Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Iść, nie iść?

Brać czy nie brać udziału we wrześniowym referendum?

Odkąd, po przegranej w pierwszej turze wyborów, Bronisław Komorowski ogłosił zamiar rozpisania trójpytaniowego referendum, miałem nadzieję, że jednak do głosowania nie dojdzie.

Że wycofa się (a miał liczne preteksty) sam inicjator, że nie zgodzi się Senat, że nowy prezydent spróbuje zatrzymać bieg zdarzeń, może Trybunał Konstytucyjny negatywnie się wypowie? Nie, nikt nie nacisnął na hamulec. Do Bronisława Komorowskiego, przecież odpowiedzialnego polityka i dobrego prezydenta, nie mam nawet żalu, że dał się ponieść emocjom powyborczej nocy, ale że brnął w to niemądre przedsięwzięcie do końca. To że Andrzej Duda, dla czysto wyborczej rozgrywki, przelicytował i ogłasza swoje referendum – z bodaj jeszcze bardziej niedorzecznymi pytaniami – jest już tylko cyniczną konsekwencją grzechu pierworodnego: włączania referendum do zwykłej kampanii wyborczej, najpierw prezydenckiej, potem parlamentarnej. Politycy wszystkich opcji powinni jak najszybciej tego dżina zagonić do butelki (może to zrobić już Senat, blokując inicjatywę Dudy), bo jest to broń śmiertelnie niebezpieczna dla nich samych.

Referendum omija całą demokratyczną strukturę podejmowania decyzji w państwie, zawiesza kompetencje posłów, senatorów, premiera, prezydenta, z ich ekspertami i kalkulacjami, teoretycznie może obalić każdą decyzję parlamentarnej większości. W demokracji przedstawicielskiej Głos Ludu jest potężny i niszczący jak trąby jerychońskie, które raczej nie powinny przygrywać do obiadu. Radosna zapowiedź prezydenta Dudy, że już „milion podpisów Polaków” będzie wywoływać obligatoryjne referendum, jest jeszcze groźniejsza niż większość konstytucyjnych pomysłów PiS, które mają zdemontować w Polsce liberalną demokrację. Milion podpisów, zwłaszcza na fali podkręcanego przez media emocjonalnego wzburzenia, można zebrać bez trudu; ba, nawet uzyskać frekwencyjną większość, żeby np. przywrócić karę śmierci, kastrować pedofilów, znacjonalizować banki, każdego recydywistę wsadzać do więzienia na 5–10 lat (takie referendum zapełniło więzienia w Kalifornii), obniżyć najbiedniejszym opłaty za prąd (też Kalifornia, przed blackoutem), skrócić staż emerytalny do 30 lat, zabrać diety posłom, karać więzieniem szkalujących Polskę, odwołać prezydenta.

Polityka 36.2015 (3025) z dnia 01.09.2015; Komentarze; s. 12
Oryginalny tytuł tekstu: "Iść, nie iść?"
Reklama