak pokazała niedawna przeszłość, to spore ryzyko. Wydaje się jednak, że na razie związał swój los z Kopacz. Jeśli premier poprowadzi Platformę do zwycięstwa w 2015 r., to nikt jej raczej nie odbierze władzy w partii; a jeśli PO zatonie, to Schetyna być może dostanie swoją szansę. Ale już nie jako szef rządu, lecz lider opozycji.

Polityka 39.2014 (2977) z dnia 23.09.2014; Polityka; s. 18
Oryginalny tytuł tekstu: "Schetyna, schetynowcy, schetynizm"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną