Kraj

Iść, nie iść?

Brać czy nie brać udziału we wrześniowym referendum?

Odkąd, po przegranej w pierwszej turze wyborów, Bronisław Komorowski ogłosił zamiar rozpisania trójpytaniowego referendum, miałem nadzieję, że jednak do głosowania nie dojdzie.

Że wycofa się (a miał liczne preteksty) sam inicjator, że nie zgodzi się Senat, że nowy prezydent spróbuje zatrzymać bieg zdarzeń, może Trybunał Konstytucyjny negatywnie się wypowie? Nie, nikt nie nacisnął na hamulec. Do Bronisława Komorowskiego, przecież odpowiedzialnego polityka i dobrego prezydenta, nie mam nawet żalu, że dał się ponieść emocjom powyborczej nocy, ale że brnął w to niemądre przedsięwzięcie do końca. To że Andrzej Duda, dla czysto wyborczej rozgrywki, przelicytował i ogłasza swoje referendum – z bodaj jeszcze bardziej niedorzecznymi pytaniami – jest już tylko cyniczną konsekwencją grzechu pierworodnego: włączania referendum do zwykłej kampanii wyborczej, najpierw prezydenckiej, potem parlamentarnej.

Polityka 36.2015 (3025) z dnia 01.09.2015; Komentarze; s. 12
Oryginalny tytuł tekstu: "Iść, nie iść?"
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Koniec miłości?

Świat, jaki znaliśmy, dobiega końca. Coraz mniej potrzebna staje się choćby miłość. Uległa współczesnemu kapitalizmowi, który postawił na wolność obyczajową, a z seksualności uczynił siłę napędową gospodarki.

Edwin Bendyk
14.02.2020