Viktor Orbán przestał być wzorem dla polskiej prawicy

Upadek idola
Jarosław Kaczyński demonstracyjnie nie chciał się spotkać z premierem Węgier Viktorem Orbánem, kiedy ten odbywał rządową wizytę w Warszawie (chociaż, zdaje się, Orbán też nie zamierzał).

Tak czy inaczej w ten sposób najwyraźniej kończy się węgierska przygoda polskiej radykalnej prawicy. Przez ostatnie lata Orbán (i jego Fidesz) był dla PiS idolem i wzorem. Do naddunajskiej stolicy odbywały się regularne pielgrzymki poparcia, powstawały panegiryczne książki, wszyscy czekali na drugi Budapeszt. Orbán szalenie imponował wysokim wyborczym zwycięstwem, pozwalającym na dowolne zmiany w prawie i konstytucji, potyczkami z Unią Europejską, konfliktami z tamtejszym trybunałem konstytucyjnym, bankami i sieciami hipermarketów. Także bezceremonialnym traktowaniem sędziów, lansowaniem „wielkowęgierskiej” polityki historycznej, wprowadzaniem swoich ludzi do wszystkich instytucji państwa, w tym do świata kultury, mediów.

Polityka Orbána była więc dla PiS spełnionym snem o zwycięskiej IV RP. Ale Orbán nie sprawdził się w kwestii rosyjskiej. Zaczął flirt z Władimirem Putinem i to w dodatku w najbardziej dla pisowskiej prawicy newralgicznej sprawie – polityki energetycznej.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj