Kontrowersyjny pomnik w Ustce: promocja czy prowokacja?

Usta w Ustce
Mieszkańcy Ustki protestują, uznając, że taka rzeźba miasta nie dekoruje, ale je ośmiesza.
Trzymetrowa rzeźba Maurycego Gomulickiego miałaby stanąć w usteckim porcie.
Ustka.pl/Facebook

Trzymetrowa rzeźba Maurycego Gomulickiego miałaby stanąć w usteckim porcie.

Władzom Ustki przypadł do serca pomysł, by umieścić w przestrzeni publicznej symbol, który w żartobliwy sposób będzie nawiązywał do nazwy miasta kojarzącej się z pewną częścią ludzkiego ciała. A konkretnie – co trzeba podkreślić – twarzą. Zadanie powierzono znanemu artyście Maurycemu Gomulickiemu.

I Gomulicki zaproponował 3-metrowy obelisk, który, owszem, z ustami może się od biedy kojarzyć, ale przywołuje także, a może przede wszystkim, całkiem inne anatomiczne asocjacje. Gdyby owa rzeźba zalegała poziomo lub choćby po skosie, malkontentów można by łatwo uciszyć.

Ale nie, ona pręży się w pionie i prowokuje czerwonym kolorem. I mieszkańcy protestują, uznając, że taka rzeźba miasta nie dekoruje, ale je ośmiesza.

Faktem jest, że poziom poczucia humoru w polskim narodzie raczej nietęgi i przy takich na przykład sąsiadach Czechach wyglądamy pod tym względem jak Ksiądz Skarga przy wojaku Szwejku. Jesteśmy przy tym podejrzliwi, osobliwie dopatrując się wszędzie ukrytych symboli, spisków, niecnych zamierzeń. A walka z tą postawą to jak orka na ugorze.

Z drugiej jednak strony, znając choć trochę twórczość Gomulickiego, można przypuszczać, że czujność mieszkańców Ustki wcale nie jest bezpodstawna. Przypomnę więc tylko, że w 1999 roku artysta stworzył cykl fotografii „Vaginettes”, który opierał się na pomyśle, by widz patrzył na niewinne rysunki przez pryzmat owego tytułu:

Maurycy Gomulicki „Vaginette”, 1999 r.
Maurycy Gomulicki/Archiwum

Maurycy Gomulicki „Vaginette”, 1999 r.

W latach 2004–2005 Gomulicki był odpowiedzialny za stworzenie wizerunku dla meksykańskiej sieci sex-shopów. A w 2010 roku na poznańskim rynku postawił różowy „Obelisk”, który podejrzliwi też mogli różnie interpretować. W tej sytuacji nawet zapewnienie artysty, że rzeźba to jego „uśmiech do wspomnień z dzieciństwa”, brzmi co najmniej dwuznacznie.

Bardzo lubię poczucie humoru w sztuce. Absolutnie uznaję także prawo twórców do autonomii wypowiedzi. Szczególnie gdy wystawiają swe prace w galeriach odwiedzanych przez pięć osób na krzyż. Ale jeśli mówimy o symbolu miasta i o miejscu tak publicznym, że bardziej się nie da, to jednak skojarzenia mieszkańców wypada brać pod uwagę. Powszechnie znany jest wprawdzie przypadek Rzeszowa i monumentalnego pomnika nieformalnie funkcjonującego pod nazwą „Wielkiej Cipy”. Tam jednak skojarzenie pojawiło się zdecydowanie wbrew intencjom rzeźbiarza, w sposób spontaniczny i powszechnie zaakceptowany przez lokalsów. Tu mamy do czynienia z sytuacją dokładnie odwrotną.

Intuicja i doświadczenie podpowiadają mi, że czujny i zdrowy duch ustczańskiej społeczności weźmie górę nad fantazjami artysty Gomulickiego. Ale widzę w tej sprawie jeden bardzo pozytywny element. Oto bowiem projektodawcy pomnika zapewniają (cytuję za TVN24), że przedsięwzięcie „miałoby się przyczynić do zaznaczenia Ustki jako ważnego ośrodka kultury na mapie Polski, jak i świata”.

Z tak bezgranicznym aktem wiary w sprawczą moc sztuki nie spotkałem się od bardzo, bardzo dawna. Kochani artyści!!! Zjeżdżajcie do Ustki!!! Nigdzie indziej nie docenią was bardziej. Pod warunkiem, że będziecie się trzymać z dala od podejrzanych anatomicznych skojarzeń.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną