Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Brzydkie słowo „polityka”

Rozczarowani polityką? Nie obwiniajmy się bez reszty za jej grzechy, bo znaczną część winy ponoszą Grecy.

Nie ci od kryzysu, tylko ci z marmuru – Solon, Perykles, Platon… To oni wymyślili ów teatr społeczny, zwany polityką, zresztą na marginesie prawdziwego teatru i po części z teatralnej inspiracji. Jakoż i wcześniej, zanim rozbrzmiały debatami ateńskie place, przez tysiąclecia były i prawa, i królowie, i arystokracja, i lud. Wojny i układy. Ale polityki nie było. To zupełnie jak z filozofią. Myśleli, bajali o sensie wszechrzeczy od zarania, a filozofii jakoś nie było. Trzeba ją było dopiero wymyślić i nazwać. Użyto nazwy zręcznej (podobno pomysł to Pitagorasa), kodującej dalekosiężny zamiar i nadającej rzeczy samej bezpieczny status ledwie projektu i zamiaru. Filo-zofia znaczy bowiem oddanie sprawie mądrości, dążenie do wiedzy o sprawach boskich i ludzkich. Z polityką było tak samo. Nazwę ugruntowali najmocniej Platon, autor PolitykaPolitei, zalecający, aby uczone głowy rządziły państwem, oraz Arystoteles, pisząc swoje słynne dzieło Polityka, poświęcone typologii i ocenie ustrojów prawno-społecznych.

Pomysł z wymyślaniem tego, co wcześniej uchodziło za rzecz bogów, czyli układanie sobie wedle woli praw i stosunków, jest wszelako o kilka pokoleń wcześniejszy. Bezczelny, jak cała Grecja. Trzeba było jednakże dopiero Sokratesa i sofistów, żeby wymyślić państwo ideologiczne, a tym samym ideologię państwowości jako takiej, której rozbudowana postać przybrała nazwę „polityki”. Sokrates z Platonem przyłożyli się najwięcej do wmówienia nam, że najwyższą i najdoskonalszą formą istnienia jest państwo i że to jedynie w nim i poprzez nie człowiek może być istotą cywilizowaną i godną swego imienia.

Polityka 44.2015 (3033) z dnia 27.10.2015; Felietony; s. 104
Reklama