Cienkie kiełbaski
Tylko 28 proc. Polaków poszłoby dziś na wybory. Tak przynajmniej pokazuje najnowszy sondaż.

Kampania wyraźnie nie dodaje nam skrzydeł. A ja traktuję ten wynik jako optymistyczny, świadczący o zdrowym myśleniu elektoratu. Wszyscy przecież widzimy te kiełbaski wyborcze grillowane w politycznych budkach i na straganach. Czasem już od samego zapachu ma się dość. Tymczasem do wyborów zostało jeszcze ponad sto dni. I naprawdę trzeba się strasznie zwijać, żeby przeskoczyć te góry złota, które się dotychczas obiecało.

Po drugiej Japonii i drugiej Irlandii przyszła kolej na Ryszarda Petru: Polska może być Niemcami Europy Środkowo-Wschodniej, a może nawet drugimi Niemcami i aby to zrobić, wystarczy tylko uwierzyć i chcieć. Na szczęście Angela Merkel nie ma pomysłu, by Niemcy zostały drugą Polską, więc chcąc nie chcąc musimy zostać tu, gdzie jesteśmy.

Kiełbaska lewicy jest zjednoczona, ale cienka i przypalona. Trudno się dziwić, skoro przy grillu uwijają się: Leszek Miller – ostatni, który pił z Breżniewem, Janusz Palikot, coraz bardziej podobny do Marksa i Engelsa, oraz wyjęty z szafy i otrzepany z moli Marek Dyduch. To woda i ogień – krzyczy o nich z entuzjazmem sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski – jak się te żywioły złączą, to buchnie taka para, że tej lokomotywy nie zatrzymasz.

Beata Szydło nie grilluje. Na tle łanów wyzłacanych pszenicą i posrebrzanych żytem rozciera w dłoniach kłosy chleba naszego powszedniego. Obok mocują się z kosami poseł PiS Marek Suski i eurodeputowany Janusz Wojciechowski. Temu drugiemu idzie znacznie lepiej. To on otworzył dla ludzi z całej Polski biuro z darmowymi poradami prawnymi, które trzeciego dnia zamknął, bo już Dudzie nie było potrzebne. Teraz Wojciechowski proponuje utworzenie Izby Wyższej Sądu Najwyższego, w której „czynnik społeczny”, czyli przedstawiciel ludu, powie Sądowi, dlaczego się pomylił. Będzie jeszcze sprawiedliwiej, niż za czasów Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej w latach 80. ubiegłego wieku.

Prezydent elekt Andrzej Duda wrócił z zagranic i podziękował Prymasowi Polski za możliwość pomodlenia się za Ojczyznę: „Tego zawsze potrzeba, jeżeli ktoś chce zrealizować wielkie dzieło naprawy Rzeczypospolitej, które jest przed nami”. Jako ludzie wierzący – dodał – zdołamy to zrealizować lepiej, uczciwiej i rzetelniej. Podziwiam to wspaniałe samopoczucie katolików, że są po prostu lepsi, uczciwsi i bardziej rzetelni. Ja i inni tacy jak ja, niewierzący, nie będziemy PiS i prezydentowi przeszkadzać. Kryteria dobrej roboty są jasne.

Ale katolikom zagrażamy nie tylko my. Także uchodźcy z Erytrei i Syrii, których mamy przyjąć do Polski. To powinni być chrześcijanie, bo muzułmanie się nie asymilują, a tacy roznoszą po Europie zarazę terroryzmu – mówi Jarosław Gowin. Ale co tam Gowin. Prawdziwie rasistowski popis dał prawicowy publicysta Witold Gadowski, który w wywiadzie dla prawicowego portalu przypomniał, że już raz, w latach 90. ubiegłego wieku, UE przysyłała nam transporty toksycznych odpadów, czyniąc z Polski składowisko niemieckich śmieci. Obecnie Unia będzie chciała się pozbyć imigrantów – „najbardziej toksycznych elementów ze swojego społeczeństwa, wysyłając ich do Polski”.

Nie chodzi mi o to, żeby bez żadnej kontroli otwierać granice i przyjmować każdego, kto chce wejść. Jednak Gadowski, przyrównujący swoich bliźnich, wyznawców innych religii, do toksycznych śmieci – jest pożałowania godny i powinien poddać się reedukacji. Oby tylko nie przez księdza Oko.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną