Kraj

Kukizów dwóch

Ze sceny do Pałacu Prezydenckiego

Paweł Kukiz nie unika ludzi, ma cierpliwość do ich pytań i wątpliwości. Paweł Kukiz nie unika ludzi, ma cierpliwość do ich pytań i wątpliwości. Marek Zawadka / Reporter
Pierwszy Paweł to buntownik. Antypolityczny i antyklerykalny. Ten drugi, współczesny, to aktywista, publicysta i oficjalny już kandydat na prezydenta RP. Czym się różni jeden od drugiego?
9 lutego 2015 r. Paweł Kukiz ogłosił swój start w wyborach prezydenckich.Stanisław Kowalczuk/EAST NEWS 9 lutego 2015 r. Paweł Kukiz ogłosił swój start w wyborach prezydenckich.

Artykuł w wersji audio

Ostatni weekend Paweł Kukiz spędził na Kujawach. Ze swoją kilkuosobową ekipą wyborczych pomocników zjeździli Toruń, Ciechocinek i Włocławek. Było jak zwykle – krótka konferencja, 30–40 minut przemowy o JOW, czyli jednomandatowych okręgach wyborczych, które jako podstawowe rozwiązanie dla obecnych polskich problemów podaje Paweł Kukiz, odmieniając JOW przez wszystkie przypadki. Potem dyskusja z przybyłymi na spotkanie – co nieraz trwa bardzo długo, bo Kukiz nie unika ludzi, ma cierpliwość do ich pytań i wątpliwości, na jednym ze spotkań z Polakami w Irlandii siedział aż do pierwszej w nocy.

Wyborczy pomocnicy Kukiza zauważyli, że ludziom podoba się, jak występuje Paweł, bo umiejętnie potrafi wykorzystać swoje doświadczenie z muzycznej sceny, szybko skraca dystans, a do tego dobrze operuje sobą aktorsko i głosowo. To dzięki temu udało się zebrać te prawie 200 tys. podpisów poparcia, a ostatnie sondaże dają mu trzecie miejsce, zaraz po Komorowskim i Dudzie, wskazując na poparcie wyborców na poziomie od 5 do 7 proc. Więc mimo tych wszystkich początkowych śmiechów, drwin, niedowierzania, a nawet podejrzeń o polityczne targi i kupowanie głosów, nie jest już Paweł Kukiz kandydatem na kandydata, ale oficjalnym kandydatem na prezydenta Polski, choć przede wszystkim – jak mówią w jego nielicznym, lecz zaangażowanym sztabie – on jest po prostu obywatelem i zależy mu na kraju, bo tak został wychowany.

ZChN zbliża się

Wychował się na Opolszczyźnie, w Niemodlinie, miasteczku z rynkiem wzdłuż głównej ulicy, pijalnią piwa w bramie po prawej i domem kultury, w którym przesiadywał w młodości i naprawiał wzmacniacze. W szkole zawsze najmniejszy, musiał się wykazywać, a na ojca, ordynatora oddziału chorób wewnętrznych w miejscowym szpitalu, patrzył z dystansem i trochę ze zdziwieniem, że taki mało uśmiechnięty, jakiś poważny i sztywny, zupełnie nie jak inni ojcowie. Aż w końcu ojciec mu opowiedział – o dziadku Marianie, działaczu polskiej Policji Państwowej na Kresach, aresztowanym i zamordowanym w 1941 r. przez NKWD w więzieniu Brygidki we Lwowie, o swojej zsyłce z matką i siostrą do Kazachstanu i o drugim dziadku, który w Auschwitz dostał podobny numer do ojca Kolbego – a Paweł wysłuchał i gdzieś to w nim zostało, ale jeszcze nie wiadomo było gdzie.

Bo Paweł był wtedy gdzie indziej. W 1981 r. – jako student administracji – na strajkach studenckich we Wrocławiu, a trzy lata później w Jarocinie, w zespole Piersi, który założył, choć grał też w innych (Aya RL, Emigranci). Przejęty swoją rolą, czasem po koncertach płakał, bo twierdził, że mu nie wyszło, choć nikt inny tak nie uważał. – W latach 80., obok Kukiza, na festiwalu zaczynali Muniek Staszczyk, Krzysztof Skiba i Kazik. Wtedy wszyscy byli chłopakami z Jarocina, których łączyło zamiłowanie do anarchii i opozycji. Ale gdy zaczęły się lata 90. i pojawiły nowe możliwości, każdy bardzo szybko poszedł w swoją stronę – mówi dr hab. Mirosław Pęczak, socjolog kultury, który w latach 80. prowadził w Jarocinie pionierskie badania.

Kukiz w lata 90. wszedł ostatecznie z zespołem Piersi, dodając do punkowej żywiołowości chwytliwą dla ucha melodię i czasem nieco aż nazbyt proste rymy. Ale żadna melodia z ich pierwszej płyty, spośród utworów m.in. krytykujących komunę i miłujących Śląsk, nie chwyciła tak bardzo, jak śpiewana na kościelną modłę piosenka „ZChN zbliża się”, w której zamiast Pana Jezusa do drzwi zbliżał się ksiądz proboszcz. To dzięki temu utworowi Kukizem na pewien czas zainteresowała się prokuratura, a w domu kultury w Niemodlinie, zamiast naprawiać wzmacniacze, zaczął przyjmować dziennikarzy.

Gorzałeczka – kochaneczka

„Tak naprawdę ten utwór to jest straszny kicz i chłam, ale to była moja reakcja na zrobienie z Boga instytucji, on powstał po to, aby właśnie bronić uczuć religijnych” – tłumaczył w 1995 r. do kamery rozstawionej w niemodlińskim domu kultury Kukiz, w filmie dokumentalnym o nim samym „Ave Kukiz”, w którym opowiadał o swojej młodości w Niemodlinie, miłości do żony, akceptowaniu prowincjonalności w sobie, swojej prawicowości, a jednocześnie lewicowości, i o tym, że szukanie w tym, co robi, jakiejś wielkiej filozofii jest po prostu błędem.

Reżyser filmu, dokumentalista Jan Sosiński, spędził w sumie rok na nagraniach z Kukizem. Nastawiał się, że spotka buntownika, który wierzy w rock’n’roll – i spotkał. Ale oprócz tego człowieka, którego nieustannie coś gryzło od środka. Kukiz nagrał piosenkę, która odniosła sukces, jednak nie wszyscy zrozumieli ją tak, jakby sobie tego życzył. W 1995 r., jako amator, zagrał jedną z głównych ról w filmie Juliusza Machulskiego „Girl Guide”, za którą dostał nagrodę Fundacji Kultury Polskiej, ale tak naprawdę aktorstwo go nie interesowało. Choć miał żonę i dwójkę małych dzieci, wódkę, towarzystwo i imprezy wybierał coraz częściej, potem jednak wracał i opiekował się rodziną jak kwoka. Potrzebował pieniędzy, więc wziął udział w reklamie Pepsi, ale niedługo później ta komercja i mainstream zaczęły mu przeszkadzać – przecież on zawsze był antysystemowy. – Tamte lata to był szczyt jego popularności. Paweł angażował się w mnóstwo rzeczy, zawsze całym sobą, konsekwentnie, na maksa. Trochę jakby chciał pokazać – patrzcie, to też mi się uda, to też potrafię – wspomina Jan Sosiński, który po zakończeniu prac nad filmem zaprzyjaźnił się z Kukizem.

Niesiony alkoholowo-towarzyskim ciągiem sukcesów Kukiz od 1996 r. związał się z menedżerem Andrzejem Marcem, który zajmował się karierami m.in. Czesława Niemena i zespołu SBB. Nie spodziewał się, że zaledwie kilka lat później, nie tylko w jego karierze muzycznej, ale również w życiu prywatnym, menedżer bardzo mu się przyda.

Niby jestem, niby nie

W 2000 r. urodziła się trzecia córka Pawła Kukiza Hania – z poważną wadą nerek. Knajpy i imprezy trzeba było zamienić na szpitalne korytarze, pokoje dializ i poszukiwania po klinikach czynnego tomografu dla chorego dziecka.

To było zderzenie z ziemią, ale Kukiz powoli się podnosił. Chyba wtedy dokonał się w nim zwrot, a przynajmniej zaczął. Marzec załatwił mu odwyk i pomógł w jak najszybszym załatwieniu transplantacji nerki dla córki. Udało się w 2006 r. W międzyczasie, jak to w życiu, dzięki płycie „Borysewicz&Kukiz” Kukiz odniósł po latach jeden ze swoich największych komercyjnych muzycznych sukcesów.

W 2008 r. napisał list otwarty do Zbigniewa Ziobry: „(…) »już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie«. Na pamięć znam te słowa. Po nich właśnie w sposób bardzo znaczny spadła liczba zabiegów transplantacyjnych. (…) Chciałbym się mylić w swoich przypuszczeniach, lecz jeśli potwierdzą się one chociaż w części, to niech Bóg Panu wybaczy”. W liście dodawał też, że kiedyś był zwolennikiem koalicji PO-PiS, ale już mu przeszło.

Homo Politicus

Kontakt Jana Sosińskiego z Pawłem Kukizem przez lata rozwijał się z różnym natężeniem. Przed kilku laty, po chwilowym okresie ciszy, na telefon Sosińskiego przyszedł esemes z nieznanego numeru o treści: Bóg, Honor, Ojczyzna. Sosiński go zignorował. Po kilku dniach, już ze znajomego numeru, zadzwonił do niego Kukiz. Zaczęli rozmawiać, ale było jakoś dziwnie. Sosiński nie był pewny, czy rozmawia ze swoim przyjacielem rockmanem czy z prawicowym publicystą.

Intuicja go nie zawiodła, bo już we wrześniu 2009 r. Kukiz pojawił się na antenie TVP 1 jako współprowadzący program „Koniec końców”. Razem z Markiem Horodniczym, publicystą, obecnie redaktorem naczelnym kwartalnika „44/Czterdzieści i cztery”, zapraszali do studia gości i rozmawiali m.in. o psychologicznych i społecznych skutkach zapłodnień in vitro, epidemii strachu w obliczu świńskiej grypy albo współczesnych formach zakamuflowanego totalitaryzmu. – Paweł Kukiz nie miał, zdaje się, publicystycznego doświadczenia, ale był bardzo zaangażowany w przygotowywanie programu. Nie znaliśmy się wcześniej, ale odnaleźliśmy wiele wspólnych wartości – np. szacunek do Kościoła i rodziny. Paweł zawsze niezwykle podkreślał swoją miłość do ojczyzny, potrafił nią zarażać. Sam siebie określał jako państwowca – wspomina Marek Horodniczy.

Po zaledwie dziesięciu odcinkach program zdjęto z anteny, ale Kukiz dalej intensywnie zbierał doświadczenia i radykalizował się politycznie. W 2010 r. protestował przeciwko organizacji parady mniejszości seksualnych Europride w Warszawie, a jednocześnie zaangażował się w poparcie dla Marszu Niepodległości. Prywatnie zacieśniała się jego przyjaźń z pierwszym dowódcą GROM gen. Sławomirem Petelickim. Poznali się przez Andrzeja Marca. – Kukizowi w tamtym czasie bardzo imponował Petelicki, podziwiał go za charakter i propaństwowe myślenie. W ogóle wtedy imponowała mu dyscyplina, siła. Z własnej woli ostatecznie odstawił alkohol, ale szukał dla siebie ujścia. Chodził na strzelnicę, przymierzał się do myślistwa – wspomina Marzec. – Jednocześnie zaczął stopniowo zbliżać się ze swoim ojcem – spędzali razem więcej czasu, więcej rozmawiali, również o polityce i ich rodzinnej historii.

Do życia Kukiza powrócił, schowany wiele lat temu i głęboko, dziadek, od środka znów coś go zaczęło gryźć. Został współzałożycielem portalu nieobecni.com.pl, na którym zbierane są zdjęcia i informacje m.in. o grobach Polaków na Wschodzie, a także o cmentarzach niemieckich i żydowskich w Polsce.

We wrześniu 2012 r. wydał swoją pierwszą solową płytę „Siła i Honor”, na której umieścił m.in. piosenki „17 września”, o mordowaniu Polaków przez Rosjan podczas wojny, i „Heil Steinbach” o Erice Steinbach.

Płytę zadedykował gen. Petelickiemu, który trzy miesiące wcześniej został znaleziony martwy, z raną postrzałową w głowie.

JOW!

Patryk Hałaczkiewicz, 31 lat, wywodzący się ze środowiska wrocławskich NGO, członek Obywatelskiego Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, w sierpniu 2012 r. odebrał niespodziewany telefon. Do ich wrocławskiego biura zadzwonił Paweł Kukiz z pomysłem na akcję społeczną, dla której kupił już nawet sam internetową domenę. Chodziło o odtworzenie listy 750 tys. podpisów, które zostały złożone pod petycją o zmianę ordynacji z proporcjonalnej na jednomandatowe okręgi wyborcze, przygotowywaną przez PO przed wyborami w 2005 r., i które po wyborach przepadły.

Hałaczkiewicz do tej pory znał Kukiza głównie z koncertów, ale zawsze podobało mu się, że muzyk nie zamyka się w swojej szufladce, tylko interesuje się sprawami ludzi. Zmieleni.pl powstało w trzy dni, a Kukiz rozpoczął jego propagowanie jako pomysłodawca i patron akcji oraz kontynuator myśli zmarłego w październiku 2012 r. fizyka z Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Jerzego Przystawy. Znał się z nim przez wiele lat, przychodził na jego konferencje, profesor od początku lat 90. twierdził, że obowiązująca ordynacja wyborcza wypacza i upartyjnia polską demokrację. Paweł przyjął to za swoje i po swojemu – z pełnym zaangażowaniem.

A potem poszło już szybko. W 2014 r., rozczarowany zgodą prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza na przyjęcie w wyborach samorządowych poparcia PO dla swojej kandydatury, komitet wyborczy Bezpartyjni Samorządowcy zwrócił się do Pawła Kukiza z propozycją startu w wyborach do dolnośląskiego sejmiku. Zachęcany już wcześniej do startu w polityce, m.in. w wyborach do europarlamentu, Kukiz konsekwentnie odmawiał, ale w końcu się zgodził. Z ostatniego miejsca na ostatniej stronie w książeczce do głosowania wszedł jako radny do sejmiku, zyskując prawie 15 tys. głosów. W tym samym miesiącu co wybory samorządowe ukazała się jego ostatnia płyta „Zakazane piosenki”, na której Kukiz w piosence „JOW!” śpiewał: „To nie jest demokracja, tu rządzi partiokracja, złodziejka i stagnacja, trzeba chamom zabrać złoty róg”.

I właściwie z bardzo podobnymi treściowo postulatami – przywrócenia władzy obywatelom, a zabrania partyjnym klikom – oraz głównym hasłem kampanii „Potrafisz, Polsko!” 9 lutego 2015 r. ogłosił swój start w wyborach prezydenckich.

Kilka dni później wytwórnia Sony zerwała kontrakt z Pawłem Kukizem na nagranie drugiej płyty z Janem Borysewiczem. Andrzej Marzec, menedżer Kukiza: – W tej chwili całe życie Pawła toczy się głównie wokół polityki. To jest dla niego najważniejsze. Grono jego słuchaczy też się zmieniło, bo repertuar się zmienił, ale to naturalne. Każdy artysta się zmienia. Nie może wciąż śpiewać o ZChN, bo jego już nie ma. Teraz walczy o coś więcej.

Jan Sosiński: – Nie mam wątpliwości, że wszystko, co dzieje się teraz z Pawłem, jest szczere. On naprawdę wierzy w to, co mówi i robi. Tak jak zawsze wierzył i się angażował całym sobą. Niesie go wrażliwość, emocje. Tylko obawiam się, co będzie z nim potem, gdy emocje już opadną.

***

Śródtytuły są tytułami piosenek z płyt, które na poszczególnych etapach swojej kariery nagrywał Paweł Kukiz – z zespołem Piersi, w duecie z Janem Borysewiczem i solo.

Polityka 14.2015 (3003) z dnia 30.03.2015; Polityka; s. 22
Oryginalny tytuł tekstu: "Kukizów dwóch"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Czekoladowa dynastia Wedlów

Z okazji Międzynarodowego Dnia Czekolady obchodzonego we wrześniu przypominamy Emila Wedla, któremu ziarna kakaowca przyniosły fortunę i potęgę.

Piotr Korczyński
17.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną