Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Marsz Varsovia

11 listopada na ulicach Warszawy: to idzie nacjonalizm!

Aleje Jerozolimskie, 11 listopada 2015 r. Aleje Jerozolimskie, 11 listopada 2015 r. Stanisław Ciok / Polityka
Ruszyły hufce patriotyczne na Wschód, poprzez jęczącą pod jarzmem nieprzyjaciela i zrujnowaną Warszawę, krzycząc z tysięcznych gardeł: to idzie nacjonalizm!
To idzie nacjonalizm! – wołali uczestnicy zrywu przeciw ogólnoświatowemu wrogowi Polski.Stanisław Ciok/Polityka To idzie nacjonalizm! – wołali uczestnicy zrywu przeciw ogólnoświatowemu wrogowi Polski.

Przedzierali się pod osłoną nocy nawet z dalekich zakątków zniszczonego kraju, by zdążyć, nim rozlegnie się salwa wzywająca do wymarszu. Jechali koleją i busami, tramwajami, metrem i samochodami prywatnymi, wywodząc w pole zastępy wroga. Bywały straty – meldowali sobie nawzajem przez radiostację internetową – komuś w drodze gestapo krzyknęło halt. Gestapo przetrząsało autokary w poszukiwaniu broni i sprawdzało kenkarty kierowcom. Ale nic to – dotarli z pomocą Boską.

***

Ich oczom ukazały się zgliszcza Warszawy wokół ronda Romana Dmowskiego. Cała Polska, w tym stolica, skopane butem zaborców z Moskwy i Brukseli – obywatele kryli się po piwnicach odrapanych domów, prosząc o wyzwolenie. Były wśród nich rodziny z dziećmi. Byli pozbawieni kręgosłupa homoseksualiści i inni lewacy przemykający pod murami z kawą na wynos i wegetariańskim naleśnikiem od islamisty. Żołnierze z Pierwszej Brygady i powstańcy w zdobycznych, szkopskich panterkach.

Tymczasem marsz formował swe szeregi, dudnił pieśniami o rozliczeniach z wrogami narodu, spowijał się dymem z chińskich fajerwerków. Z okupowanych dzielnic miasta wciąż nadciągały oddziały ochotników nielękających się przyznawać do polskości. Dzielni ci ludzie za nic mieli ogólnoświatowe zakusy zmierzające do wynarodowienia kraju. Stawali z otwartymi przyłbicami: osoby starsze i w średnim wieku, narodowcy, ubrani wieczorowo i ubrani w dresy, młodzież studencka i młodzież z różnych słowiańskich plemion futbolowych – dziś zjednoczeni w marszu wyzwoleńczym. Dla dodania sobie animuszu ciskali w tłum petardy hukowe i palili czerwoną magnezję. Wreszcie runęli ławą na Wschód, a z piersi wydarł się okrzyk: Roman Dmowski wyzwoliciel Polski!

Polityka 47.2015 (3036) z dnia 17.11.2015; Polityka; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Marsz Varsovia"
Reklama