Wybierasz naprawę państwa, a dostajesz państwo PiS

O straszeniu PiS-em
Ci, którzy chcą „wielkiej zmiany” – w tych wyborach mogą dostać Andrzeja Dudę z PiS, a w następnych całe PiS. Czy o to im chodzi?
Jarosław Kaczyński od lat używa w swojej polityce tych samych ludzi, którzy są mu posłuszni i wierni i podzielają w pełni jego wizję świata.
Jerzy Dudek/Forum

Jarosław Kaczyński od lat używa w swojej polityce tych samych ludzi, którzy są mu posłuszni i wierni i podzielają w pełni jego wizję świata.

Obchody piątej rocznicy pogrzebu pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich, Zamek Królewski na Wawelu.
Piotr Guzik/Forum

Obchody piątej rocznicy pogrzebu pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich, Zamek Królewski na Wawelu.

Gdyby Andrzej Duda teraz wygrał, będziemy mieli od razu pokazową lekcję tego typu polityki.
Cihan Takan/Getty Images

Gdyby Andrzej Duda teraz wygrał, będziemy mieli od razu pokazową lekcję tego typu polityki.

Ile razy można, dajcie spokój, nie straszcie, zajmijcie się Komorowskim i Platformą – to częste reakcje na przypominanie o zagrożeniach płynących z ewentualnych zwycięstw wyborczych PiS i jego prezydenckiego kandydata. „Straszenie PiS-em już nie działa” – powtarzają różni specjaliści od marketingu politycznego. Spróbujmy zatem wyjaśnić, o co chodzi w tym straszeniu.

Bo może jest tak, że PiS było kiedyś okropne, ale zmieniło się na lepsze i to już jest całkiem inna partia niż przed 10 laty? Zastanówmy się jednak, czy istnieje jakikolwiek powód, dla którego prezes Kaczyński miałby zrezygnować ze swojej doktryny politycznej, którą wyznaje od lat i która wciąż daje mu władzę na prawicy? Przeciwnie, jego determinacja po ośmiu latach staczania się kraju w przepaść – bo tak w istocie określa PiS rządy Platformy – mogła tylko wzrosnąć. Wystarczy zresztą zajrzeć do programu na partyjnej stronie internetowej, słuchać zapowiedzi, odczytywać sens i groźby w nich zawarte. A czego nie mówi Kaczyński, dopowiadają jego medialni zwolennicy. O rozmiarach „zmiany”, jaka jest już szykowana, można poczytać na prawicowych portalach.

Koncepcja państwa 

Poza tym, mimo różnych przesunięć personalnych, Jarosław Kaczyński od lat używa w swojej polityce tych samych ludzi, którzy są mu posłuszni i wierni i podzielają w pełni jego wizję świata. Czasami, jak teraz, chowa ich w cieniu, gdy nie widać choćby Macierewicza czy prof. Pawłowicz, bo na plakatach jest twarz Andrzeja Dudy. Ale oni pojawią się natychmiast, gdy ten flirt się skończy. Już w samym chowaniu najważniejszych działaczy, w zaklęciach „niepokornych” publicystów, aby prezes wytrzymał, nie dał się sprowokować, nie chlapnął czegoś za bardzo szczerego, zawiera się cały fałsz tej kampanii, wyborcza mimikra, która ma zwieść odbiorców polityki. Oznacza: teraz poudawajmy, a sobą będziemy po zwycięstwie.

Przypomnijmy w skrócie, na czym polega – wciąż podtrzymywana – koncepcja państwa Jarosława Kaczyńskiego. To państwo, gdzie partia zdobywająca większość w parlamencie przyznaje sobie prawo do przejęcia wszystkich instytucji, narzucania ideologii i moralnego przywództwa. Nie jest to już demokracja liberalna, zakładająca równoważenie władz i wpływów oraz ochronę mniejszości, także politycznych, ale coś, co się w Rosji nazywa demokracją suwerenną, gdzie zwycięzca bierze wszystko, po czym dokonuje sanacji, tropi układy, mianuje wrogów.

W tym systemie liczy się zrealizowanie partyjnych postulatów za pomocą wszelkich dostępnych metod: prowokacji, kłamliwych obietnic, insynuacji, oszczerstw, niewydarzonych koalicji, napuszczania jednych grup społecznych i zawodowych na inne, fobii wobec sąsiednich krajów, historycznych resentymentów, antyunijnych obsesji. Pamiętamy, że jeśli czegoś nie udawało się zrobić po myśli PiS, mówiło się z pogardą o tzw. imposybilizmie prawnym. Jeśli na coś nie zgadzał się Trybunał Konstytucyjny, szukano haków w życiorysach sędziów, jeśli media nie były posłuszne, to w kilkadziesiąt godzin PiS znowelizowało ustawę, zmieniło skład KRRiT i wprowadziło swoich ludzi na Woronicza i do innych stacji. Znany był niechętny stosunek PiS do organizacji pozarządowych.

Kaczyński, podobnie jak teraz Orbán na Węgrzech, rozwijał system osobistej władzy. Chciał państwa autorytarnego i centralistycznego, gdzie „uczciwi obywatele nie mają się czego bać”, ale kryteria tej uczciwości ustala omnipotentna partia. Gdzie państwo jest traktowane nie jako sługa obywateli, ale jako wartość nadrzędna, gdzie obywatele powinni służyć władzy, która uosabia jego majestat. Państwo PiS to kwintesencja systemu, który rozdaje, nagradza posłuszeństwo i napiętnuje tych, którzy – jak to się czasami ujmuje na Węgrzech Orbána – „nie chcą się włączyć w pozytywną pracę dla narodu”.

Takie podejście widać i w uładzonym Andrzeju Dudzie, który np. ogólnie dopuszcza referenda, ale wyklucza je w kwestiach światopoglądowych, niepodlegających, jak należy rozumieć, dyskusji. To jest esencja takiego myślenia. Jego istotą jest brak zaufania do procedur, ustaleń, standardów płynących z innych źródeł niż własny komitet polityczny. Oraz przekonanie, że aby pożądany projekt państwa mógł się powieść, trzeba wszystkie stanowiska obsadzić właściwymi, uświadomionymi ideologicznie ludźmi, czyli własnymi kadrami.

PiS ma ambicje wypowiadać się o wszelkich dziedzinach, sprawdzać proces wychowawczy młodzieży, zawartość podręczników, treść teatralnych spektakli i programów telewizyjnych. A także ludzkich biografii, rodzinnych i towarzyskich powiązań, sieci interesów – w przekonaniu, że świat widzialny nie jest prawdziwy, że za nim kryje się prawdziwa rzeczywistość, którą należy zdemaskować. To politycy PiS – jako jedyni w polskim życiu publicznym – mówili o „genetycznym patriotyzmie” i wrodzonym „zaprzaństwie”, o tym, że jedni są z pokolenia AK, a inni wręcz przeciwnie. Ta głęboka nieufność wobec ludzi, szukanie ukrytych, niskich motywów, spisków, zależności, jakie stoją za faktami i osobami, to może najbardziej charakterystyczna cecha państwa PiS, którego uosobieniem stał się zależny od rządu prokurator.

Niech wygra lepszy 

Idea IV RP, nawet jeśli dziś nie jest wprost przyzywana, jest jeszcze bardziej obowiązująca niż w latach 2005–07, jako że została wyposażona w wielki mit – smoleński, ofiary poniesionej w służbie wielkiej idei. Zresztą to ideologiczne wyposażenie jest bez przerwy wzbogacane, samo się rozwija i napędza. Czy to w postaci polityki historycznej, czy w rozkręcaniu swoiście praktykowanej lustracji kolejnych pokoleń „resortowych dzieci”, w kompromitowaniu wybranych do odstrzału autorytetów. I wreszcie, we wzmacnianiu politycznej symbiozy z Kościołem i jego najbardziej konserwatywnymi hierarchami, a już zwłaszcza z ojcem Rydzykiem.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną