Kraj

„Inercja prokuratury powoduje, że obywatele są przeświadczeni o słabości państwa”

Gen. Adam Rapacki. Gen. Adam Rapacki. RDC / Twitter
O błędach prokuratury w sprawie afery podsłuchowej, o tym, dlaczego podsłuchiwanie staje się powszechne i dlaczego policjanci są sfrustrowani – mówi emerytowany generał policji Adam Rapacki.

Piotr Pytlakowski: – Jak z punktu widzenia fachowca ocenia pan proceder podsłuchiwania w restauracjach? Czy to jest nowy rodzaj przestępstwa, który będzie się upowszechniał?
Adam Rapacki: – Absolutnie tak. To powinno być ostrzeżeniem dla wszystkich. Urzędnicy, politycy i biznesmeni muszą się nauczyć, że w miejscach publicznych trzeba panować nad językiem i nie ujawniać swoich tajemnic, tajemnic firmy czy instytucji. Według mojej wiedzy to, co się wydarzyło w warszawskich restauracjach, miało na celu pozyskanie przez sprawców informacji do własnych planów biznesowych. W przyjaznej atmosferze restauracji ludzie, którzy czuli się tam bezpieczni, wpadali w zastawione sidła. Ten proceder prowadzono przez długi czas. Z takimi działaniami trzeba się liczyć tym bardziej, że na rynku dostępne są różnego rodzaju środki techniki, które można kupić bez żadnej kontroli za nieduże pieniądze.

Chodziło wyłącznie o cele biznesowe? Skutki są jak najbardziej polityczne.
To stało się niejako przy okazji, opozycja skrzętnie wykorzystuje całe zamieszanie. Prokuratura sprawdza też, czy motywem nie był szantaż. Zjawisko podsłuchiwania, podglądania ludzi i wykorzystywania tego do szantażu czy wymuszeń jest znane już od wielu lat, szczególnie od kiedy technika stała się ogólnie dostępna. Znane były takie przypadki w agencjach towarzyskich. Grupy przestępcze zarządzające agencjami towarzyskimi instalowały w – nazwijmy to – pokojach uciech monitoring, później ustalały, kto był gościem takiego lokalu, i jeżeli była to osoba z tzw. świecznika, szantażowali ją.

Kto w sprawie podsłuchów, a potem ujawnienia przez Zbigniewa Stonogę akt śledztwa okazał się bardziej nieporadny: służby czy prokuratura? Stonoga publicznie zapowiedział, że opublikuje akta i nieniepokojony przez wiele godzin ujawniał kolejne tomy.
Może obawiano się podobnej kompromitacji, jak w przypadku próby przejęcia nośników w redakcji „Wprost”. Faktem jest, że tutaj piłka była w dużej mierze po stronie prokuratury, bo prokuratura jest gospodarzem tego śledztwa. Taka inercja powoduje, że obywatele nabierają przeświadczenia o słabości państwa.

Z drugiej strony kwalifikacja prawna czynu jest taka, że żaden sąd nie aresztowałby Stonogi i ten w dowolnym czasie upubliczniłby nagrania. Postępowanie w sprawie podsłuchów trwa za długo. Jeżeli nie ma dowodów na inne poważniejsze przestępstwa, to akt oskarżenia trzeba szybko wysłać do sądu i tam niech zapadnie rozstrzygnięcie. Nie można przyzwalać, żeby tymi taśmami grano przez wiele miesięcy, przy małej aktywności organów ścigania.

Z perspektywy emerytowanego generała policji, co pan dostrzega dobrego i złego w działaniu instytucji, w której pracował pan ponad 26 lat, a kolejne 4,5 roku nadzorował jako wiceminister?
Z jednej strony policja ma narzędzia znacznie lepsze niż kiedyś. To instrumenty prawne, to lepsza technika, ale brakuje takiego entuzjazmu, który kiedyś towarzyszył naszym działaniom. Dzisiaj pewnie jest większy komfort pracy, ale czasami trochę brakuje pasji, dynamicznego podejścia.

Policjant zmienia się w urzędnika?
Takie sygnały odbieram od młodszych kolegów. Może dlatego, że duża część pracy operacyjnej jest zbiurokratyzowania. Proces wykrywczy jest obwarowany całą masą wymogów czysto formalnych. Dopiero zmiany w kodeksie karnym i kodeksie postępowania karnego, które właśnie wchodzą w życie, sprawią, że nie będzie tylu pozornych, biurokratycznych czynności. Zmieni się rola policji i rola prokuratora. Na policję spadną dodatkowe obowiązki, będzie musiała zebrać komplet materiałów, które pozwolą, żeby prokurator mógł oskarżyć i dostarczyć przekonujących dowodów do rozstrzygnięcia przez sąd.

Ten kontradyktoryjny proces sądowy ma sens, ale pewne procedury powinny być uproszczone. Podam taki przykład. Badano sprawę mobbingu w jednej z sieci handlowych. Ówczesny minister sprawiedliwości wydał polecenie, że muszą być przesłuchani wszyscy pracownicy tej sieci handlowej – pod kątem tego, czy pracują więcej, czy nie są wymuszane na nich jakieś zachowania. To było ponad 30 tysięcy osób. Pracowały przy tym tysiące policjantów, ponad 100 prokuratorów – po to, by postawić drobne w sumie zarzuty kierowniczce sklepu, że złamała przepisy pracownicze. To jest klasyczny przykład niegospodarności, braku ekonomiki, ale wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Do skazania tamtej sklepowej wystarczyły zeznania trzech, czterech pracowników.

Prokurator powie: zgoda, ale obowiązuje nas legalizm, musimy przesłuchać wszystkich świadków.
To odwieczny spór prawników: ile legalizmu, a ile oportunizmu. Jeżeli zeznania kilkudziesięciu tysięcy świadków nie zmienią kwalifikacji prawnej, to po co ich słuchać?

Ukazała się właśnie książka „Niepokorny”*, wywiad rzeka z panem. Mówi pan tam z pewnym powątpiewaniem o zmianach w policji, szczególnie w Centralnym Biurze Śledczym.
Teraz mamy już nie CBŚ, ale CBŚP – działające jako kolejna komenda wojewódzka, ale uzależnione od innych komend, korzystające z ich techniki, z ich obserwacji i ich dobrej woli. Pieniędzy zawsze brakuje, więc zaczną się rozliczenia za wszystko. Bolączką i główną przesłanką, żeby wyodrębnić tę służbę, był fakt, że Komenda Główna Policji i komendy wojewódzkie słabo obsługiwały CBŚ od strony logistycznej. Dzisiaj ta logistyka dalej pozostaje poza CBŚ, w tym zakresie nic się nie zmieniło.

CBŚ to trochę pana dziecko. Zostało stworzone do walki z polską mafią. Dzisiaj już nie jest potrzebne?
Ta służba była forpocztą nowych rozwiązań. To tutaj wprowadzaliśmy koncepcję operacji specjalnych, tu robiliśmy pierwsze dostawy niejawnie nadzorowane, tutaj testowaliśmy całą masę rzeczy związanych z analizą kryminalną, z wywiadem, z grupami werbunkowymi, z zarządzaniem agenturą manewrową. To była elita i mam nadzieję, że biuro nadal tak będzie traktowane, chociaż wiem, że funkcjonariusze CBŚP są sfrustrowani. Kiedyś zarabiali więcej niż inni policjanci, dzisiaj to się zmieniło. Z tego powodu z CBŚP odchodzą ludzie do innych jednostek policji, bo tam dostają większe pieniądze czy większe perspektywy rozwojowe. Trudno dzisiaj pozyskać do CBŚP bardzo dobrych policjantów. Żyjemy w państwie znacznie bezpieczniejszym niż jeszcze dziesięć lat temu, ale to nie znaczy, że całkowicie zniknęła najgroźniejsza przestępczość.

Nie ma już gangów pruszkowskiego czy wołomińskiego. Ktoś zajął ich miejsce?
Zmieniła się struktura przestępczości. W większej mierze weszła ona w sferę gospodarki i ekonomii. Pojawiły się przestępstwa w cyberprzestrzeni dokonywane przez zorganizowane międzynarodowe grupy przestępcze. CBŚP ma i będzie miało co robić.

Czy pan ma jeszcze dziś coś do powiedzenia w sprawie bezpieczeństwa kraju? Czy ktoś chce pana słuchać pana, radzić się?
Oficjalnie nikt nie pyta, chociaż wiadomo, że jestem do dyspozycji, gdyby ktoś chciał skorzystać z mojej wiedzy i doświadczeń. Pracuję w firmie zajmującej się bezpieczeństwem i z tej pozycji widzę całą masę nowych patologicznych zjawisk, którymi warto zainteresować służby. Nie trzeba czekać, aż nowa przestępczość nabierze dużych rozmiarów i się rozleje, tylko reagować szybciej i efektywniej. Taką pomoc też deklarowałem służbom, jeżeli zechcą skorzystać.

Mówi pan jak człowiek, który tęskni za policyjną robotą. Wróciłby pan, gdyby zaproponowali?
Już nie. Myślę że teraz jest czas dla młodych, którzy powinni energicznie, dynamicznie wprowadzać nowe pomysły, zmieniać i udoskonalać to, co my pozostawiliśmy. Jestem do dyspozycji, ale tylko na zasadzie wolontariatu. Nie żałuję ani jednego dnia spędzonego w policji, mimo że nie było łatwo i przyjemnie. Opowiadam o tym w książce, o której pan wspomniał.

Jako tytułowy niepokorny?
Jako człowiek posiadający swoje zdanie, bo pokory jakoś nie nabrałem.

 

gen. Adam Rapacki, współtwórca Centralnego Biura Śledczego, wiceminister spraw wewnętrznych w latach 2007–2012.
*„Niepokorny”, rozmowy Elżbiety Sitek-Wasiak z gen. Adamem Rapackim, wydane przez wydawnictwo Czarna Owca.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną