Polska wojna o uchodźców

Bilet bez miejscówki
Targujemy się, ale moglibyśmy przyjąć nawet 100 tys. uchodźców. Przecież i tak wiadomo, że zaraz uciekną do Niemiec lub do Skandynawii. Gdyby mieli zostać i gdybyśmy naprawdę chcieli ich w Polsce przyjąć i zatrzymać, musimy jeszcze sporo u nas zmienić.
Uchodźcy syryjscy na granicy węgiersko-serbskiej.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Uchodźcy syryjscy na granicy węgiersko-serbskiej.

Omar Al-Shehabi, Palestyńczyk. Uważa, że Polacy są narodem otwartym, acz niepozbawionym uprzedzeń.
Leszek Zych/Polityka

Omar Al-Shehabi, Palestyńczyk. Uważa, że Polacy są narodem otwartym, acz niepozbawionym uprzedzeń.

Anwar, Syryjczyk. Prowadzi bar w Warszawie. Polaków lubi i chciałby ich karmić. Trochę się tylko martwi, że interes idzie słabo – Polacy mało jadają na mieście.
Anna Musiałówna/Polityka

Anwar, Syryjczyk. Prowadzi bar w Warszawie. Polaków lubi i chciałby ich karmić. Trochę się tylko martwi, że interes idzie słabo – Polacy mało jadają na mieście.

audio

AudioPolityka Marta Mazuś - Bilet bez miejscówki

Według ostatnich deklaracji rządu w ciągu najbliższych dwóch lat Polska przyjmie kilka tysięcy uchodźców. Być może – nawet oczekiwane przez Unię i wyliczone algorytmem Junckera – 11 287 osób. To niewiele. Aktualizowane na bieżąco statystyki dotyczące liczby osób, które nielegalnie przekroczyły granice Unii Europejskiej, od początku tego roku obejmują ponad 300 tys. osób, choć niektóre źródła podają już nawet pół miliona. I wielka wędrówka ludów wciąż trwa.

„Musimy pomagać, to nasz moralny obowiązek” – piszą na internetowych forach zwolennicy przyjęcia do Polski uchodźców i zwołują w wielu miastach manifestacje solidarności. „Zamiast Arabów i Murzynów Polska powinna najpierw sprowadzić Polaków ze Wschodu” – taki przekaz płynął choćby z przemówienia Beaty Szydło.

W Sejmie awantura: terrorystami straszy Beata Kempa ze Zjednoczonej Prawicy, lawirowanie i kłamstwa w sprawie planów przyjęcia uchodźców zarzuca PO Przemysław Wipler z partii KORWiN, a Mariusz Błaszczak z PiS przekonuje, że w ogóle nie ma żadnych uchodźców, bo przecież oni jadą do nas z Węgier, Włoch i Grecji, więc nie mają prawa nazywać siebie uchodźcami.

Trwa przerzucanie się definicjami – kim właściwie jest uchodźca, uciekinier, a kim imigrant ekonomiczny. Oraz odpowiedzialnością – prawica wytyka rządowi uległość wobec Unii Europejskiej i Niemiec, a lewica niejednoznaczność i chaotyczność w podejmowaniu decyzji.

Bardzo bliski wschód

Pierwszy poranny pociąg przyjeżdża z Brześcia do Terespola po siódmej. Wychodzą z niego grupkami – po kilka, kilkanaście, czasem po kilkadziesiąt osób i ustawiają się w kolejce na przejściu granicznym. Proszą o azyl, bo jeśli nie poproszą wprost, odbijają się od granicy i muszą jechać z powrotem.

Przejście graniczne w Terespolu to na razie główna brama, przez którą uchodźcy przedostają się do Polski – ponad 90 proc. wniosków o azyl składanych jest właśnie tu. I niezmiennie najwięcej z nich od wielu już lat pochodzi od Czeczenów (w statystykach urzędowych występujących jako obywatele Rosji). Syryjska i iracka fala wciąż jeszcze nas omija.

Od samego początku, czyli od 1992 r., kiedy Polska zaczęła przyjmować uchodźców, struktura narodowościowa osób, które szukają w Polsce ochrony, niewiele się zmienia. Są to głównie przyjezdni z Kaukazu (Czeczenia, Gruzja) oraz nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy (Ukraina, Białoruś). Konwencja genewska z 1951 r. mówi, że uchodźcą jest osoba, która przebywa poza krajem swego pochodzenia i posiada uzasadnioną obawę przed prześladowaniem w tym kraju ze względu na rasę, religię, narodowość, poglądy polityczne lub przynależność do określonej grupy społecznej – a więc opuszczenie przez nią kraju jest przymusowe, a nie dobrowolne, jak w przypadku tak często wspominanych obecnie migrantów ekonomicznych.

Przez ostatnie lata mieliśmy do czynienia z kilkoma falami napływu ludzi, którzy uważali, że ich życie było zagrożone. Lata 2009 i 2012 to dwie fale napływu do Polski Gruzinów, najpierw tych zachęconych obietnicami prezydenta Kaczyńskiego, który aktywnie wspierał prezydenta Saakaszwilego w sporze z Rosją o Osetię Południową i deklarował pomoc narodowi gruzińskiemu, a potem politycznej opozycji będącej z Saakaszwilim w konflikcie.

Z kolei 2014 r. to natężenie przyjazdów z ogarniętej wojną Ukrainy – Ukraińcy wyprzedzili wtedy Gruzinów i stali się drugą po Czeczenach najliczniej reprezentowaną narodowością poszukującą w Polsce azylu. Jednocześnie przyjazdy osób pochodzących z krajów Bliskiego Wschodu, gdzie wojenne konflikty skutkowały ucieczkami tysięcy, a nawet milionów ludzi (Irak, Afganistan, a zwłaszcza Syria), były u nas zupełnie śladowe, sięgające najwyżej kilkuset osób.

Tak naprawdę jednak osoby przyjeżdżające do Polski w poszukiwaniu azylu, w porównaniu z liczbą imigrantów trafiających do nas na studia lub do pracy, to margines. W pierwszej połowie 2015 r. wojewodowie wydali w sumie ponad 35 tys. decyzji pozytywnych w sprawie legalizacji pobytu w Polsce (pobyt czasowy, stały lub rezydenta UE), w tym ponad połowę dla Ukraińców (19,2 tys.). Poza tym najliczniejsze obywatelstwa to: Chiny – 1,8 tys., Białoruś – 1,7 tys., Wietnam – 1,6 tys., Rosja – 1,2 tys. oraz Turcja – 1 tys.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną