Społeczne komitety Kukiza

Ludzie z zaJOWką
Od Birmingham, przez Szczecin, Koziegłowy, Łódź Bałuty, aż po Tarnobrzeg i Sanok powstają społeczne komitety poparcia dla referendum o JOW. Potem ma być z tego Partia Kukiza.
Janusz Sanocki, koordynator i informator dla wszystkich komitetów w Polsce, nie pamięta właściwie, kto – on czy Kukiz – wpadł pierwszy na pomysł z komitetami.
Archiwum Janusza Sanockiego/Archiwum prywatne

Janusz Sanocki, koordynator i informator dla wszystkich komitetów w Polsce, nie pamięta właściwie, kto – on czy Kukiz – wpadł pierwszy na pomysł z komitetami.

Spotkanie zwolenników Jednomandatowych Okręgów Wyborczych
Mieczysław Michalak/Agencja Gazeta

Spotkanie zwolenników Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Czerwcowa niedziela, 11-kilometrowy bieg z okazji Święta Truskawki ukończył właśnie Marcin Mizera, 32-letni lokalny dziennikarz, założyciel i działacz społecznego komitetu poparcia dla referendum Jednomandatowych Okręgów Wyborczych z Puław, ale to nie koniec jego zadań na dziś. Pozagadywał trochę o JOW uczestników biegu, a zaraz bierze ulotki i rusza na festyn rodzinny. Bo, jak mówi, każde miejsce i okazja są dobre, aby spotkać się z ludźmi i ich uświadamiać – który system wyborczy jest zły (proporcjonalny, czyli ten, który jest teraz), a który dobry (większościowy, czyli JOW, więcej o jego zaletach w kolorowej ulotce).

Zupełnie inną strategię przyjął Marek Ostapko, 28-letni działacz ruchu JOW z Nowej Dęby koło Tarnobrzega. Zamiast na eventy postawił na dyżury. W pomieszczeniach biurowych jednego z miejskich hoteli przesiaduje od poniedziałku do piątku w godz. 10–15, zaprasza wszystkich mieszkańców do odwiedzin i rozmowy. Ruch nie jest na razie zbyt duży, dwie osoby w ciągu dnia to maksimum, ale Ostapko już się dogaduje z lokalnymi sklepikarzami – będzie mógł u nich zostawiać ulotki dla zainteresowanych.

A Bożena Łapaj, 59-letnia nauczycielka wuefu z Będzina, dopiero niedawno zaczęła, ale i tak już czuje, jakby od losu dostała drugą młodość. Znów w ramach komitetów spotykają się po domach, dyskutują, ustalają plan działania. Jakby ta jej Solidarność, której zresztą nadal jest formalnym członkiem, cudownie odżyła. Tylko tym razem o wiele sprawniej to idzie, spontanicznie, szybko, wszystkie informacje od razu docierają przez Facebooka. Niecały miesiąc, a jest ich już ponad 500 w całej Polsce. Ich, czyli komitetów.

W kilka osób, znajomych, sąsiadów

Zresztą właśnie od Facebooka to wszystko się zaczęło. 27 maja o godz. 14.56 Paweł Kukiz napisał na swoim profilu, za pomocą którego od czasu wyborów prezydenckich komunikuje się ze światem: „Zakładajcie społeczne komitety poparcia dla referendum! Teraz chodzi o to, żeby wygrać wszystko. Potrzebni są rodacy, którzy chcą prawdziwej zmiany”.

Janusz Sanocki, koordynator i informator dla wszystkich komitetów w Polsce, nie pamięta właściwie, kto – on czy Kukiz – wpadł pierwszy na pomysł z komitetami. Skojarzenia z ruchem Solidarności nie są tu żadnym błędem – to jest żywcem wzięty ten sam wzór, nie będą się wypierać. Zaczęło się od tego, że kiedy Paweł czytał Sanockiemu fragmenty swojego programu, on od razu wiedział – postulaty gdańskie z 1980 r. Znał je z własnego życia, bo sam, jako świeży absolwent metalurgii po AGH, zakładał Solidarność w Nysie. Potem było podziemie, internowanie, RKW przy Frasyniuku, Okrągły Stół w podstoliku polityki mieszkaniowej. No, i musiał jakoś się odnaleźć w tej wolnej Polsce, o którą sam zabiegał. Zaczął prowadzić „Nowiny Nyskie”, gazetę lokalną, i zainteresował się ruchem na rzecz JOW, który dopiero się tworzył. Niemal 20 lat działań u boku twórcy prof. Jerzego Przystawy, konferencje, marsze na Warszawę. I nic, zaczęli powoli tracić nadzieję, aż nagle pojawił się Kukiz.

Sanocki pamięta, jak w 2005 r. Paweł przyjechał do Nysy. Przyszedł na spotkanie. W swoim słynnym i widocznym w telewizji kombinezonie w moro stanął z boku sali, posłuchał chwilę o JOW i od razu się zapalił. Od tamtej pory znają się i współpracują, mimo 10 lat różnicy w wieku i doświadczeniu Paweł chwyta wszystko, co Sanocki mówi. Ale tym razem to Kukiz powiedział: Janusz, ty zajmiesz się komitetami.

Tak więc teraz Sanocki jako koordynator nie odkłada słuchawki telefonu nawet na moment. Bo wciąż dzwonią z całej Polski z pytaniami do niego, nie rozumiejąc, o co chodzi z tymi komitetami, bo ludzie nie mają nic prócz wiedzy z sieci i paru zdań od Kukiza z Facebooka. Instruował więc, jak potrafił – a w drugą stronę dostawał formularze z nazwiskami od pięciu do kilkunastu członków, które potem wklepywał do wspólnej bazy na stronie danych, specjalnie stworzonej w tym celu. I działa.

Strukturą bez struktur

Marek Ostapko, ten, który dyżuruje w Nowej Dębie w sprawie JOW, w strukturach bez struktur jest jednym z pierwszych. O sobie mówi starszy wojownik, bo w ruchu JOW na Podkarpaciu działa już od 2009 r. Był wówczas studentem politologii, do którego idea JOW przemówiła podczas zajęć o systemach politycznych – wiedział od razu, że trzeba wejść na stronę.

Marek jest też liderem ruchu w swoim regionie. Ma swoje 1,4 tys. punktów zdeponowanych na stronie ruchjow.pl. Wszyscy działacze komitetów mają tam profile i mogą wymieniać się wiadomościami, a system punktowy mobilizuje ich do aktywności. 400 pkt za komitet referendalny, 400 za zorganizowanie wydarzenia, 200 za kolportaż ulotek, po jednym za każdą złotówkę wsparcia finansowego dla ruchu.

Dodatkowo Marek jeździ po Polsce i szkoli z idei JOW inne komitety. Bo wielu z tych, co je zakładają, jest kompletnie zielonych. A żeby przekonywać innych, sami muszą rozumieć, o co dokładnie w tym chodzi. (Argumenty, że JOW tylko utrudniają władzę partii, są odrzucane). No i chętnie muszą współpracować. Tymczasem wielu chce się wykazać i pokazać. I kończy się tak jak w Płocku, gdzie w jednym mieście powstało siedem komitetów, niezależnych od siebie i dopiero teraz, po miesiącu, będą się spotykać i łączyć siły.

Z kolei Marcina Mizerę, lidera z Puław, tego, który biegł na Święcie Truskawki, cały czas ktoś zaczepia, że też chciałby być odpowiedzialny. I czy w związku z tym mógłby wejść do zarządu? I Marcin musi tłumaczyć: Chłopie, tu nie ma żadnego zarządu. Struktura bez struktur, rozumiesz, o co chodzi? Wielu z tych pytających to – jak mówi Marcin – działacze facebookowi. Deklarują, że przyjdą, że zrobią, a jak naprawdę trzeba pomóc, to już ich nie zobaczysz.

Dlatego dotychczasowe trzy akcje uświadamiająco-ulotkowe w ramach puławskiego komitetu robili w zawężonym gronie. Głównie Marcin – bo jako dziennikarz ma nienormowany czas pracy i łatwo mu wygospodarować chwilę na działanie, poza tym społecznikiem był od zawsze, organizował wiele koncertów na rzecz chorych dzieci, więc ma doświadczenie. Drugi jest Paweł, jego kolega z dawnych czasów, z którym na kilka lat rozeszły im się drogi, ale właśnie dzięki JOW znów się połączyły. Paweł – 25 lat, żona, trójka dzieci. Z wyuczenia fotograf, od razu po liceum zaczął pracę w zawodzie, a od niedawna jest również przedsiębiorcą, ma własną firmę w obszarze finanse i fotografia. Kiedyś zwolennik PO, ale już nawrócony, oprócz tego wyznawca ruchu niewolnictwa maryjnego (pokazuje specjalny łańcuch na przegubie) – ale jedno z drugim w jego odczuciu się nie kłóci. JOW i Maryja spokojnie mogą iść w parze.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną