Program finansowania in vitro przedłużony. Dobrze, że decyzja nie spadła na nowy rząd

In vitro na przyszłość
Minister zdrowia podpisał kolejną edycję programu leczenia niepłodności metodą in vitro. Wbrew apelom PiS, by tego nie robił.
Tumblr

Nie będę ukrywał, że cieszy mnie ta decyzja – jedna z ostatnich przed odejściem z Ministerstwa Zdrowia profesora Mariana Zembali. Poinformował o niej wczoraj wieczorem, podczas rozmowy w TVP Info z Piotrem Kraśką. Interesujące, że wiceminister zdrowia Sławomir Neumann, zapytany w tym samym czasie o decyzję w sprawie in vitro w TVN24 w „Kropce nad i” przez Monikę Olejnik, odparł, że nie została jeszcze podjęta, „bo jest na to czas”. Ależ skądże! Czasu nie ma i Marian Zembala najwyraźniej lepiej zdawał sobie z tego sprawę niż jego zastępca. Swoją drogą nie pierwszy to już raz, kiedy w resorcie zdrowia nie wie lewica, co czyni prawica (a raczej na odwrót).

Program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, powszechnie zwany rządowym programem in vitro, ruszył 1 lipca 2013 r. i był przewidziany do 30 czerwca 2016 r. Na początku października premier Ewa Kopacz poinformowała, że będzie kontynuowany. Prawo i Sprawiedliwość oczywiście zaapelowało, by decyzję w tej sprawie pozostawić nowemu rządowi – ale nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, jaka by ona była. Rzeczniczka PiS oraz brany pod uwagę na stanowisko nowego ministra zdrowia dr Stanisław Karczewski już zapowiedzieli, że ustawę o in vitro należy zmienić pod dyktando Episkopatu – toteż rządowy program finansowania tej metody mógłby ulec znacznemu okrojeniu lub wstrzymaniu.

Podpisany przez prof. Zembalę nowy program na lata 2016–2019 będzie kontynuacją obecnego. Na jego realizację przeznaczono ok. 304 mln zł. „Podpisałem dokument bez triumfalizmu, ale w poczuciu służenia ludziom. W tym stanowisku upewniło mnie własne sumienie lekarskie i wiedza” – powiedział Zembala. Słusznie zauważył, że decyzje o poddaniu się procedurze in vitro są dobrowolne i powinny być dokonywane w oparciu o własne sumienie. „Jest grupa, także wśród osób wierzących, które chcą mieć dziecko i o nie zabiegają. Wielu spośród nich akceptuje tę metodę” – mówił.

Kiedy w czerwcu tego roku rozmawiałem z prof. Zembalą zaraz po otrzymaniu nominacji na ministra zdrowia, opowiadał mi wiele o swoim mentorze, czyli prof. Relidze. To on nauczył go obrony własnego sumienia w kontaktach z politykami. Minister Zembala przytoczył wtedy taką historyjkę: – Gdy prof. Religa był ministrem zdrowia w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, ten zażądał, aby w sprawie in vitro mówić tak jak on, czyli premier. Profesor wtedy otwarcie zaprotestował: „Jestem lekarzem i mam własne sumienie, na które nikt inny nie będzie miał wpływu”. Od tej pory pan Jarosław inaczej już patrzył na profesora, a ten szukał wsparcia u Lecha Kaczyńskiego.

U kogo będą szukać wsparcia rodziny, którym PiS zabierze prawo do zabiegów in vitro?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną