Macierewicz w MON: czekanie na tsunami

Minister wojny
Obawy, że Antoni Macierewicz wypowie wojnę Rosji, są przesadzone. W pierwszej kolejności rozpęta ją w Polsce.
Nie wiadomo, jakie plany w stosunku do Ministerstwa Obrony Narodowej ma Antoni Macierewicz.
Adam Chełstowski/Forum

Nie wiadomo, jakie plany w stosunku do Ministerstwa Obrony Narodowej ma Antoni Macierewicz.

Służby nigdy nie wybaczą Antoniemu Macierewiczowi stylu, w jakim rozwiązano Wojskowe Służby Informacyjne.
Adam Chełstowski/Forum

Służby nigdy nie wybaczą Antoniemu Macierewiczowi stylu, w jakim rozwiązano Wojskowe Służby Informacyjne.

Manewry w Świdniku zorganizowane m.in. przez Legię Akademicką KUL i ZS Strzelec OSW
Maciej Kaczanowski/Dziennik Wschodni

Manewry w Świdniku zorganizowane m.in. przez Legię Akademicką KUL i ZS Strzelec OSW

audio

AudioPolityka Juliusz Ćwieluch - Minister wojny

Kontakt z Antonim Macierewiczem jest ujmujący. – Strasznie pan trzeszczy przez telefon, o znowu pan trzeszczy, to pewnie przez te wieloletnie tradycje POLITYKI – rzuca do słuchawki minister obrony narodowej. Rozmowa jest krótka, ale wygląda na to, że pan minister czerpie z niej wiele satysfakcji. Każe sobie kilka razy powtórzyć nazwisko. – No strasznie trzeszczy, pan ma chyba jakąś wadę genetyczną – rzuca do słuchawki i się rozłącza w wyraźnie szampańskim humorze. Trudno mu się dziwić. Człowiek, który walnie przyczynił się do wywrócenia dwóch rządów przez siebie współtworzonych, właśnie dostał trzecią szansę.

Nieopowiedziany dowcip

Przez ostatnie 25 lat wojskowi mieli 18 szefów. Jeszcze w lipcu 1990 r. wykonywali rozkazy generała Floriana Siwickiego, który karierę wojskową zaczynał w Armii Czerwonej. A już w grudniu następnego roku ich nowym przełożonym był Jan Parys, który przed spotkaniem z wojskowymi służbami informacyjnymi podobno zażyczył sobie wydania kamizelki kuloodpornej. Co prawda z biegiem czasu merytoryczność przełożonych rosła wprost proporcjonalnie do długości kadencji, ale wojskowi niejedno widzieli.

Jednak nawet dla tej formacji 19. szef jest wyzwaniem. Tym większym, że nowy minister z Prawa i Sprawiedliwości był oczekiwany z nadzieją. Wojskowi mają dobrą pamięć i wiedzą, za którego rządu najszybciej rosły im pensje. Kto hojnie rozdawał generalskie gwiazdki i awanse. Za czasów Lecha Kaczyńskiego awanse generalskie były przyznawane z okazji trzech najważniejszych świąt okołowojskowych. A i to nie wystarczało, więc niektórych awansowano na specjalnych zamkniętych uroczystościach. W efekcie w komisjach wyborczych na misjach poza granicami kraju PiS zawsze mogło liczyć na świetny wynik. W ostatniej kampanii wyborczej partia Kaczyńskiego również umiejętnie grała obietnicami i przebijała stawkę Platformy Obywatelskiej, która zwiększyła finansowanie armii z 1,95 proc. do 2 proc. PKB. PiS poszło na całość i zapowiedziało na armię 3 proc. PKB. Wojskowym musiało się to spodobać.

Jednak wybór na ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza mocno ostudził entuzjazm armii. Zwykli żołnierze pamiętają, jak zostali potraktowani ich koledzy oskarżani przez Macierewicza (jak się okazało niesłusznie) o zbrodnię ludobójstwa w Nangar Khel. Służby nigdy nie wybaczą mu stylu, w jakim rozwiązano Wojskowe Służby Informacyjne. A Żandarmeria Wojskowa nie zapomniała, że we wniosku o przydzielenie mu ochrony kategorycznie odrzucił ludzi z tej formacji i prosił o przyznanie funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu – i choć prawo wyraźnie wskazuje, że resortowego ministra ochraniać mają ludzie z Żandarmerii Wojskowej. Macierewiczowi udało się jeszcze obrazić cały pion zakupów poprzez sugestie, że wybór śmigłowca wielozadaniowego Caracal był obciążony „moralną korupcją”.

Ostatnie dni przed objęciem stanowiska przez Antoniego Macierewicza w MON upływały w nastroju wyczekiwania na tsunami. Wojskowym stępiło się nawet poczucie humoru. Kiedy jeden z oficerów próbował opowiedzieć żart, jak wariat z siekierą wpada do mięsnego, koledzy w pokoju kazali mu się zamknąć.

Ene due like fake

Nie wiadomo, jakie plany w stosunku do Ministerstwa Obrony Narodowej ma Antoni Macierewicz, bo jeszcze nie tak dawno temu Beata Szydło zapewniała, że to nie on będzie szefem tego resortu. Macierewicz po raz kolejny został schowany na czas kampanii i prawie nie udzielał wówczas wywiadów. W przeprowadzonej pod koniec września rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” również zarzekał się, że wypowiada się jako członek sejmowej komisji obrony narodowej, a nie osoba „wysuwana do pełnienia funkcji ministra obrony narodowej”.

Ale już przed objęciem stanowiska nie rozczarował. Urzędowanie rozpoczął od awantury o swoje bezpieczeństwo. Ponownie odmówił ochrony ze strony Żandarmerii Wojskowej. BOR też nie ufa.

W efekcie w armii trwa wyliczanka, kto pójdzie na pierwszy ogień, bo to, że PiS będzie łamało kręgosłupy i przejmowało armię, uchodzi za pewnik. Sądząc po ruchach kadrowych, żółtą koszulkę lidera dostały wojskowe służby, głównie Służba Kontrwywiadu Wojskowego. Jej szef płk Piotr Pytel podał się do dymisji w tym samym dniu co rząd premier Ewy Kopacz. Sam zainteresowany sprawy nie komentuje. Ale wojskowi mają jasny pogląd na ten temat. – Pod byle pretekstem postawiono by mu jakieś zarzuty, co oznaczałoby obcięcie uposażenia i to nawet o połowę. A później by go grillowali jakieś dwa, trzy lata, jak ludzi z byłego WSI – tłumaczy jeden z oficerów.

Decyzja o odejściu nikogo specjalnie nie dziwi. Tym bardziej że praktyka komisji likwidacyjnej pokazała, że przejmujący władzę opowiadają, co chcą, a oficerowie nawet nie bardzo mogą się bronić, bo ogranicza ich tajemnica państwowa. Dla PiS przejęcie służb zawsze było sprawą kluczową. Taki był cel przyjętej w czerwcu 2006 r. ustawy powołującej do życia SKW i SWW (Służby Kontrwywiadu i Wywiadu Wojskowego) oraz weryfikacji kadr byłej WSI. Przeprowadzona w taki sposób, że ze służby można było usunąć właściwie każdego, do kogo miało się jakiekolwiek zastrzeżenia, niekoniecznie poparte dowodami. Komisja, choć pracowała prawie dwa lata, nie zdołała zweryfikować 774 osób, spośród prawie 2,2 tys. pracowników byłego WSI. Brak weryfikacji powodował stan prawnego zawieszenia funkcjonariusza. Choć nie był zwolniony, nie mógł wykonywać żadnych zadań. Ile kosztowało to podatnika, nikt właściwie nie policzył. Ale kwoty podawać należy w milionach.

W wojsku nikt nie ma wątpliwości, że forsowanie kandydatury Antoniego Macierewicza na ministra obrony narodowej było związane z kwestią dokończenia czyszczenia służb, a konkretnie z ich całkowitym przejęciem.

Macierewicz, a także jego partyjny zwierzchnik, liczą zapewne, że mając w ręku służby, można będzie rozpocząć polityczną wendettę. Osobą numer jeden na celowniku PiS jest Donald Tusk. Ale równie cenne będzie zniszczenie Bronisława Komorowskiego. Jego nazwisko pojawiało się już zresztą przy okazji aneksu do Raportu z likwidacji WSI. Materiał tamtego dokumentu był tak słaby, że nie zdecydował się go opublikować nawet Lech Kaczyński. Prezydent Duda również się opiera. Ale pytanie, jak długo?

Kolejną osobą, na którą PiS będzie szukało haków, jest Bogdan Klich. Dla Macierewicza były szef MON to osobisty wróg. To on przeszkadzał mu w weryfikacji służb. To on rządził resortem, kiedy doszło do tragedii smoleńskiej. Z perspektywy Macierewicza czyni to już z Klicha osobę winną ciężkiej zbrodni.

Drugą instytucją, na której szczególnie będzie zależało nowej władzy, jest Naczelna Prokuratura Wojskowa. PiS ma na pieńku z NPW jeszcze od czasów raportu z weryfikacji WSI. Antoni Macierewicz niedwuznacznie sugerował, że wojskowi prokuratorzy torpedują pracę komisji i są częścią układu. Prokuratura tłumaczyła, że materiał przesłany z prac komisji był tak złej jakości, że zaledwie mały procent spraw nadawał się do nadania im biegu. Na 401 zawiadomień zgłoszonych przez Macierewicza, a później Jana Olszewskiego, który objął po nim funkcję przewodniczącego komisji weryfikacyjnej, prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w 268 sprawach. Najczęściej powodem było niepopełnienie czynu lub brak znamion czynu zabronionego. Rzadziej przedawnienie. Według sejmowego sprawozdania naczelnego prokuratora wojskowego w 2010 r. prokuratury wojskowe prowadziły postępowania karne w stosunku do zaledwie 20 osób na podstawie wniosków z komisji weryfikacyjnej. Macierewicz widział w tym układ. A były szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej sugerował nieudolność Macierewicza. Teraz jego następcy w NPW będą musieli za to zapłacić.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną