Kogo reprezentuje Rada Ministrów

Rząd służących
Każda mniejszość walcząca z rządem o swój grupowy interes występuje jako „strona społeczna”. A może to rząd jest dziś „stroną społeczną”, tylko o tym nie wie?
Premier to skrót od pierwszy minister. A minister to – jak ciągle słyszymy – sługa. Czyj sługa?
Allpix Press/BEW

Premier to skrót od pierwszy minister. A minister to – jak ciągle słyszymy – sługa. Czyj sługa?

Czy ministrowie muszą z kamienną miną wysłuchiwać obelg od rolników, górników, pielęgniarek?
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Czy ministrowie muszą z kamienną miną wysłuchiwać obelg od rolników, górników, pielęgniarek?

Kto widział spotkanie ministra Sawickiego z rolniczym OPZZ, musiał mieć przed oczami spotkanie Mieczysława Rakowskiego z robotnikami w Stoczni w 1983 r.
Jerzy Dudek/Forum

Kto widział spotkanie ministra Sawickiego z rolniczym OPZZ, musiał mieć przed oczami spotkanie Mieczysława Rakowskiego z robotnikami w Stoczni w 1983 r.

Czy ja, proszę państwa, zwariowałem, czy jakieś trzy miesiące temu mieliśmy w Polsce wybory? A jeśli wybory nie były moją fatamorganą, to czy państwo też nie zauważyliście, żeby w czasie kampanii ktoś mówił o inwazji dzików, bankructwie kopalń, nadciągających protestach lekarzy, kolejarzy, pielęgniarek, rolników? Bo przecież musiało w listopadzie boleć, skoro w grudniu dymiło, w styczniu walnęło, zatruło nam luty. Dlaczego nikt nie wyrażał rosnącego gniewu?

Trudno się oprzeć wrażeniu, że wybory były nie na temat. Jasne, sprawy, w których ludzie strajkują i wychodzą na ulice, nie należą do gestii samorządów. Ale nie należą też do gestii prezydenta. A wybuchły na starcie kampanii prezydenckiej. Można powiedzieć, iż jest to twardy dowód, że demokracja nie działa. Bo sens demokracji jest taki, że ludzie wybierają swoich przedstawicieli (radnych, posłów, senatorów) i ci przedstawiciele ich reprezentują. Kto w wojewódzkich sejmikach, Senacie i Sejmie reprezentuje którąkolwiek protestującą grupę? Kto wyraża jej słuszne lub niesłuszne oczekiwania, potrzeby i interesy? PiS przyłącza się do każdej awantury. Gdyby na Marszałkowskiej łosie ryczały przeciwko rządowi, to prezesa też by tam przywieziono, żeby się dołączył. Ale trzy miesiące temu ani dziki nie spędzały snu z powiek opozycji, ani kontrakty lekarzy, ani Jastrzębska Spółka Węglowa.

Tak się w Polsce zrobiło, że miesiącami, a nawet latami, jakby się życie z demokracją całkiem nie widywały. A im bardziej polityka odkleja się od rzeczywistości, tym więcej osób ma poczucie, że nikt ich nie reprezentuje, i tym większe ryzyko, że spory i roszczenia przeniosą się na ulice i drogi. A wyborcy opowiedzą się za „radykalną zmianą”.

Konflikt między rolniczym OPZZ a ministrem Sawickim jest tu dobrym przykładem. Bo żadna z trzech konfliktowych spraw nie spadła przecież z nieba. Dzik to własność państwa tak jak mój pies jest moją własnością. Ja odpowiadam za szkody wyrządzone przez psa, a państwo odpowiada za dziki. Państwo w imieniu nas wszystkich decyduje, ile jest w lesie dzików, czyli jak duże są szkody. Ale przerzuca odpowiedzialność na koła łowieckie. To one mają rekompensować rolnikom straty.

Gdy dzików jest dużo, myśliwym nie starcza pieniędzy na odszkodowania, a rolnikom sił, by się z nimi droczyć. Wtedy rolnicy atakują ministra rolnictwa, ale on mało może, bo dziki i myśliwi są w gestii ministra środowiska. Kiedy zaś minister środowiska zgadza się na dodatkowy odłów, myśliwi go nie wykonują, bo to mała przyjemność i żaden interes. Najprościej by było nałożyć na myśliwych obowiązek ubezpieczenia odpowiedzialności za szkody łowieckie. Ale jedna trzecia posłów to myśliwi, którzy musieliby płacić, więc sprawa jest beznadziejna.

W imieniu nas wszystkich 

Problem dzików to jeden z wielu przykładów obciążania przypadkowej mniejszości kosztami decyzji podejmowanej przez państwo w imieniu ogółu. Podobnie jest ze stratami powodowanymi przez rosyjskie sankcje. Czy to sadownicy, producenci mleka i hodowcy świń jeździli na Majdan, wymyślili Partnerstwo Wschodnie i na wyprzódki drażnili Putina? Nie, to robili posłowie i ministrowie legalnie działający w imieniu nas wszystkich. Powinni poczuwać się do odpowiedzialności za konsekwencje swojego działania, kiedy Putin za cel odwetu upatrzył sobie rolników. A państwo i Unia poczuwają się w ograniczonym zakresie.

Sęk w tym, że polskie państwo lubi jeździć na gapę. Podobnie jest w przypadku lokatorów prywatyzowanych kamienic i bloków. Państwo oddaje lub sprzedaje domy z lokatorami, bo takie uchwaliło prawo. Ale konsekwencje decyzji podjętych w imieniu ogółu ponosi mniejszość przypadkiem zamieszkująca wybrane do prywatyzacji budynki. Tu nie ma dużej różnicy między zakręcającym wodę czyścicielem kamienic, dzikiem ryjącym pole i Putinem wprowadzającym swoje sankcje. Państwo zrobi, co może, by uchylić się od odpowiedzialności za własne decyzje. Ogółowi się to zwykle podoba. Bo polski ogół też lubi jechać na gapę, czyli kosztem innych. A najlepiej słabszych. To nas, niestety, wyróżnia.

Najstarsza i najbardziej żelazna zasada armii amerykańskiej brzmi: nobody left behind (nikogo nie zostawiamy). Hasło francuskich Muszkieterów to „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. A jaki ma sens najstarsza, wciąż śpiewana, piosenka polskich ułanów? Odwrotny! „Jak to na wojence ładnie/ kiedy ułan z konia spadnie/ koledzy go nie żałują/ jeszcze końmi go stratują”. Twój pech – twój problem, obywatelu i obywatelko. Nieważne, kto go na ciebie ściągnął.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną