Trybunał Konstytucyjny – rady dla obu stron

Jak się dogadać
Rozmowa z Ewą Łętowską, profesorem nauk prawnych, byłą sędzią Trybunału Konstytucyjnego, o sposobach wyjścia z kryzysu.
Ewa Łętowska, profesor nauk prawnych, członek rzeczywisty PAN, pierwsza polska rzecznik praw obywatelskich
Leszek Zych/Polityka

Ewa Łętowska, profesor nauk prawnych, członek rzeczywisty PAN, pierwsza polska rzecznik praw obywatelskich

Ewa Łętowska: „wojna o Trybunał pokazuje, że nikt nie ma monopolu na rację”.
Jacek Łagowski/Forum

Ewa Łętowska: „wojna o Trybunał pokazuje, że nikt nie ma monopolu na rację”.

Premier Szydło i minister Ziobro mówią, że Trybunał nie wydał orzeczenia tylko komunikat.
Jerzy Dudek/Forum

Premier Szydło i minister Ziobro mówią, że Trybunał nie wydał orzeczenia tylko komunikat.

Rafał Woś: – Kto nabroił?
Ewa Łętowska: – Wszyscy. Ta wojna o Trybunał pokazuje, że nikt nie ma monopolu na rację.

Jak pani to rozumie?
Pisząc nową ustawę o Trybunale w 2015 r., poprzednia władza ewidentnie chciała oszukać, wybierając na zapas dwóch sędziów. Wówczas PiS natychmiast zaskarżył to do Trybunału. I bardzo słusznie postąpił! Bo tak właśnie to powinno działać w systemie demokratycznym. Małe nadużycie władzy jest wyłapywane i blokowane środkami konstytucyjnymi. W tamtym momencie PiS miał rację zarówno prawną, jak i moralną.

Nowa władza twierdzi, że ma ją nadal.
Nie ma. Bo już po wygranych wyborach i na kilka dni przed ostatnim posiedzeniem starego Sejmu pisowcy wycofali swój wniosek z Trybunału. Postanawiając najwyraźniej, że oni zrobią coś takiego, jak PO i PSL w czerwcu. Tylko na większą skalę. To był moment, w którym stracili swoją wyższość moralną i prawną. I oni się wtedy z obrońców demokracji zaczęli przemieniać w jej niszczycieli. Kolejne kroki były już tylko konsekwencją tamtych decyzji.

Gdy pytałem o to bliskiego współpracownika premier Szydło ministra Henryka Kowalczyka, on powiedział wprost: „to prawda, nie nadstawiliśmy drugiego policzka”. Po czym uzasadniał, że żaden rząd, który chce na serio rządzić, nie pozwoli sobie wiązać rąk przez nieprzyjazny mu Trybunał.
Tylko że takie rozumowanie ma dwa słabe punkty. Po pierwsze, analiza orzeczeń Trybunału z ostatnich kilku lat absolutnie nie pozwala obronić tezy, że wyroki były zabarwione ideologicznie albo prorządowo. Odwrotnie. Pamięta pan wyrok dopuszczający ubój rytualny? Albo ten w sprawie lekarskiej klauzuli sumienia? Przecież w obu tych przypadkach TK brał stronę argumentacji konserwatywnej, dającej prymat wartościom religijnym. Ku konsternacji obrońców świeckości państwa!

Ja rozumiem argument PiS tak, że im chodzi nie tylko o to, co Trybunał robił w przeszłości. Lecz raczej o to, że składa się z samych pisofobów i będzie blokował ustawy jedną po drugiej. A wyborcy się od PiS odwrócą.
I tu dochodzimy do drugiego słabego punktu w ich rozumowaniu. Mówiąc takie rzeczy, politycy PiS pokazują, że nie rozumieją, po co jest w demokratycznym kraju system trójpodziału władzy. A legislatywa, egzekutywa i judykatywa powinny się w jego ramach przez cały czas kontrolować. Żeby była jasność. To nie jest tak, że tylko pisowcy tego nie rozumieją, a cała reszta polskiej polityki jest świetna. Bo jest fatalna! Zresztą nie od dziś. Mnie swego czasu do Trybunału zgłosiła Unia Pracy. Taka mało znacząca partyjka, która akurat wtedy była w koalicji z SLD. Mówiono mi, że przez następne dwa miesiące Sojusz starał się kandydaturę utrącić. Wie pan, jakiego używali argumentu?

Jakiego?
Że jestem niesterowna. Przecież to jakieś żarty! Polityk myśli, że nominowany przez niego sędzia powinien być sterowny! To znaczy, że on traktuje cały ten trójpodział władzy jako bajeczkę dla grzecznych dzieci. Nie tylko politycy tego u nas nie chwytają. Pamiętam, jak kiedyś jeden z rektorów szacownego uniwersytetu dziwił się, że profesorowie TK orzekają antyuniwersytecko. Sędziego Antonina Scalię pan zna?

Tak, zmarły niedawno sędzia Sądu Najwyższego USA. Ikona amerykańskich konserwatystów.
Czyli postać ideowo nie z mojej bajki. Ale przy tym świetny prawnik, który rozumiał, o co chodzi w tym całym gadaniu o trójpodziale. On powiadał tak: kartę praw i wolności obywatelskich to sobie może uchwalić byle republika bananowa. Ale tak naprawdę o demokracji decyduje właśnie ten system wzajemnych ograniczeń, jakie nakładają na siebie rząd, parlament i sądy. Jasne, że przez te wzajemne ograniczenia demokracja jest systemem ociężałym, gdzie rzadko dochodzi do śmiałych i radykalnych reform. Kompromisy ucierają się miesiącami.

Ale tak właśnie jest dobrze! Tak rozumiana demokracja jest przynajmniej uczciwa. Nie głosi, że codzienna praktyka rządzenia będzie wolna od błędów. Ale jednocześnie tworzy mechanizmy, które będą te błędy korygować. Scalia nazywał to korkiem ulicznym. Który nas irytuje, ale też spowalnia ruch uliczny i zmniejsza zagrożenie, że nas rozjedzie jakiś wariat.

W teorii to prawda. Ale w praktyce PiS mówi tak: to czemu Trybunał cztery dni po wyborach wydał głośny wyrok na temat kwoty wolnej. TK orzekł wtedy, że musi ona wzrosnąć przynajmniej do poziomu minimum egzystencji. I to natychmiast! Pisowcy uznali to za wypowiedzenie wojny i skrajną niesprawiedliwość. I trudno im odmówić racji. Bo przecież jedną z najniższych kwot wolnych w Europie mieliśmy przez cały okres rządów PO-PSL. I jakoś nie było problemu. Jednocześnie przecież nie trzeba być ekonomistą, by wiedzieć, że przymusowe i natychmiastowe podwyższenie kwoty wolnej zaowocuje skokowym powiększeniem dziury w budżecie.
I ja też to oburzenie rozumiem, bo i mnie się wyrok w sprawie kwoty wolnej nie podobał. Na obronę Trybunału mam to, że jak znam życie, ten wyrok szykowano przez kilka miesięcy, a więc jeszcze za starej władzy. Oczywiście że Trybunał mógł to zrobić inaczej. Nie musiał wskazywać tak wyraźnych desygnatów, tylko ogólny kierunek. I jeśli to pisowców oburzyło, ja ich nawet rozumiem. I widzę w tym pewien promyk nadziei. Bo to oznacza, że cała sytuacja po prostu wymknęła się spod kontroli. A nie oznacza, że władza chce celowo rozwalić demokrację.

I co będzie dalej?
Wszyscy mnie pytają, co dalej! A ja im odpowiadam, że sytuacja jest dynamiczna.

Ale ludzie chcą wiedzieć, na czym stoimy. Mamy jeszcze Trybunał? Czy już nie? Kogo pytać, jeśli nie was, prawników?
Wy, dziennikarze chcecie na wszystko gotową receptę, a tu tak nie ma. Trójpodział władzy to nie jest jakaś cudowna maszynka, w której się wciska jeden guzik i sprawa załatwiona. Tu każdy ma do odegrania swoją rolę. Trybunał tę rolę odegrał. Wydał umotywowane orzeczenie, w którym zakwestionował pisowską ustawę naprawczą.

Rząd mówi, że Trybunał postąpił niezgodnie z prawem.
Władza sobie może tak mówić! Zacznijmy od tego, że w zasadzie można się upierać, że orzeczenie TK wchodzi w życie z chwilą ogłoszenia, a nie publikacji.

Ach, wy, prawnicy. Zawsze prawniczycie.
No dobrze, nie komplikujmy. Zostańmy przy tym, że rząd ma konstytucyjny obowiązek to orzeczenie opublikować. To pewne.

Ale premier Szydło i minister Ziobro mówią, że Trybunał nie wydał orzeczenia tylko komunikat. Więc nie będą publikowali!
Nie tak prędko! Zwróćmy uwagę, co robią premier Szydło i minister Ziobro, bo to bardzo ważny moment całego sporu. Otóż oni wpadają w pewną pułapkę. Pewnie nawet nie zdają sobie z tego sprawy, ale wpadają. Oni najzwyczajniej w świecie uzurpują sobie prawo do oceny, czy coś jest wyrokiem, czy nim nie jest. I dlatego tak się całe prawnicze środowisko wścieka. Nie ma w demokracji takiej konstrukcji, żeby egzekutywa mówiła: „temu wyrokowi to ja się podporządkuję, a ten uważam za komunikat”. To jest zupełnie nowa i bardzo niepokojąca jakość w naszym trybunalskim sporze.

Prezydent Duda już wcześniej odmówił zaprzysięgania sędziów.
Ale to było co innego. Prezydent nie zaprzysięgał sędziów wybranych przez parlament. To była kłótnia na linii legislatywa–egzekutywa. To się zdarza wszędzie, i nie jest takie niebezpieczne. Ale tu jest wyrok TK. I spór wchodzi w nową fazę. Bo takie spory są szczególnie niebezpiecznym naruszeniem trójpodziału władzy.

Co w tym szczególnego?
Sądy są w trójpodziale władzy ogniwem najsłabszym. Bo one nie mają ani kasy, ani swoich dywizji. Więc zawsze można je wziąć głodem albo siłą. Ich siłą za to jest wyłączność sądzenia. Jak im tę wyłączność odbieramy, to jest koniec z trójpodziałem. Faktycznie zepsucie tego subtelnego mechanizmu, na którym opiera się demokracja.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną